niedziela, 20 października 2013

Love can touch us one time 9

Powoli zacząłem muskać powiekami, by przyzwyczaić oczy do światła dziennego. Kiedy obraz zrobił się jako tako wyraźny dostrzegłem , że nie znajduję się u siebie w pokoju, a to co wydawało głośne piknięcia przy moim uchu to nie budzik, który domaga się pobudki, aby zdążyć do szkoły. Rozejrzałem się po pokoju, nie bylem sam. Obok siedziała babcia razem z Tobą. Nie zdążyłem ogarnąć co robię w tym szpitalu, a już zostałem zaatakowany.
- Budzi się! - Krzyknęła babcia - Akira, biegnij po lekarza! - Pisnęła szczęśliwa. Wyleciałeś z sali, znikając w którymś z korytarzy.
- Takanori, nic Ci nie jest? - Podskoczyła do łóżka i zaczęła przyglądać mi się z wszystkich stron. Lekko się uniosłem do siadu, ale głowa tak bardzo mnie rozbolała, ze z powrotem opadłem na łózko, łapiąc się za skronie. Lekko je rozmasowałem.
- Wszystko w porządku - Mruknąłem i zamknąłem na chwile oczy. W tym momencie wleciałeś zasapany do sali stając niedaleko mojej babci. Od razu za Tobą zjawił się lekarz... Imada. Znowu ten tu?
- Dzień Dobry, Takanori. Jak się czujesz? - Powiedział, ale jego niewzruszona jak zawsze mina pozostała.
- Nic mi nie jest - Mruknąłem szybko - Mogę już iść do Yutaki? - Poprosiłem. Obserwowałem, jak lekarz odwraca się w Wasza stronę robiąc nierozumną minę.
- Ale Takan..
- Błagam! Musze zobaczyć, ze nic mu nie jest. Miałem taki straszny sen, nie uwierzycie... - Westchnąłem. Wolałem nie przypominać sobie nawet co mi się śniło. Zapomnieć o tym.
- Co Ty wy.. - Zaczęła babcia.
- Chwila! Niech pani zaczeka - Uspokoił ją ruchem ręki - Takanori, możesz mi opowiedzieć co Ci się śniło?
-No to.. znaczy, tak. - Zacząłem, zwróciłem głowę ku ziemi i zacząłem sobie przypominać wszystko od początku – W tym śnie Kai również był śmiertelnie chory, dostałem od babci telefon – Spojrzałem na nią kątem oka – Ale kiedy pobiegłem spytać się o co chodzi, usłyszałem tylko, że on..- Spojrzałem po wszystkich – On umarł. Straszne, prawda? - Spytałem, ciekawy co sądzi o tym reszta.
Spojrzałem po ich zaskoczonych minach, oczekiwałem od nich jakiejś odpowiedzi, ale zamiast tego usłyszałem tylko głos lekarza.
-Pani Hirose, mogę prosić na chwilę? - Odchrząknął niezwłocznie – Takanori, zostań z Akirą. - Powiedział i wyszedł z babcią za drzwi, by zniknąć w prawym korytarzu. Spojrzałem przelotnie na mojego gościa i nie przejmując za bardzo jego obecnością ściągnąłem do siebie brwi i zacząłem planować. Tylko wpatrywałeś się we mnie oczami, bądź co bądź nie tymi wesołymi jak ostatnio, ale nie miałem pojęcia dlaczego. Nieważne, chwyciłem kabelki, które miałem poprzypinane do ciała i zacząłem je zrywać jeden po drugim. Wstałem, a zaraz za mną Ty.
- Co Ty wyprawiasz? - Zaskoczyłeś chyba pierwszy raz od kiedy tu siedzimy, robiąc do siebie głupią minę.
Złapałem za koszulkę leżącą obok i trzymając ją w ręce odpowiedziałem lekceważąco – Um, wychodzę?
-Idę do Yutaki, cze – Rzuciłem i zamknąłem za sobą szpitalne drzwi, prowadzące do mojej sali. Nie na długo, gdyż wybiegłeś od razu za mną.
