niedziela, 13 stycznia 2013

Love can touch us one time 3

Przepraszam, że tak długo czekaliście ; umm, chyba nie mam nic więcej do powiedzenia. czytajcie.

~


Rozejrzałem się energicznie na boki, po czym pobiegłem przed siebie ze łzami w oczach. Miałem wielką nadzieję, że mnie nie goni. Że dał sobie spokój i nie chce mnie znać, jednocześnie tak bardzo tego nie chciałem. Dziwne, prawda? Biegłem  tak, niezbyt długo, gdyż na więcej nie pozwalało mi moje ciałko. Zatrzymałem się na jakiejś opustoszałej ulicy, gdzie znajdował się tylko stary most, porośnięty mchem. Podbiegłem do niego zdyszany i podparłem się rękoma, spuszczając głowę jak najniżej się dało. Tak sobie przywaliłem w twarz, że mój policzek nadal był obolały, po już dwukrotnym spotkaniu z dłonią dzisiejszego dnia. Odwróciłem się tyłem do barierki i usiadłem na zimnym chodniku opierając się o nią plecami. Twarz schowałem między kolana i zakryłem głowę rękoma, także nie widziałem, że ktoś do mnie podbiega.
- Taka.. Takanori! - Odezwał się zasapany głos, który należał do mojego przyjaciela. Byłego, bo pewnie nie chce mnie znać. Po co on tu w ogóle przybiegł za mną?
- Czego chcesz? - Warknąłem, dusząc się łzami. Chłopak usiadł obok mnie, obejmując mnie przy tym ramieniem. - Wszystko okej? - Spytał z troską.
Nie odpowiedziałem. Tę chwilę spędziliśmy w ciszy. Po jakichś kilku minutach, kiedy się uspokoiłem, zapytałem.
- K-kai? - Zacząłem nieśmiało, na co chłopak mruknął żebym kontynuował - Czy ja kiedykolwiek . To znaczy, skoro już wiesz, że wolę chłopców czy nie powinieneś wyzwać mnie od pedałów i uciec jak najdalej? No wiesz, jak inni..- Spojrzałem niepewnie na chłopaka, który złapał mnie za podbródek i przyciągnął swoją twarz do mojej - Nawet o tym nie myśl, jasne?
Przycisnął moje drobne ciałko do swojego torsu - Poza tym to nic wielkiego.
- To nie zmienia faktu, że nie powinienem Cię całować - Pociągnąłem nosem z zimna.
- Możesz mnie całować ile chcesz - Zaśmiał się cicho, więc uznałem to jako żart - Uznajmy, że to było ,,po przyjacielsku".
Siedzieliśmy w ciszy, a mnie robiło się coraz zimniej, mimo tego, że byłem przytulony do bruneta. Z zamkniętymi oczami przykryty jego kurtką - To co, zbieramy się? - Jak w porę zapytał, widać, że jemu też nie było najcieplej. - Mhm - Mruknąłem.
- No nie tak prędko - Momentalnie się zerwaliśmy, kierując swój wzrok ku górze, gdzie widniały już dwie postacie, ubrane w dresy i owinięte arafatkami, z kapturami na głowach. Mieli złożone ręce na klatce piersiowej, patrząc się z kpiącym uśmieszkiem. Nie trudno było rozpoznać, że to Naoki i Akira - Wstawać kurwa, zaproszenie wam wysłać? - Warknął Buli. On ma chyba coś z głową, nawet teraz musi na mnie napadać!? Posłusznie wstaliśmy jak kazał nam wyższy chłopak. Patrzyłem na chłopaków udając zdziwienie. Już chciałem zapytać o co im chodzi, kiedy Naoki zmierzył mnie wzrokiem i z pięści dał mi w twarz. Momentalnie pociemniało mi przed oczyma i miałem wrażenie jakbym zaraz miał paść na ten chodnik. Złapałem za krwawiący nos i wytarłem go z czerwonej cieczy. Suzuki przelotnie spojrzał na kolegę z miną jakby chciał mu wykrzyczeć : Oszalałeś!?
