Baaaaaardzo dawno nic tutaj nie dodawałam z powodu braku weny i czasu. Gomene.
Zawiesiłam "Dalekie zbliżenia" z podobnych przyczyn.
Ale UWAGA! UWAGA!
Wracam do Was z nowym projektem "Żyj tak jakby jutro być nie miało"! Z paringiem Reituki.
Dzisiaj wstawiam dla Was pierwszy rozdział i mam nadzieję, że będę regularnie dodawać resztę!
Nie wiem jeszcze ile ogólnie tego będzie, ale liczę po cichu, że będzie Wam się podobać!
Zapraszam!
~~~~~~~~~~~~~~
- Kto był twoją pierwszą miłością?-
padło pytanie z ust mojej ośmioletniej córeczki, która wdrapała
się na wysoki, barowy stoliczek i zasiadła naprzeciw mnie w kuchni
o kawowych ścianach.
Kto był moją pierwszą miłością?
Było ich wiele, chociaż... nie. Były
to tylko zauroczenia i pragnienia, które zaraz po ich osiągnięciu
pękały niczym bańki mydlane.
Daleko było im do miłości, do
jakichkolwiek uczuć.
Pamiętam, że była jedna dziewczyna.
Myślałem, że to TA. Ta jedyna, z którą zapragnę spędzić
resztę swojego życia; mieć dziecko, dom, szczęśliwą rodzinę na
przedmieściach Tokio.
Wyśmiała mnie.
Wyśmiała mnie prosto w twarz zaraz
po tym, gdy wyznałem co do niej czuję.
Chociaż teraz nie byłbym w stanie
powiedzieć, że było to prawdziwe. Były to raczej głupie urojenia
szesnastolatka, któremu buzują hormony i widzi „tą jedyną” w
większości napotkanych dziewczyn. Te związki i tak kończą się
po zaledwie miesiącu, bo „jesteś dziecinny”. „nie jestem
gotowa”, „mam innego”.
Drwiła ze mnie, a kilka dni po tym-
zniknęła. Najzwyczajniej w świecie odeszła bez słowa. Nie
wiedziałem, co się z nią stało, gdzie się podziała ani co
robiła.
Chodziłem załamany; nie uczyłem
się, wagarowałem, w sumie większość lekcji spędzałem na dachu
szkoły lub w parku, stałem się agresywniejszy. Stworzyłem wokół
siebie mur, który ludzie bali się przekroczyć dlatego nigdy się
do mnie nie zbliżali. Jeżeli pojawiałem się na zajęciach to po
krótkiej chwili zostawałem wyproszony z klasy przez nauczyciela,
albo najzwyczajniej w świecie sam wychodziłem. Kończyło się to
wezwaniem moich rodziców- przyrodnich.
Pewnego dnia znów poszedłem na dach.
Wtedy pojawił się ON.
[FLASHBACK]
Wyszedłem z klasy głośno trzaskając
za sobą drzwiami i rzucając wiązanką przekleństw na nauczyciela
matematyki. Chciałem wyjść tylko do łazienki, a nauczyciel zaczął
rzucać we mnie mięsem. Krzyczał, że jestem nieodpowiedzialnym
gnojkiem, który jest w dodatku niewdzięczny. Tak szczerze to mało
interesowało mnie jego zdanie i cała ta pieprzona szkoła, która i
tak mnie nienawidziła- ze wzajemnością.
Biegłem po schodach co dwa stopnie,
gdy w końcu dorwałem się do stalowych drzwi i szeroko je
otworzyłem zaciągając się przy tym świeżym powietrzem. Moje
ciało otuliły wiosenne promienie słońca i delikatny wietrzyk,
który na złość targał moje blond włosy- pofarbowałem je, aby
wyróżniać się w tłumie tych czarnych głów i żeby ludzie mnie
rozpoznawali. W powietrzu czuć było jeszcze zapach deszczu, który
spadł dziś w nocy.