- Nie rób z siebie wariata, Takanori! Dobrze wiesz, że znów się okłamujesz! - Wrzasnąłeś za mną kopiąc „niewidzialny” kurz na szpitalnych kafelkach.. Zignorowałem to, nie jestem wariatem. Chcę po prostu zobaczyć mojego przyjaciela, aniołka..
Przyśpieszyłem kroku, szybciej biegłem w stronę sali trzynastej, przez przypadek wpadłem na kilku ludzi, zapominając nawet krótkiego przepraszam. Wparowałem do sali i zdyszany rozejrzałem się, ale Kai'a tu nie było, wyszedłem jeszcze raz, by ponownie sprawdzić numer sali, który o dziwo się zgadzał. Wściekły ponownie wtargnąłem do sali, zapominając nawet zamknąć za sobą drzwi, ale zamiast Yutaki jak gdyby nigdy nic leżał tu sobie jakiś dziad w szpitalnych łachach zaczytany w jakąś lekturkę.
- Gdzie Tanabe?! - Warknąłem, co w końcu oderwało go od wielce ciekawej książki – Pytam się, gdzie on jest?
Mężczyzna patrzył na mnie wzrokiem, jakby chciał zapytać się czy przypadkiem nie pomyliłem tego zwykłego, niczym się nie wyróżniającego szpitala z psychiatrykiem. Kij z nim. Kij z tym szpitalem. - Błagam, do cholery, pomóż mi go szukać w tym szpitalu! - Wrzasnąłem zaczynając płakać. Poczułem jak ktoś łapie mnie od tylu. No i co, byłem zajęty płakaniem. Nim się obejrzałem, byłem otoczony przez ochronę, pielęgniarkę, lekarza Imada, babcie i Ciebie, Akiś.
- Co pan tutaj wyprawia!? - Krzyknęła niedowierzająca pielęgniarka, ochrona ciągnąc mnie ciągle coś do mnie mówiła, a ja patrzyłem po wszystkich twarzach, kiedy dotarłem do Twojej.. bezsilny smutek, który ją ogarnął był dla mnie jak kubeł zimnej wody. Co ja właściwie wyprawiam? Czemu to robię? Pytam, pytałem aż wszyscy zniknęli mi z zasięgu wzroku. Stali tam dalej w półkręgu, jedynie lekarz szedł obok mnie i ochrona która niosła mnie za ręce. Położyli mnie w moim łóżku i odeszli zostawiając mnie samego z lekarzem.
- Takanori, powiesz mi, co to miało znaczyć? - Spytał spokojnie, siadając na krawędzi łóżka.
Milczałem jakiś czas z odwróconą w drugą stronę głową, nie miałem słów.
- Chcesz, żebym był zmuszony przenieść Cię do innego szpitala? Nie, nie takiego normalnego. Do szpitala dla wariatów.. ale nie zrobię tego. Wiem, ze z Twoją głową wszystko okej.
Odwróciłem głowę w jego stronę i zmierzyłem go wzrokiem.
- Więc dlaczego? - Powtórzył.
- Pyta pan dlaczego zachowuje się jak wariat? Bo nim jestem. Jestem sam, tak, od samotności można zwariować.
Liczyłem, ze po tych słowach Imada pomyśli sobie, ze faktycznie jestem wariatem i nie będzie chciał już ze mną rozmawiać. Że sobie stąd pójdzie. Przeliczyłem się.
- Nie jesteś sam, Takanori. Spędziłem z Twoim przyjacielem kawał czasu, aż umarł. Sporo się dowiedziałem. Czasem trzeba się pogodzić z niektórymi rzeczami, odpuścić. Takim zamykaniem się nic nie zdziałasz, sam sobie kopiesz grób. - Słuchałem go, mimo, ze wzrokiem byłem gdzie indziej – No nic – Westchnął – Przemyśl to może, co? Zostawię Cie samego na jakiś czas. - Spojrzałem na jego uśmiechnięta twarz. Nie potrafiłem uwierzyć, że to ten sam facet, z którym jeszcze jakiś czas temu w ogóle się nie lubiłem. Spojrzał na mnie jeszcze i zamknął za sobą drzwi zostawiając mnie samego. Uśmiechnąłem się do siebie. Ja to wiem.
Ułożyłem się na boku i zamknąłem oczy do snu. Przed sobą ciągle miałem Twoją zawiedzioną twarz. Tak też zasnąłem.