- No co? - Oburzył się chłopak - Dobra, zajmij się tym małym, ode mnie już wystarczająco dostał - Rzucił mnie pół przytomnego w ręce blondyna - Ja pokażę temu drugiemu.
Zacisnąłem powieki,jakby czekając na cios Akiry, jednak nic takiego nie nastąpiło. Niepewnie otworzyłem oczy, by zerknąć co robi blondyn. Nic. Stał tak i patrzył na mnie. Próbowałem wyczytać z jego oczu o co mu chodzi, jednak widniała tylko pustka, a nawet jakiś żal, że musi to zrobić. W tle słyszałem tylko krzyki i prośby Kai'a, by przestał. Akira jak stał tak stał. Po chwili Naoki rzucił gdzieś w kąt nieprzytomnego już chyba Kai'a i podszedł do nas - Akira, co ty odpierdalasz? Przyjeb mu!
- No słyszysz? - Warknąłem - Uderz mnie! - Wystawiłem skrwawioną twarz by mi przywalił byłby już spokój.
Nawet nie drgnął. Buli skomentował to krótkim - ciota z ciebie - i nakazał blondynowi by mu mnie podał.
Naoki zamachnął się - Zostaw go, kurwa! - Krzyknął Suzuki. A nasze oczy z zaskoczenia powędrowały na rozwścieczoną twarz Suzukiego. Chłopak patrzył się raz na mnie, raz na Naokiego dysząc. Po chwili się uspokoił jakby dotarło do niego co właśnie powiedział - Co powiedziałeś? - Buli skrzywił się, jakby chciał drugi raz to usłyszeć. Blondwłosy zamyślił się, jakby szukał jakiejś wymówki i po chwili dodał - To co słyszałeś. Dajmy mu już spokój, oberwał wystarczająco. Blondyn oddzielił Naokiego ode mnie, przelotnie patrząc w moją stronę jakby chciał powiedzieć "nie ma za co". Po chwili dopiero dotarło do mnie co powiedział blondyn. Czy on mnie właśnie obronił !? Naoki splunął mi pod nogi i odeszli, nie zwróciłem na to większej uwagi, gdyż dalej rozpatrywałem sens wypowiedzi blondyna. Nagle mnie olśniło.
- Kai ! - Podbiegłem spanikowany do przyjaciela.
Po sprawdzeniu kilku podstawowych rzeczy , zdałem sobie sprawę, że chłopak jest nieprzytomny. W jednej chwili uświadomiłem sobie jak wielki błąd popełniłem śpiąc na lekcji o udzielaniu pierwszej pomocy. 90 % z tego co uczą w szkole i tak mi się nie przyda, zaśniesz na jednej lekcji i proszę. Zadzwoniłem po karetkę, mówiąc co, gdzie, jak i kiedy. Kazali mi czekać, gdyż 'za niecałe 10 minut powinni się pojawić' .
Nie czekałem długo, by z daleka zauważyć, rozmazane przez łzy, czerwono niebieskie światła i głośne sygnały. Siedziałem oparty o zimną barierkę mostu, przeczesując wolno i uspokajająco włosy Yutaki. Chwilę później rozległy się nakazujące krzyki lekarzy, dwoje z nich wyciągnęło nosze i zabrali Kai'a. Przez rozmazany obraz zauważyłem podchodzącego lekarza.
- Proszę pana, słyszy mnie pan? Nic panu nie jest?! - Lekarz kucnął przy mnie, przyglądając się z każdej strony. Uśmiechnąłem się lekko - Nie, nic. - Powiedziałem, mimo, że od tego bólu szumiało mi w całej głowie.
- Byłoby bezpieczniej gdybyś jednak pojechał z nami - Mężczyzna pomógł mi wstać i zaprowadził do furgonetki. Odjechaliśmy również na sygnałach. Pielęgniarka okryła mnie kocem, jakieś 8 minut później byliśmy pod szpitalem.

