niedziela, 15 września 2013

Żyj tak jakby jutra być nie miało. 1

Witam Was! ^^
Baaaaaardzo dawno nic tutaj nie dodawałam z powodu braku weny i czasu. Gomene.
Zawiesiłam "Dalekie zbliżenia" z podobnych przyczyn.
Ale UWAGA! UWAGA!
Wracam do Was z nowym projektem "Żyj tak jakby jutro być nie miało"! Z paringiem Reituki.
Dzisiaj wstawiam dla Was pierwszy rozdział i mam nadzieję, że będę regularnie dodawać resztę!
Nie wiem jeszcze ile ogólnie tego będzie, ale liczę po cichu, że będzie Wam się podobać!
Zapraszam!
~~~~~~~~~~~~~~

     - Kto był twoją pierwszą miłością?- padło pytanie z ust mojej ośmioletniej córeczki, która wdrapała się na wysoki, barowy stoliczek i zasiadła naprzeciw mnie w kuchni o kawowych ścianach.
     Kto był moją pierwszą miłością?
     Było ich wiele, chociaż... nie. Były to tylko zauroczenia i pragnienia, które zaraz po ich osiągnięciu pękały niczym bańki mydlane.
     Daleko było im do miłości, do jakichkolwiek uczuć.
     Pamiętam, że była jedna dziewczyna. Myślałem, że to TA. Ta jedyna, z którą zapragnę spędzić resztę swojego życia; mieć dziecko, dom, szczęśliwą rodzinę na przedmieściach Tokio.
     Wyśmiała mnie.
     Wyśmiała mnie prosto w twarz zaraz po tym, gdy wyznałem co do niej czuję.
     Chociaż teraz nie byłbym w stanie powiedzieć, że było to prawdziwe. Były to raczej głupie urojenia szesnastolatka, któremu buzują hormony i widzi „tą jedyną” w większości napotkanych dziewczyn. Te związki i tak kończą się po zaledwie miesiącu, bo „jesteś dziecinny”. „nie jestem gotowa”, „mam innego”.
     Drwiła ze mnie, a kilka dni po tym- zniknęła. Najzwyczajniej w świecie odeszła bez słowa. Nie wiedziałem, co się z nią stało, gdzie się podziała ani co robiła.
     Chodziłem załamany; nie uczyłem się, wagarowałem, w sumie większość lekcji spędzałem na dachu szkoły lub w parku, stałem się agresywniejszy. Stworzyłem wokół siebie mur, który ludzie bali się przekroczyć dlatego nigdy się do mnie nie zbliżali. Jeżeli pojawiałem się na zajęciach to po krótkiej chwili zostawałem wyproszony z klasy przez nauczyciela, albo najzwyczajniej w świecie sam wychodziłem. Kończyło się to wezwaniem moich rodziców- przyrodnich.
     Pewnego dnia znów poszedłem na dach.
     Wtedy pojawił się ON.
[FLASHBACK]
     Wyszedłem z klasy głośno trzaskając za sobą drzwiami i rzucając wiązanką przekleństw na nauczyciela matematyki. Chciałem wyjść tylko do łazienki, a nauczyciel zaczął rzucać we mnie mięsem. Krzyczał, że jestem nieodpowiedzialnym gnojkiem, który jest w dodatku niewdzięczny. Tak szczerze to mało interesowało mnie jego zdanie i cała ta pieprzona szkoła, która i tak mnie nienawidziła- ze wzajemnością.
     Biegłem po schodach co dwa stopnie, gdy w końcu dorwałem się do stalowych drzwi i szeroko je otworzyłem zaciągając się przy tym świeżym powietrzem. Moje ciało otuliły wiosenne promienie słońca i delikatny wietrzyk, który na złość targał moje blond włosy- pofarbowałem je, aby wyróżniać się w tłumie tych czarnych głów i żeby ludzie mnie rozpoznawali. W powietrzu czuć było jeszcze zapach deszczu, który spadł dziś w nocy.
     Lubiłem deszcz. Miałem wrażenie, że wraz z nimi spływają wszystkie moje problemy, aby potem znów powrócić. Wystarczyła mi ta chwila szczęścia jaką mi dawał. Dlatego często wtedy siadałem na parapecie patrząc w okno pełne kropli wody i przygrywając sobie ballady na gitarze.
     Zerknąłem w miejsce gdzie znajdowała się ławka, na które potrafiłem spędzić cały dzień. Zawsze była pusta. Mało kto tu zaglądał, co było mi na rękę. Wiedzieli, ze ten teren jest mój. Tym razem było inaczej. Na moim miejscu, plecami do mnie, siedziała blondynka z czarnymi włosami ku nasadzie, zawzięcie pisała coś w jakimś zeszyciku.