***

Przetarłem oczy ręką i spojrzałem na zegar ścienny. Godzina szesnasta dwadzieścia cztery. Przerzuciłem się do innej pozycji i bezczynnie gapiłem się na korytarz przez szklane drzwi. Minuty mijały mi jedna za drugą, nawet nie wiedziałem kiedy. Sam nie wiedziałem czy czekałem na cokolwiek? Kogokolwiek? Po jakichś kolejnych 20 minutach, które wydawały się jakby trwały tyle co 5 ktoś wszedł do środka.
- Lepiej? - Spytał lekarz.
Mruknąłem coś na znak, że jest dobrze i sprowadziłem się do siadu. - To dobrze, bo Twój kolega przyszedł Cię odebrać. Możesz już wrócić do domu. Rzeczy, które przyniosła Ci Twoja babcia są tu, kolega czeka na zewnątrz – Mówił, a ja tylko się wpatrywałem i kiwałem głową, że rozumiem. W końcu chwycił za klamkę w celu wyjścia.
- Um, dziękuję – Mruknąłem szybciutko, a pan tylko się uśmiechnął i wyszedł. Wpatrywałem się w drzwi, by potem przelecieć wzrokiem po pomieszczeniu. Westchnąłem do siebie cichutko i chwyciłem za swoja torbę. Spakowałem do niej jeszcze parę rzeczy, które leżały mi na stoliczku typu telefon, ładowarka, nietknięte jedzenie, chusteczki i jakieś śmieci. Zarzuciłem ją na ramie, doprowadziłem pokój do jakiegoś porządku i wyszedłem. Wyszedłem głównym wyjściem ze szpitala.
- Akiś! - Pisnąłem od razu gdy Cię zobaczyłem i pędem rzuciłem Ci się na szyję zaciągając się tym znanym mi zapachem.
- Taka – Przeciągnąłeś przymykając powieki i wplatając łapkę w moje włosy. - Co Ty nawyprawiałeś – Westchnąłeś. Poluźniłem uścisk, mimo to nie zamierzałem zdejmować rączek z Twojej szyi. Tylko spojrzałem Ci w oczy – Narobiłem wstydu, prawda? - Zrobiłem smutną minkę.
- Zapomnijmy o tym – Odpowiedziałeś, a ja tylko to poparłem. Rozejrzałem się dookoła czy jesteśmy tu sami – Przyszedłeś sam? - Spytałem lekko unosząc brew.
- Nie, moja mama czeka na nas za budynkiem – Podsumowałeś lekko się śmiejąc i drapiąc w tył głowy.
- Ech!? Twoja mama? Ale przecież ja z Twoją mamą się nie znamy i...
- To się poznacie.
- W takich okolicznościach? - burknąłem. Zawsze wyobrażałem to sobie inaczej, ale w sumie to zdałem sobie sprawę, że co z tego, nie obchodziło mnie to aktualnie. Chciałem tylko znaleźć się w domu i przemyśleć to wszystko. Postanowiłem, że nie będę Cię martwił i udał, że jakoś sobie radzę z tym, że Tanabe już nie ma.
- Nie marudź, chodźmy już.. - pociągnąłeś mnie za rękę, od razu ją puszczając. Skręciliśmy w bok idąc w stronę samochodu Twojej matki. Już z daleka było widać jak stoi przed samochodem i patrzy w naszą stronę.
- Mamo, to jest właśnie Takanori, mój...
Spojrzałem na Ciebie.
– przyjaciel.
- Dobry wieczór – Szepnąłem i wbiłem wzrok w ziemię.
- Cześć Taka-chan, Akira wiele o Tobie opowiadał! - Odrzekła ucieszona, starsza brunetka. Musiałem przyznać, że masz bardzo ładną mamę. Moja pewnie też byłaby taka. Mogłem sprawić, że znowu by się uśmiechała, mogłem jej pomóc, mogłem poczuć ból własnej matki, uratować uśmiech na jej twarzy. Nie zrobiłem tego. Teraz, gdy patrzyłem na Twoją, zrobiło mi się smutno. Mimo to, posłałem jej na to lekki uśmiech.
Kobieta zaprosiła mnie do samochodu. Usiadłem sobie z tyłu, Ty i Twoja matka z przodu. Położyłem obok torby i zapiąłem pasy. Za oknem było już ciemno – czyli tak jak lubię, niemal czułem się jakby była już noc, do tego byłem strasznie zmęczony. Dziwne, bo przed godziną dopiero co się obudziłem. Wtuliłem się bardziej w szal i tylko patrzyłem przez okno na różnego rodzaju reklamy i świecące w ciemnościach światła i neony. Prawie w ogóle nikt się nie odzywał, dopiero po kilku minutach pani Suzuki zaczęła.
- W ogóle to jestem Ci wdzięczna, Takanori – Usłyszałem. Kobieta popatrzyła na mnie przez lusterko.
- Co ja takiego zrobiłem? - Spytałem delikatnie.