Lubiłem deszcz. Miałem wrażenie, że
wraz z nimi spływają wszystkie moje problemy, aby potem znów
powrócić. Wystarczyła mi ta chwila szczęścia jaką mi dawał.
Dlatego często wtedy siadałem na parapecie patrząc w okno pełne
kropli wody i przygrywając sobie ballady na gitarze.
Zerknąłem w miejsce gdzie znajdowała
się ławka, na które potrafiłem spędzić cały dzień. Zawsze
była pusta. Mało kto tu zaglądał, co było mi na rękę.
Wiedzieli, ze ten teren jest mój. Tym razem było inaczej. Na moim
miejscu, plecami do mnie, siedziała blondynka z czarnymi włosami ku
nasadzie, zawzięcie pisała coś w jakimś zeszyciku.
Stanąłem przed nią z groźnym
wyrazem twarzy i dopiero teraz zauważyłem, że jest to drobny
chłopak z czarnym makijażem. Był tak safascynowany pisaniem, że
nawet nie zauważył jak moje ciało rzuca na niego cień. Pewnie
pomyślał, że zaszło słońce, ale niebo było dzisiaj niemalże
bezchmurne. Gdzieniegdzie tylko przepływała chmurka, ale za mała
żeby przysłonić słońce.
Chrząknąłem znacząco rzucając mu
gniewne- na miarę moich możliwości- spojrzenie. Podniósł na mnie
wzrok lekko mrużąc oczy, aby ochronić je od promieni słońca tuż
nad moją głową.
- Cześć- powiedział z uśmiechem i
znów skupił się na zeszycie.
- To moje miejsce- mój głos zabrzmiał
chłodno z czego byłem zadowolony. Niech pierwszak wie gdzie nie
wpychać się swoim cielskiem.
Mruknął coś pod nosem niezrozumiale
i nie odrywając się od wcześniej wykonywanej czynności przesunął
się na drugi koniec ławki. Krew zaczęła we mnie wrzeć. Każdy
inny zacząłby przepraszać i uciekłaby czym prędzej. Nie chcę
znów wszczynać bójek na terenie szkoły, które zazwyczaj
kończyły się szpitalem, więc wziąłem głęboki wdech i usiadłem
obok blondyna. Jest nowy, w końcu dotrą do niego pewne informacje i
sam zacznie mnie unikać.
Wyjąłem słuchawki, które musiałam
rozplątać, bo jak zawsze wrzuciłem je byle jak do torby w wyniku
czego nieźle się splątały. Miałem już włożyć je do uszu, gdy
nagle brązowooki zamknął swój zeszyt kładąc go na przestrzeń
pomiędzy nami i wyciągnął do mnie dłoń z wielkim uśmiechem na
twarzy. Spojrzałem na niego zdezorientowany.
-Takanori Matsumoto- przedstawił się.
- Reita- odpowiedziałem krótko i
zignorowałem jego gest.
Więcej do szczęścia mu nie jest
potrzebne. Zacząłem przeszukiwać swoją playliste w telefonie, a
on usiadł twarzą w moją stronę.
- Jestem tu nowy- próbował zacząć
konwersacje, ale po moim wyrazie twarzy można było wywnioskować,
że najzwyczajniej w świecie nie mam na to ochoty.
Nie potrzebuję nikogo. Nie chce się
przywiązywać. Boję się, że znów zostanę odrzucony. Niby taka
błahostka, ale pozostawiła po sobie znak. W dodatku rodzice mnie
porzucili zaraz po urodzeniu, więc nie ma szans żebym to pamiętał.
Może to lepiej? W rodzinie zastępczej wcale nie jest tak źle.
Zawsze dostaję to co potrzebuję i chyba mnie kochają. Traktowałem
ich jakbym został przez nich urodzony.