     Stanąłem przed nią z groźnym wyrazem twarzy i dopiero teraz zauważyłem, że jest to drobny chłopak z czarnym makijażem. Był tak safascynowany pisaniem, że nawet nie zauważył jak moje ciało rzuca na niego cień. Pewnie pomyślał, że zaszło słońce, ale niebo było dzisiaj niemalże bezchmurne. Gdzieniegdzie tylko przepływała chmurka, ale za mała żeby przysłonić słońce.
     Chrząknąłem znacząco rzucając mu gniewne- na miarę moich możliwości- spojrzenie. Podniósł na mnie wzrok lekko mrużąc oczy, aby ochronić je od promieni słońca tuż nad moją głową.
    - Cześć- powiedział z uśmiechem i znów skupił się na zeszycie.
- To moje miejsce- mój głos zabrzmiał chłodno z czego byłem zadowolony. Niech pierwszak wie gdzie nie wpychać się swoim cielskiem.
     Mruknął coś pod nosem niezrozumiale i nie odrywając się od wcześniej wykonywanej czynności przesunął się na drugi koniec ławki. Krew zaczęła we mnie wrzeć. Każdy inny zacząłby przepraszać i uciekłaby czym prędzej. Nie chcę znów wszczynać bójek na terenie szkoły, które zazwyczaj kończyły się szpitalem, więc wziąłem głęboki wdech i usiadłem obok blondyna. Jest nowy, w końcu dotrą do niego pewne informacje i sam zacznie mnie unikać.
     Wyjąłem słuchawki, które musiałam rozplątać, bo jak zawsze wrzuciłem je byle jak do torby w wyniku czego nieźle się splątały. Miałem już włożyć je do uszu, gdy nagle brązowooki zamknął swój zeszyt kładąc go na przestrzeń pomiędzy nami i wyciągnął do mnie dłoń z wielkim uśmiechem na twarzy. Spojrzałem na niego zdezorientowany.
     -Takanori Matsumoto- przedstawił się.
- Reita- odpowiedziałem krótko i zignorowałem jego gest.
     Więcej do szczęścia mu nie jest potrzebne. Zacząłem przeszukiwać swoją playliste w telefonie, a on usiadł twarzą w moją stronę.
- Jestem tu nowy- próbował zacząć konwersacje, ale po moim wyrazie twarzy można było wywnioskować, że najzwyczajniej w świecie nie mam na to ochoty.
     Nie potrzebuję nikogo. Nie chce się przywiązywać. Boję się, że znów zostanę odrzucony. Niby taka błahostka, ale pozostawiła po sobie znak. W dodatku rodzice mnie porzucili zaraz po urodzeniu, więc nie ma szans żebym to pamiętał. Może to lepiej? W rodzinie zastępczej wcale nie jest tak źle. Zawsze dostaję to co potrzebuję i chyba mnie kochają. Traktowałem ich jakbym został przez nich urodzony.
     - Mhm- mruknąłem nie przejmując się znaczeniem jego słów- widać, że jesteś pierwszakiem. Nie wiesz jeszcze za wiele o tej szkole. Chociażby tego, że dach jest MOIM miejscem- nałożyłem nacisk na słowo „moim”
-Nie jestem w pierwszej klasie. Chodzę do drugiej.- powiedział oburzony i gniewnie zaciągnął brwi- nieważne. Mam prośbę- zerknąłem na niego z ukosa.
     Nikt mnie nigdy o nic nie prosił. Jestem ciekawy, co chcieć może taki leszcz jak on.
- Czy mógłbyś...- podrapał się z zakłopotaniem za uchem, a ja kiwnąłem głową aby kontynuował- oprowadzić mnie po szkole?- wyrzucił szybko z siebie i odwrócił się jakby spodziewał się co najmniej prawego sierpowego.
    Chwilę analizowałem co do mnie powiedział...
     Zaraz, zaraz! Czy on liczy, ze naprawdę nie mam co robić, więc będę oprowadzać go po szkole jak najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, który dopiero co sprowadził się do nowej szkoły? Serio? Prosi o to największego tyrana wśród wszystkich roczników? Tutaj jest ponad pięciuset uczniów. Na pewno znalazłby kogoś kto by mu powiedział wszystko co i jak. Zresztą niech lepiej pomocy szuka wśród rówieśników, a nie startuje do starszych.
     - Nie- powiedziałem krótko, ale stanowczo i znacząco.