***

- Ał ! - Pisnąłem, gdy pielęgniarka za mocno dotknęła krwawiącego nosa.
- Spokojnie, już kończę - Kobieta odłożyła rzeczy na biały wózek obok - Gotowe! - Okrzyknęła zadowolona z efektów swojej pracy.
Nawet nie chcę wiedzieć, jak teraz wyglądam, ale nie to było najważniejsze. Musiałem znaleźć Kai'a i sprawdzić co z nim.
Grzecznie podziękowałem przemiłej, młodej kobiecie za pomoc i zapytałem o numer pokoju, w którym leży mój przyjaciel.
- Pokój numer 13 - Rzekła i wypuściła nas z jej gabinetu.
Ruszyłem w stronę pokoju wskazanego przez lekarkę, przez szklaną szybę w drzwiach do pomieszczenia zauważyłem jak lekarz rozmawia z Tanabe. Przyglądałem się rozmowie, próbując wyczytać z ust, o czym mówią, zostałem jednak zauważony i postanowiłem wejść. Cicho zamknąłem za sobą drzwi i uśmiechem przywitałem kolegę - No hej, jak się czujesz? - Usiadłem na łóżku obok bruneta.
Chłopak westchnął - Jest ok - Odpowiedział, jego kąciki lekko drgnęły ku górze.
Spojrzałem po twarzy doktora i Tanabe, zachowywali się tak jakby na siłę chcieli coś ukryć.
- Na pewno? - Spytałem, ale w odpowiedzi od przyjaciela dostałem kolejny nieszczery uśmiech - Panie doktorze? - Zwróciłem swój wzrok ku starszemu mężczyźnie z okularami wielkości na połowę twarzy i białym wąsie z podwijanymi końcami, który łączył się z gęstą brodą tego samego koloru. Liczyłem, że chociaż on powie coś więcej. Starszy pan wymienił się spojrzeniami z Yutaką, wzdychając.
- Porozmawiajmy na zewnątrz, panie Matsumoto - Wskazał ręką na drzwi. Poprawiając biały fartuch, ruszył ze mną za drzwi.
Zmierzyłem doktora wzrokiem, marszcząc brwi - To o co chodzi? - Ponagliłem go.
- No wie pan - Westchnął, wbijając wzrok w podłogę - Podczas dodatkowych badań u pana Tanabe, wykryliśmy u niego chorobę - Popatrzył na mnie, zaciskając obie ręce na swojej teczce.
- Ch- chorobę? Jak to?! - Wrzasnąłem przestraszony.
- Tak, niewykluczone. Niestety nie możemy ustalić co to za zjawisko. Nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy.
Wymamrotałem jakieś przekleństwa do siebie, łapiąc się za głowę.
- Przepraszam, ale muszę już iść - Mężczyzna wyminął mnie.
- Niech pan zaczeka! - Pobiegłem do lekarza - Wiecie chociaż czy to zaraźliwe, śmiertelne. Cokolwiek?! - Wypytywałem, dorównując mu kroku.
- Panie Takanori - Stanął w miejscu i odwrócił się w moją stronę - Jesteśmy tylko lekarzami, nie wiemy co dolega pańskiemu koledze. Pewne jest jedno, pan Tanabe umrze. Lepiej panu z taką wiadomością? - "zapytał" podnosząc głos.
Moje oczy zaszkliły się - Ale.. Jak to? - Szepnąłem, spuszczając wzrok i uciekając nim gdzieś na bok, w wypadku gdybym się rozpłakał.
- Takie jest życie, chłopcze. I radzę nie zbliżać się do niego, a raczej zakazuję, jeśli nie chcesz skończyć tak samo. - Wydusił z siebie.
- On nie może umrzeć ! - Wybuchłem, rzucając się z rękoma na doktora, szarpiąc jego elegancko wyprasowany fartuch - Nie może, rozumiesz? - Warknąłem.
- Proszę mnie puścić! - Nakazał doktor, odpychając mnie od siebie. Poprawił swój fartuch i jakby nigdy ze mną nie rozmawiał, poszedł dalej.