- Mhm- mruknąłem nie przejmując się
znaczeniem jego słów- widać, że jesteś pierwszakiem. Nie wiesz
jeszcze za wiele o tej szkole. Chociażby tego, że dach jest MOIM
miejscem- nałożyłem nacisk na słowo „moim”
-Nie jestem w pierwszej klasie. Chodzę
do drugiej.- powiedział oburzony i gniewnie zaciągnął brwi-
nieważne. Mam prośbę- zerknąłem na niego z ukosa.
Nikt mnie nigdy o nic nie prosił.
Jestem ciekawy, co chcieć może taki leszcz jak on.
- Czy mógłbyś...- podrapał się z
zakłopotaniem za uchem, a ja kiwnąłem głową aby kontynuował-
oprowadzić mnie po szkole?- wyrzucił szybko z siebie i odwrócił
się jakby spodziewał się co najmniej prawego sierpowego.
Chwilę analizowałem co do mnie
powiedział...
Zaraz, zaraz! Czy on liczy, ze
naprawdę nie mam co robić, więc będę oprowadzać go po szkole
jak najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, który dopiero co
sprowadził się do nowej szkoły? Serio? Prosi o to największego
tyrana wśród wszystkich roczników? Tutaj jest ponad pięciuset
uczniów. Na pewno znalazłby kogoś kto by mu powiedział wszystko
co i jak. Zresztą niech lepiej pomocy szuka wśród rówieśników,
a nie startuje do starszych.
- Nie- powiedziałem krótko, ale
stanowczo i znacząco.
- A- ale dlaczego!? Proszę. Nikogo tu
nie znam!- przysunął się bliżej i patrzył na mnie wzrokiem
zbitego kociaka, który był przekonujący, ale mimo wszystko to na
mnie nie działa. Nie ze mną takie sztuczki.
- Jest tu pełno uczniów. Zagadaj do
kogokolwiek, a na pewno ci pomogą- rozłożyłem się wygodniej na
ławce wystawiając przy tym twarz na promienie słoneczne;
przymrużyłem powieki.
- Tylko, że ja nie wiem nawet jak tu
trafiłem, a co dopiero jak stąd wyjść!- w jego głosie wyczuwać
można było desperację zmieszaną z rozpaczą.
Westchnąłem.
To będzie pierwsza i ostatnia rzecz
jaką zrobię dla kogoś innego.
Wstałem z ławki i kiwnąłem głową,
aby poszedł za mną.
Otworzyłem nagrzane od słońca drzwi
puszczając Matsumoto przodem, aby zaraz po tym wyprzedzić go na
schodach. Zbiegałem po nich, co kilka stopni w wyniku czego na samym
dole musiałem poczekać za chłopakiem, który miał problem z
nadążeniem i pewnie z kondycją.
Nie mogę odprowadzić go na sam
dziedziniec. Mimo że trwała jeszcze lekcja to wolałem nie
ryzykować, że ktoś mnie zauważy z nim i mój image szkolnego
tyrana pójdzie w zapomniane i wszyscy zaczną prosić mnie o pomoc w
pozbyciu się nękających ich ludzi, albo, co gorsza, będą pytać
o korepetycje z matematyki i fizykii. Tak, byłem geniuszem jeżeli
chodziło o te dwie dziedziny, ale po prostu nie chciałem żeby
wszyscy o tym wiedzieli, więc sprawdziany pisałem na najwięcej
dostateczny, ale i tak wszystko doskonale umiałem.
W końcu Takanori doszedł do mnie
lekko dysząc, staliśmy na korytarzu jednego z pięter.
- To jest hol dla klas trzecich, jeżeli
chcesz przeżyć to nie kręć się tu bez powodu. Jeżeli zejdziesz
po schodach na samym końcu to trafisz do swojego rocznika. Tam
wszyscy już cię pokierują tak jak trzeba, tylko poproś- włożyłem
ręce do kieszeni i ruszyłem przed siebie zostawiają młodszego
skazanego na pastwę losu.