- A- ale dlaczego!? Proszę. Nikogo tu nie znam!- przysunął się bliżej i patrzył na mnie wzrokiem zbitego kociaka, który był przekonujący, ale mimo wszystko to na mnie nie działa. Nie ze mną takie sztuczki.
- Jest tu pełno uczniów. Zagadaj do kogokolwiek, a na pewno ci pomogą- rozłożyłem się wygodniej na ławce wystawiając przy tym twarz na promienie słoneczne; przymrużyłem powieki.
- Tylko, że ja nie wiem nawet jak tu trafiłem, a co dopiero jak stąd wyjść!- w jego głosie wyczuwać można było desperację zmieszaną z rozpaczą.
     Westchnąłem.
     To będzie pierwsza i ostatnia rzecz jaką zrobię dla kogoś innego.
     Wstałem z ławki i kiwnąłem głową, aby poszedł za mną.
     Otworzyłem nagrzane od słońca drzwi puszczając Matsumoto przodem, aby zaraz po tym wyprzedzić go na schodach. Zbiegałem po nich, co kilka stopni w wyniku czego na samym dole musiałem poczekać za chłopakiem, który miał problem z nadążeniem i pewnie z kondycją.
     Nie mogę odprowadzić go na sam dziedziniec. Mimo że trwała jeszcze lekcja to wolałem nie ryzykować, że ktoś mnie zauważy z nim i mój image szkolnego tyrana pójdzie w zapomniane i wszyscy zaczną prosić mnie o pomoc w pozbyciu się nękających ich ludzi, albo, co gorsza, będą pytać o korepetycje z matematyki i fizykii. Tak, byłem geniuszem jeżeli chodziło o te dwie dziedziny, ale po prostu nie chciałem żeby wszyscy o tym wiedzieli, więc sprawdziany pisałem na najwięcej dostateczny, ale i tak wszystko doskonale umiałem.
     W końcu Takanori doszedł do mnie lekko dysząc, staliśmy na korytarzu jednego z pięter.
- To jest hol dla klas trzecich, jeżeli chcesz przeżyć to nie kręć się tu bez powodu. Jeżeli zejdziesz po schodach na samym końcu to trafisz do swojego rocznika. Tam wszyscy już cię pokierują tak jak trzeba, tylko poproś- włożyłem ręce do kieszeni i ruszyłem przed siebie zostawiają młodszego skazanego na pastwę losu.
     Moja robota skończona. To był dowód, że nie jestem aż takim złym człowiekiem za jakiego mnie mają, a tamten koleś będzie mógł opowiadać swoim dzieciom, że jakiś tyran, który bez problemu mógłby go zlać, uraczył go krótkim, aczkolwiek treściwym oprowadzeniem po szkole.
Stawiając długie, ale wolne kroki poczułem jak ktoś szarpie mnie z tyłu za śnieżnobiałą koszulę. Odwróciłem się niechętnie i ku mojemu (nie)zdziwieniu stała tam ta mała wymalowana lala. Próbowałem go zlekceważyć idąc dalej, dając mu do zrozumienia, że więcej mu nie pomogę i nie ma na co liczyć, ale on cały czas trzymał moją koszulę.
     -Czego!?- warknąłem, a Takanori zrobił minę przestraszonego, zupełnie tak jakby żałował tego, co właśnie robi.
- Powiedz mi tylko jeszcze gdzie jest...- nie zdążył dokończyć, bo rozległ się głośny dźwięk dzwonka i uczniowie zaczęli powoli wychodzić z klas.
     Cholera! Wiedziałem! Wiedziałem, że tak będzie. Zawsze tak jest, gdy tylko zgodzę się na pomoc. Jeżeli mój mur, który budowałem przez te trzy lata pobytu w liceum, legnie w gruzach przez tego gnojka to obiecuję, ze uduszę go własnymi rękoma, a ciało porzucę gdzieś w lesie, aby zjadły je wygłodniałe wilki.
     Uczniów na korytarzy przybywało coraz więcej. Rozglądałem się gorączkowo dookoła w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia z tej sytuacji, a Takanori stał wystraszony jak słup.
     W końcu pociągnąłem go za rękę i wepchnąłem do ciemnego kantorka, który mierzył niewiele ponad metr na metr i był zagracony miotłami i tym podobnymi rzeczami niezbędnymi do utrzymania porządku w szkole.
     Blondyn nie zdążył zareagować, a ja już stałem tuż przed nim w zamkniętym pomieszczeniu.
- Co ty...- pisnął przerażony, ale nie pozwoliłem mu dokończyć zasłaniając mu usta dłonią.