Usiadłem przy szpitalnym filarze i schowałem głowę między kolana, dodatkowo zasłaniając się rękoma. Łzami rozmazałem sobie cały, i tak już marny, makijaż. Lekarz odszedł kilka metrów i znowu stanął w miejscu, tym razem nawet nie odwrócił się do mnie, gdy mówił - Jeszcze jedno, za 10 minut ma się pan stawić w sali przesłuchań, musisz odpowiedzieć na kilka pytań - i poszedł.
Ten stary grzyb, którego znielubiłem w całe 15 minut, zrujnował mi dzień. O czym ja mówię, od początku dzień był do niczego. Pobicie, pocałunek, pobicie, teraz szpital i ta wiadomość, której tak bardzo nie chciałem usłyszeć. Doskonale wiedziałem jak to jest, gdy ktoś tak dla Ciebie ważny, odchodzi. Po utracie obu rodziców, to uczucie mnie nie opuszczało.
No, ale to przecież Ty, Takanori, co by to było gdyby Twoje życie usłane było różami? Marzenia. Ogarnąłem się, przecierając zaczerwienione od płaczu oczy rękawem. Wstałem i poszedłem szukać tej ,,wspaniałej sali przesłuchań", pewnie będą wypytywać kto nas pobił i dlaczego, przecież nie mogę powiedzieć, że Naoki, a tym bardziej Akira, nie chcę by go zamknęli, mimo wszystko. Poważnie zacząłem obawiać się, że zaczynam czuć coś do tego kryminalisty. Gdy powiem, że biją mnie, a raczej tylko Naoki mnie uderzył, dlatego, że dowiedziałem się o narkotykach, które biorą, nawet chyba Naoki je sprzedaje, oni ich zamkną. Bez wątpienia.
Stanąłem przed drzwiami tej sali i biorąc ostatni głęboki wdech, otworzyłem pewnie drzwi. Wszedłem do środka i zacząłem się rozglądać. W sumie nie było na co patrzeć, całe szare pomieszczenie mieściło tylko stół i 3 krzesła, dwa z jednej strony, a trzecie z drugiej. Czułem się jakbym kogoś zamordował i zostawał przesłuchany na policji. W środku nikogo nie było, więc usiadłem sobie na krześle rozglądając się. Po kilku minutach czekania, zaczęło mi się nudzić, więc położyłem głowę na ławeczce i zacząłem sobie nucić. Może wszedłem nie do tej sali, co trzeba? Moje wątpliwości rozwiało 2 policjantów wchodzących do pomieszczenia. Wzdrygnąłem się lekko, gdy jeden z nich przerwał mi w połowie śpiewanej piosenki.
- Cześć, Takanori. Pozwól, że zadam Ci kilka pytań, dobrze? - Mężczyzna dosiadł się do stolika i poprawiając czapkę, przekartkował swój zeszyt i otworzył pierwszą stronę.
- Um dobrze - Powiedziałem nieśmiało, dekoncentrował mnie ten drugi policjant, który czaił się gdzieś za mną.
- No więc.. Najpierw zacznijmy od tego, kto was napadł? - Zapytał, kreśląc coś w swoim zeszycie.
Milczałem, nie powiem, że to Akira, tego Buliego to w sumie mogą sobie zamknąć. Suzuki zdawał się mi pomóc, gdy Buli chciał mnie uderzyć. A może to tylko dobra mina do złej gry? Wydam Naokiego, a Akira mnie za to wykastruje.
- Będziesz z nami rozmawiał, czy nie bardzo? - Moje rozmyślania przerwał policjant, który mierzył mnie wzrokiem.
Czułem się, jakby odebrało mi głos, nie przemyślałem tego, co powiem, gdy zapytają.
- To Naoki! Naoki Hamada. - Wydusiłem, pod presją.
Policjant zanotował imię i nazwisko w notatniku - Kto to ten Naoki, znasz go?
- T - Tak, chodzi ze mną do szkoły.. Od początku nie przypadłem mu do gustu.
- Miał jakiś motyw, by was pobić?
Zaniemówiłem, powiedzieć mu, że jest dilerem czy nie? Takanori, oby Cię Suzuki nie wykastrował - Bo, proszę policjanta, ja z Yutaką widzieliśmy jak on sprzedawał narkotyki. Naoki jest dilerem.
- O, słyszysz, Ren? Robi się coraz ciekawiej - Zwrócił się do swojego kolegi policjanta - A nie znasz przypadkiem osoby, której sprzedawał narkotyki?
Tak, znam. To Akira. - Nie, nie znam - Odpowiedziałem bez namysłu. Gdybym go wydał, jego też mogliby zamknąć.
- M... Hmm! - Przedłużył policjant, stawiając ostatnią kropkę w notesie - Dzięki Takanori, możesz już iść. Gdybyśmy jeszcze czegoś potrzebowali, damy znać.
Przemyślałem szybko wszystko co powiedziałem, by nie dać umknąć jakiejś nieprzemyślanej, wypowiedzianej myśli. Chyba nie wydałem w jakikolwiek sposób Akiry. Wstałem z krzesła i rzucając krótkie "do widzenia" wyszedłem z pomieszczenia.
Po drodze mijałem jeszcze pokój Kai'a, stanąłem w miejscu rozmyślając czy powinienem wejść, głupi ja, to mój przyjaciel, powinienem do niego pójść. Nie zważając na zakazy doktora, że mogę zarazić się chorobą wszedłem do pokoju, w którym przebywał przyjaciel. Akurat spał, więc przysiadłem się do niego, złapałem za jego dłoń i przyglądałem się jego twarzy.
- Kai, wiesz? Wiesz już, że jesteś chory? - Mówiłem do śpiącego kolegi - Pewnie nie wiesz, a ja niestety tak. Tak cholernie nie chcę żebyś umierał, rozumiesz? Nie chcę i chyba ja też jestem chory, bo mówię do Ciebie, a Ty śpisz. Myśłałem, że będziemy przyjaciółmi, że będziesz moim pierwszym przyjacielem, takim prawdziwym. Że nie będę już samotny. W sumie mogłem się spodziewać, że nie będzie mi to dane. Nie chcę znowu czuć, że stracę kogoś, kogo kocham. Przyrzeknij mi, że nawet kiedy ziemia nie będzie dźwigała już Twojego ciężaru, nie zostawisz mnie. Nadal będziemy przyjaciółmi, mimo to. - Położyłem się obok Ciebie i zamknąłem powieki, nadal trzymając Twoją ciepłą dłoń - Przyrzeknij.