- Akira od kilku miesięcy strasznie się zmienił, zgaduję, że to Twoja zasługa.. wtedy się poznaliście?
- Aa, no.. tak – Zgodziłem się.
- No i przestali mnie wzywać ciągle do szkoły! - Zaśmiała się. Również delikatnie zachichotałem, żeby nie było, ze jestem aż takim nudziarzem – A w ogóle to jak się poznaliście?
Hmm .. - Poznaliśmy się, gdy Akiś po raz pierwszy mi groził, potem poznaliśmy się lepiej , bo dowiedziałem się, ze jego przyjaciel bierze narkotyki. Ale zakochałem się w Akirze, więc mało, ze byłem tego świadom, to zachciało mi się mu pomagać. Akira również mnie pokochał, a to cale jego zachowanie było przykrywką. Potem przez wspaniałego mnie Naoki wylądował w poprawczaku, także nic nie stało nam na przeszkodzie żeby być razem. No oprócz mojej aspołeczności, życiowego pecha, braku zaufania do innych. Wtedy pani syn to wszystko zburzył, więc... Jest moim chłopakiem – Zaśmiałem się
- Nie wiem. Akira, może Ty powiesz jak to było?
- A, ee, no dobra - Odezwałeś się wiecznie milczący. Twoja matka się zaśmiała - Więc.. To było wtedy, gdy spytałeś się mnie o drogę do sali, gdzie miała być matematyka. Byłeś nowy, pamiętasz?
- Nie - Odpowiedziałem lakonicznie - Nie pamiętam czegoś takiego. - Celowo udałem, że nie wiem o co chodzi.
Lekko podrapałeś się w tył głowy. - Zaprowadziłem Cie tam, a Ty spytałeś się czym możesz się odwdzięczyć. - Odwróciłeś się w moja stronę z miną ,,spróbuj tylko zaprzeczyć!"
- A tak, racja - Zachichotałem razem z panią Suzuki.
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez chwilę, aż samochód zatrzymał się przed moim domem. Pożegnałem się, wysiadłem. Kiedy samochód Suzukich zniknął mi z zasięgu wzroku odetchnąłem głęboko. Ostatnimi czasy, to że tak bardzo cieszyłem się, gdy wreszcie mogłem być sam, mnie przerażało.
Zadzwoniłem do drzwi, kilka sekund później stała w nich babcia. Ani się nie ucieszyła, ani nie krzyczała, nie wiedziałem, może coś się stało? Bez słowa wszedłem do domu, zdjąłem buty i ruszyłem za nią do pokoju - Coś się stało? - Spytałem dla pewności.
- Masz na myśli, czy było mi za Ciebie wstyd, gdy musiało wynosić Cie 2 ochroniarzy, bo zacząłeś się drzeć, tak, ze słyszał Cie cały szpital? - Odwróciła się w moja stronę - To odpowiedz jest prosta, tak - Fuknęła afektownie i ruszyła w stronę kanapy.
- Am - Mruknąłem. Poczłapałem do kanapy i usiadłem obok niej. Panowała cisza, nie wiedziałem czy mam przeprosić, czy co. Zamiast tego spuściłem wzrok na swoje dłonie i bawiłem się opuszkami palców, jakby to miało mi w czymś pomóc. - J-ja przepraszam... - Wyrzuciłem i spojrzałem niepewnie na nią. Ukryła twarz w dłoniach teatralnie udając płacz.
- Takanori, co się z Tobą dzieje, dziecko? - Spojrzała na mnie zrozpaczona. Ściągnąłem do siebie brwi i przeniosłem wzrok w kąt. Czułem się jak źródło wszystkich kłopotów. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, znowu odezwała się babcia:
- Jest mi przykro z powodu śmierci Twojego przyjaciela, próbuję Cie zrozumieć, ale wie..
- A co Ty byś zrobiła gdyby dziadek umarł? Chodziłabyś wiecznie uśmiechnięta i zadowolona? - Przerwałem jej. Wywróciłem oczami - Przepraszam, zły przykład, dziadek ma nas w dupie - Wstałem i odszedłem kawałek dalej.
- Nie pozwalaj sobie! - Krzyknęła - Dobrze wiesz, ze Twój dziadek wyjechał żeby pracować! Co miesiąc przysyła nam pieniądze! W ogóle, nie odnoś się do mnie tym tonem, gówniarzu - Warknęła. Stanąłem wryty i patrzyłem na nią. - Idź do siebie - Westchnęła i tak jak zawsze, gdy jest nerwowa musiała się czymś zająć, wiec zabrała kubek i poszła zmywać naczynia. Popatrzyłem na nią w kuchni, odwróciłem się i pobiegłem do swojego pokoju zamykając się na klucz. Yutaka, czemu mnie zostawiłeś, dlaczego?
________________________________________
Uhh, w ogóle mi sie nie podoba ten rozdział.