     Odległość jaka była między nami mnie przerażała, bo tak właściwie prawie jej nie było. Nasze twarze były tak blisko, że aż czułem każdy jego nierówny oddech na własnej skórze, a nasze ciała dzielił taki dystans, że przy oddychaniu nasze klatki piersiowe ocierały się o siebie... i nie tylko to, co aż mnie przyprawiło o mdłości i obrzydzenie. Postanowiłem, że odsunę się najdalej jak to było możliwe, ale nie przyniosło to wielkich rezultatów. Była to różnica zaledwie trzech centymetrów.
     - Bądź chicho i się nie ruszaj- mówiłem cicho i przez zęby wprost w jego twarz- gdy zadzwoni dzwonek na lekcję i wszystko się uspokoi wyjdziemy stąd i każdy pójdzie w swoją stronę. Nikomu nie powiesz, ze ci pomogłem, ani, że się znamy, a najlepiej zapomnij o tej godzinie. Zupełnie tak jakby to się nigdy nie wydarzyło. Jeżeli ktoś będzie cię o to wypytywał, bo jestem niemal pewien, że ktoś nas zauważył, to powiedz, że chciałem od ciebie wyłudzić pieniądze, ale ty się upierałeś, więc chciałem cie pobić. Zrozumiałeś!?- zdjąłem dłoń z jego ust, a on kiwnął niepewnie głową na potwierdzenie moich słów i mruknął niewyraźne „hai”.
- Powiedz mi jeszcze tylko gdzie jest szatnia, a więcej nie wejdę ci w drogę- wyszeptał.
- Na samym dole. Wystarczy zejść po schodach do najniższego piętra- powiedziałem równie cicho.
     Chciałem cofnąć się jeszcze o krok, ale zapomniałem, że za mną znajdują się miotły i jak na złość nadepnąłem na jedną, która się przewróciła i pociągnęła za sobą inne, wiadra oraz mopy. Wszystko runęło z wielkim hukiem na drzwi lub na podłogę. Na korytarzu zapanowała cisza, a drzwi otworzyły się szeroko. Wleciało przez nie oślepiające światło, przez co zmrużyłem oczy, które zdążyły przyzwyczaić się do mroku tutaj panującego.
***
     - Pan Akira Suzuki- dyrektorka siedziała przy dębowym biurku z mosiężnymi gałkami tuż przede mną przeglądając moje akta. Spoglądała na mnie, co jakiś czas zimnym, świdrującym spojrzeniem- To pana kolejny wybryk w ciągu tych dwóch miesięcy, a dopiero zaczął się rok szkolny. Obawiam się, że będziemy zmuszeni zawiesić pana na czas nieokreślony, albo co gorsza wydalić z tej szkoły. Dobrze pan wie, panie Suzuki, że w naszej szkole nie toleruje się przemocy, zwłaszcza w stosunku do młodszych- jej głos był stanowczy.
     Nigdy nie podnosiła na mnie tonu, ponieważ dobrze wiedziała, że złe emocje wywołują jeszcze gorsze emocje i nigdy nie doszlibyśmy tą metodą do skutku.
     - Proszę p-pani- pierwszy raz odkąd tu jesteśmy odezwał się Matsumoto.
     Kłębek moich dzisiejszych problemów. Mogłem go zlekceważyć, wtedy na dachu, a nadal siedziałbym tam spokojnie słuchając muzyki. Potem jakby nigdy nic wróciłbym do domu mówiąc rodzicom, ze w szkole wszystko w porządku. Oni wiedzieli, ze nie pałam zamiłowaniem do nauki, więc nie chodzę na zajęcia. Mimo że niechętnie znosili skargi nauczycieli na mój temat to nie byli w stanie nic ze mną zrobić, bo ich nie słuchałem. W końcu nawet przestali dawać mi kary i wygłaszać przemowy jak bardzo ważna jest nauka w moim wieku, że bez niej nie znajdę dobrej pracy i tak dalej, ale ja doskonale wiedziałem, co chcę robić w życiu i fizyka czy biologa na nic się nie zda- zawsze chciałem zostać muzykiem. Dźwięki basu mnie uspokajały i sprawiały, że stawałem się innym człowiekiem na te kilka minut.
     - To nie jego wina- kontynuował- schowaliśmy się tam, aby nikt z trzecich klas mnie nie pobił czy coś w tym stylu. Ja po prostu się zgubiłem, więc poprosiłem go, aby powiedział mi gdzie jest moje piętro, ale wtedy rozległ się dzwonek, więc Akira wepchnąłem mnie do tego schowka, aby przeczekać tam przerwę i żebym mógł spokojnie potem wrócić na lekcje. Nawet mnie nie dotknął!- strzeliłem sobie otwartą dłonią w twarz wywołując przy tym głośne plaśnięcie.