Moja robota skończona. To był dowód,
że nie jestem aż takim złym człowiekiem za jakiego mnie mają, a
tamten koleś będzie mógł opowiadać swoim dzieciom, że jakiś
tyran, który bez problemu mógłby go zlać, uraczył go krótkim,
aczkolwiek treściwym oprowadzeniem po szkole.
Stawiając długie, ale wolne kroki
poczułem jak ktoś szarpie mnie z tyłu za śnieżnobiałą koszulę.
Odwróciłem się niechętnie i ku mojemu (nie)zdziwieniu stała tam
ta mała wymalowana lala. Próbowałem go zlekceważyć idąc dalej,
dając mu do zrozumienia, że więcej mu nie pomogę i nie ma na co
liczyć, ale on cały czas trzymał moją koszulę.
-Czego!?- warknąłem, a Takanori
zrobił minę przestraszonego, zupełnie tak jakby żałował tego,
co właśnie robi.
- Powiedz mi tylko jeszcze gdzie
jest...- nie zdążył dokończyć, bo rozległ się głośny dźwięk
dzwonka i uczniowie zaczęli powoli wychodzić z klas.
Cholera! Wiedziałem! Wiedziałem, że
tak będzie. Zawsze tak jest, gdy tylko zgodzę się na pomoc. Jeżeli
mój mur, który budowałem przez te trzy lata pobytu w liceum,
legnie w gruzach przez tego gnojka to obiecuję, ze uduszę go
własnymi rękoma, a ciało porzucę gdzieś w lesie, aby zjadły je
wygłodniałe wilki.
Uczniów na korytarzy przybywało
coraz więcej. Rozglądałem się gorączkowo dookoła w poszukiwaniu
jakiegoś wyjścia z tej sytuacji, a Takanori stał wystraszony jak
słup.
W końcu pociągnąłem go za rękę i
wepchnąłem do ciemnego kantorka, który mierzył niewiele ponad
metr na metr i był zagracony miotłami i tym podobnymi rzeczami
niezbędnymi do utrzymania porządku w szkole.
Blondyn nie zdążył zareagować, a
ja już stałem tuż przed nim w zamkniętym pomieszczeniu.
- Co ty...- pisnął przerażony, ale
nie pozwoliłem mu dokończyć zasłaniając mu usta dłonią.
Odległość jaka była między nami
mnie przerażała, bo tak właściwie prawie jej nie było. Nasze
twarze były tak blisko, że aż czułem każdy jego nierówny oddech
na własnej skórze, a nasze ciała dzielił taki dystans, że przy
oddychaniu nasze klatki piersiowe ocierały się o siebie... i nie
tylko to, co aż mnie przyprawiło o mdłości i obrzydzenie.
Postanowiłem, że odsunę się najdalej jak to było możliwe, ale
nie przyniosło to wielkich rezultatów. Była to różnica zaledwie
trzech centymetrów.
- Bądź chicho i się nie ruszaj-
mówiłem cicho i przez zęby wprost w jego twarz- gdy zadzwoni
dzwonek na lekcję i wszystko się uspokoi wyjdziemy stąd i każdy
pójdzie w swoją stronę. Nikomu nie powiesz, ze ci pomogłem, ani,
że się znamy, a najlepiej zapomnij o tej godzinie. Zupełnie tak
jakby to się nigdy nie wydarzyło. Jeżeli ktoś będzie cię o to
wypytywał, bo jestem niemal pewien, że ktoś nas zauważył, to
powiedz, że chciałem od ciebie wyłudzić pieniądze, ale ty się
upierałeś, więc chciałem cie pobić. Zrozumiałeś!?- zdjąłem
dłoń z jego ust, a on kiwnął niepewnie głową na potwierdzenie
moich słów i mruknął niewyraźne „hai”.
- Powiedz mi jeszcze tylko gdzie jest
szatnia, a więcej nie wejdę ci w drogę- wyszeptał.