8 komentarzy:

  1. Świadomość, że Yutaka nie żyje, wyciskała ze mnie strumienie łez. Litery mi się rozmazywały, momentami nic nie widziałam. Było mi cholernie źle, czułam się, jakby to wszystko była moja wina. Karciłam się za małe przywiązywanie uwagi do wzmianek o nim. Brakowało mi tchu, jakby żal wszystkich po śmierci Kai'a spadł na mnie. Chciałam zniknąć.
    Tyle, że Takanori nie miał tej świadomości. Głównie z winy lekarza, który to nie był tak łaskawy i nie poinformował Matsumoto o odejściu jego przyjaciela. Naszego przyjaciela.
    Od samego początku brakowało mi jednego. Czułości. Dlaczego Akira nie przytulił Takakanoriego od razu po jego przebudzeniu? Od razu, kiedy zaczął wypytywać o Tanabe? Nie musiał mu mówić, z pewnością, dla niego to też była ogromna strata, ale Ruki od początku był bardzo samotny, bał się zaufać ludziom, był zamknięty w sobie. A kiedy opowiedział komuś o swoich problemach, swojemu przyjacielowi, ten go opuszcza. Jeśli Suzuki go nie wesprze, to obawiam się, że Ruki nie podniesie się po śmierci Yutaki.
    Czarę goryczy przelała awantura w domu. Wiem, że słowa Takanoriego zraniły kobietę, ale jak można go za to winić?! On właśnie- po raz kolejny- stracił bliską mu osobę, kolejny raz zawiódł się na ludziach! Jak można mieć mu za złe te krzyki w szpitalu?! On stracił przyjaciela. Stracił go, bezpowrotnie.
    Czekam na kolejne rozdziały i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz. :)
      Sądzę, że nie przytulił go dlatego, że w tym pomieszczeniu nie był sam. Poza tym, chciałam tutaj przedstawić sytuację, w której niby mamy tych najbliższych, ale w nikim nie znajdujemy zrozumienia, co przynajmniej mi, zdarza się dość często. I chciałabym wyjaśnić, nie robie w tym opowiadaniu Rukiego za emo chlopczyka, tylko po prostu potrzebowalam jakoś przelewać swoje uczucia i trafiło na niego, ale to tak do wszystkich. xx I nie płacz, ej. ;;

      Usuń
  2. Bosz Kai serio deadnął?! Czemu tak szybko... Podejrzane!
    Babci, brzmisz jak alkoholiczka! A Ruki ma zawsze rację!!
    //Yuuko-san

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej. :) Co prawda, nie przeczytałam jeszcze nic na twoim blogu, ale już chcę ci podziękować za masę opowiadań skupiających się wokół RxR. <3 Zauważyłam też one-shota z pairingiem ShouxRuki - za co jestem już przeogromnie wdzięczna, bo uwielbiam tę parę. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. ;)
    Specjalnie założyłam tu konto, żeby nie być całkiem anonimowa w komentowaniu i mieć jakiś ładny avatar (ale jak tu wstawić coś w ładnej jakości?) zamiast pana z facebooka, brr.
    No, nieważne. Pozdrawiam i życzę weny w pisaniu opowiadań RxR! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzę nie czytać tych staroci i bardziej skupić się na Love can touch us one time, gdyż to opowiadanie zamierzam kontynuować cały czas. Naprawdę cieszę się, że wpadłaś C:

      Usuń