     On serio jest takim idiotą czy tylko udaje!? Wyraźnie mu powiedziałem że ma mówić, że chciałem od niego pieniądze. Zawieszenie na kilka dni bądź tygodni nic mi nie zrobi. Odpocznę sobie od szkoły, tego gwaru, który tu panuje, wyśpię się, oddam się muzyce, a jeżeli mnie przeniosą to nie zrobi mi to większej różnicy. Mało mnie to interesowało.
     - Matsumoto, rozumiem twoją troskę o nowego przyjaciela, ale to nie zmienia faktu, że jeżeli powtórzy się jeszcze raz taka sytuacja to Suzuki zostanie odpowiednio ukarany- zwróciła się do mnie- Zrozumiałeś?- kiwnąłem niechętnie głową.
     Czy ona powiedziała „przyjaciela”? W ogóle się nie znamy, więc to nie jest dobre określenie, raczej powinna mnie nazwać „znajomego, którego pakujesz w kłopoty”. Ja nie mam przyjaciół i nikt nie ma prawa się nim nazywać, a ta pluskwa już w ogóle! Dzisiaj minąłby równy miesiąc odkąd nie byłem „na dywaniku”, może w końcu by się ode mnie odwaliła, ale on wszystko zniszczył.

     Wstałem z krzesła zabierając torbę z podłogi. Nie mam zamiaru spędzić tu ani chwili dłużej. Bez słowa wyszedłem z gabinetu trzaskając drzwiami i zostawiając Takanoriego samego z dyrektorką.  

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na dzisiaj to tyle.
Moim zdaniem jest trochę krótkie, ale obiecuję Wam, ze następnym razem napiszę coś dłuższego.
Ale co Wy o tym myślicie? :D

12 komentarzy:

  1. ŁO! Ciekawe! I jeszcze Rei ma córkę~ musi być urocza!
    Nie mogę się doczekać co z tego wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz szczerą nadzieję, że ta córka to adoptowana przez Ruksa i Reita i on opowie tylko ich historię i to będzie puszyste. A nie, że Taka umrze lub Aki go rzuci czy coś ;( i się hajtnie z jakąś laska. A tak to opowiadanie genialne. Chcę jeszcze!!!

    //Yuuko-san

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nic nie mogę powiedzieć, co do zakończenia. Chcę unikac spojlerów, ale myślę, że szybko się wszystko wyjaśni. :D

      Usuń
  3. Ja strzelam, że któryś musiał wyjechać.
    Liczę na spotkanie po latach po zakończeniu wspominania~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem, bo bardzo ciekawy pomysł z tym spotkaniem po latach, ale mimo wszystko nic nie powiem. :x :D

      Usuń
  4. Pomysł bardzo ciekawy, masz plusa! Powiedz tylko, że będzie spotkanie po latach i wrócą do siebie, błagam. Chyba, że będzie sad end. O nie, sad endy są paskudne.
    Treść też dobra. Fajnie, że to Ruki nie jest tym emo, który się izoluje itp. jak w większej części szkolnych ficków.
    Życzę weny i mam szczerą nadzieję, że nie będziesz kazała mi (i nie tylko mi) czekać długo i szybciutko wstawisz kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję bardzo. ♥
      Postaram się opublikować coś jeszcze w tym tygodniu. :D

      Usuń
  5. Czytam, czytam i... Jest dziecko- musi być kobieta... Nie, oni mają być razem! Ale sam pomysł fajny, jeszcze takiego nie czytałam. Liczę na jakieś szczęśliwe zakończenie i czekam na ciąg dalszy ;3
    Kom jakiś taki krótki wyszedł >.< A ja się tak do niego zbierałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, spokojnie. W końcu jest to Reituki, na pewno będą razem, tyle mogę Wam powiedzieć. :D

      Usuń
  6. Yay! Nowe opowiadanie~.
    Bardzo ciekawie się zapowiada. Ale miażdżysz nadzieję- Rei ma córkę...? ;-;
    Ale czytam sobie komentarze i widzę światełko w tunelu. "W końcu jest to Reituki, na pewno będą razem".
    Czekam na następne części. Pozdrawiam.
    ...
    A tak z innej beczki: Kiedy będzie kolejna część "LOVE CAN TOUCH US ONE TIME" ? ^w^

    OdpowiedzUsuń