- Na samym dole. Wystarczy zejść po
schodach do najniższego piętra- powiedziałem równie cicho.
Chciałem cofnąć się jeszcze o
krok, ale zapomniałem, że za mną znajdują się miotły i jak na
złość nadepnąłem na jedną, która się przewróciła i
pociągnęła za sobą inne, wiadra oraz mopy. Wszystko runęło z
wielkim hukiem na drzwi lub na podłogę. Na korytarzu zapanowała
cisza, a drzwi otworzyły się szeroko. Wleciało przez nie
oślepiające światło, przez co zmrużyłem oczy, które zdążyły
przyzwyczaić się do mroku tutaj panującego.
***
- Pan Akira Suzuki-
dyrektorka siedziała przy dębowym biurku z mosiężnymi gałkami
tuż przede mną przeglądając moje akta. Spoglądała na mnie, co
jakiś czas zimnym, świdrującym spojrzeniem- To pana kolejny wybryk
w ciągu tych dwóch miesięcy, a dopiero zaczął się rok szkolny.
Obawiam się, że będziemy zmuszeni zawiesić pana na czas
nieokreślony, albo co gorsza wydalić z tej szkoły. Dobrze pan wie,
panie Suzuki, że w naszej szkole nie toleruje się przemocy,
zwłaszcza w stosunku do młodszych- jej głos był stanowczy.
Nigdy nie podnosiła na
mnie tonu, ponieważ dobrze wiedziała, że złe emocje wywołują
jeszcze gorsze emocje i nigdy nie doszlibyśmy tą metodą do skutku.
- Proszę p-pani- pierwszy
raz odkąd tu jesteśmy odezwał się Matsumoto.
Kłębek moich dzisiejszych
problemów. Mogłem go zlekceważyć, wtedy na dachu, a nadal
siedziałbym tam spokojnie słuchając muzyki. Potem jakby nigdy nic
wróciłbym do domu mówiąc rodzicom, ze w szkole wszystko w
porządku. Oni wiedzieli, ze nie pałam zamiłowaniem do nauki, więc
nie chodzę na zajęcia. Mimo że niechętnie znosili skargi
nauczycieli na mój temat to nie byli w stanie nic ze mną zrobić,
bo ich nie słuchałem. W końcu nawet przestali dawać mi kary i
wygłaszać przemowy jak bardzo ważna jest nauka w moim wieku, że
bez niej nie znajdę dobrej pracy i tak dalej, ale ja doskonale
wiedziałem, co chcę robić w życiu i fizyka czy biologa na nic się
nie zda- zawsze chciałem zostać muzykiem. Dźwięki basu mnie
uspokajały i sprawiały, że stawałem się innym człowiekiem na te
kilka minut.
- To nie jego wina-
kontynuował- schowaliśmy się tam, aby nikt z trzecich klas mnie
nie pobił czy coś w tym stylu. Ja po prostu się zgubiłem, więc
poprosiłem go, aby powiedział mi gdzie jest moje piętro, ale wtedy
rozległ się dzwonek, więc Akira wepchnąłem mnie do tego schowka,
aby przeczekać tam przerwę i żebym mógł spokojnie potem wrócić
na lekcje. Nawet mnie nie dotknął!- strzeliłem sobie otwartą
dłonią w twarz wywołując przy tym głośne plaśnięcie.
On serio jest takim idiotą
czy tylko udaje!? Wyraźnie mu powiedziałem że ma mówić, że
chciałem od niego pieniądze. Zawieszenie na kilka dni bądź
tygodni nic mi nie zrobi. Odpocznę sobie od szkoły, tego gwaru,
który tu panuje, wyśpię się, oddam się muzyce, a jeżeli mnie
przeniosą to nie zrobi mi to większej różnicy. Mało mnie to
interesowało.
- Matsumoto, rozumiem twoją
troskę o nowego przyjaciela, ale to nie zmienia faktu, że jeżeli
powtórzy się jeszcze raz taka sytuacja to Suzuki zostanie
odpowiednio ukarany- zwróciła się do mnie- Zrozumiałeś?-
kiwnąłem niechętnie głową.
Czy ona powiedziała
„przyjaciela”? W ogóle się nie znamy, więc to nie jest dobre
określenie, raczej powinna mnie nazwać „znajomego, którego
pakujesz w kłopoty”. Ja nie mam przyjaciół i nikt nie ma prawa
się nim nazywać, a ta pluskwa już w ogóle! Dzisiaj minąłby
równy miesiąc odkąd nie byłem „na dywaniku”, może w końcu
by się ode mnie odwaliła, ale on wszystko zniszczył.
Wstałem z krzesła
zabierając torbę z podłogi. Nie mam zamiaru spędzić tu ani
chwili dłużej. Bez słowa wyszedłem z gabinetu trzaskając
drzwiami i zostawiając Takanoriego samego z dyrektorką.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na dzisiaj to tyle.
Moim zdaniem jest trochę krótkie, ale obiecuję Wam, ze następnym razem napiszę coś dłuższego.
Ale co Wy o tym myślicie? :D
ŁO! Ciekawe! I jeszcze Rei ma córkę~ musi być urocza!
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać co z tego wyjdzie.
Oj tak, tak, jest urocza. XD
UsuńMasz szczerą nadzieję, że ta córka to adoptowana przez Ruksa i Reita i on opowie tylko ich historię i to będzie puszyste. A nie, że Taka umrze lub Aki go rzuci czy coś ;( i się hajtnie z jakąś laska. A tak to opowiadanie genialne. Chcę jeszcze!!!
OdpowiedzUsuń//Yuuko-san
Niestety nic nie mogę powiedzieć, co do zakończenia. Chcę unikac spojlerów, ale myślę, że szybko się wszystko wyjaśni. :D
UsuńJa strzelam, że któryś musiał wyjechać.
OdpowiedzUsuńLiczę na spotkanie po latach po zakończeniu wspominania~
Nie powiem, bo bardzo ciekawy pomysł z tym spotkaniem po latach, ale mimo wszystko nic nie powiem. :x :D
UsuńPomysł bardzo ciekawy, masz plusa! Powiedz tylko, że będzie spotkanie po latach i wrócą do siebie, błagam. Chyba, że będzie sad end. O nie, sad endy są paskudne.
OdpowiedzUsuńTreść też dobra. Fajnie, że to Ruki nie jest tym emo, który się izoluje itp. jak w większej części szkolnych ficków.
Życzę weny i mam szczerą nadzieję, że nie będziesz kazała mi (i nie tylko mi) czekać długo i szybciutko wstawisz kolejną część.
Och, dziękuję bardzo. ♥
UsuńPostaram się opublikować coś jeszcze w tym tygodniu. :D
Czytam, czytam i... Jest dziecko- musi być kobieta... Nie, oni mają być razem! Ale sam pomysł fajny, jeszcze takiego nie czytałam. Liczę na jakieś szczęśliwe zakończenie i czekam na ciąg dalszy ;3
OdpowiedzUsuńKom jakiś taki krótki wyszedł >.< A ja się tak do niego zbierałam...
Spokojnie, spokojnie. W końcu jest to Reituki, na pewno będą razem, tyle mogę Wam powiedzieć. :D
UsuńYay! Nowe opowiadanie~.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie się zapowiada. Ale miażdżysz nadzieję- Rei ma córkę...? ;-;
Ale czytam sobie komentarze i widzę światełko w tunelu. "W końcu jest to Reituki, na pewno będą razem".
Czekam na następne części. Pozdrawiam.
...
A tak z innej beczki: Kiedy będzie kolejna część "LOVE CAN TOUCH US ONE TIME" ? ^w^
Cudowne
OdpowiedzUsuń