***

- Panie Takanori! To niedopuszczalne! - Krzyknął jakiś głos nade mną.
Powoli zacząłem dochodzić do siebie. Podparłem się łokciami i zacząłem rozglądać, gdzie się znajduję. Zasnąłem na Kai'a łóżku. Przy nim, a ten głos to nie kto inny, a doktor, którego mianowałem ,,grzybem"
- Co Ty tu młodzieńcze w ogóle robisz?! Dochodzi 21 wieczorem. - Rzucał się grzyb.
- Eh, gomen ne. Już się wynoszę. - Wstałem z łóżka
- Chyba zakazałem Ci tu przychodzić?! - Krzyczał, pomagając sobie przy tym gestami ręki.
- Tak, tak. Już.
- Żebym Cię tu więcej nie widział. - Powiedział, zanim zamknąłem drzwi.
Faktycznie, dochodziła już godzina 21, starałem się poprawić włosy i jak najszybciej dojść do domu. Nie znałem jeszcze na pamięć każdego zakamarka w Tokio, więc dojście do domu zajęło mi dobre 45 minut. Stanąłem przed drzwiami, poprawiając się, by wyglądać chociaż trochę normalniej i wszedłem do domu. Moje poprawianie się jednak na nic, gdyż babcia powitała mnie jednym wielkim - Co Ci się stało?!?
Starałem się wymyślić jakąkolwiek wymówkę na to wszystko, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Byłem zbyt zmęczony tym dniem. - Nic takiego - Odpowiedziałem i nie wymieniając się nawet jednym spojrzeniem, wyminąłem babcie i po schodach pobiegłem do swojego pokoju.
Wziąłem długą kąpiel i zmęczony padłem na łóżko od razu zasypiając.

4 komentarze:

  1. Jestem straszna. Kai w potrzebie, chory i umierający. A moja reakcja? - PIERDOL SIĘ !
    Uhh.. gomene, Kai.
    Nonononon, nareszcie się zbiera na Reituki *_* Co tak długo? :C
    Abhh, jak się Akira patrzył.... *w mojej głowie* ... UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU....
    Kawaii ^^
    Wracając do Kai'a - *le wywala serce do śmietnika* PIERDOL SIĘ PIERDOL SIĘ PIERDOL SIĘ. ZDYCHAJ W MĘCZARNIACH ZDZIRO TY! A KYSZ!

    Wsadzą Naokiego? *_* Ale jak go wsadzą, to Akira albo się ucieszy bo będzie miał tego pierdolca z głowy, albo będzie zły że Taka wsadził jego kolegę i już nie będzie mu się tak przyglądał :c
    TAK NAOKI, TY TEŻ ZDYCHAJ W MĘCZARNIACH.

    OdpowiedzUsuń
  2. Reirei nie zbił Rukusia. Rei cacany.

    Dooo pieerdlaaa Naaokieeegoo, ale już!

    Czemu Ru zawsze wiatr w oczy?????
    Nie fair!

    Czyyli, żee Reituki już, już niedługo??? Yayayay!

    Weny!
    Pozdrawiam
    Chizuru

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem dumna z mojego mężusia, że nie przywalił Takanoriemu. Nie wybaczyłabym mu tego. xD I w końcu wyczuwam Reituki, huhuhuhuhuh. ♥
    Czekam na kolejną część. :33

    OdpowiedzUsuń
  4. Brutalu ty, jak możesz uśmiercać mojego Kaiusia *chlip chlip*
    Poza tym notka wspaniała!
    Piszesz zajebiście:*
    Pozdrówka;*

    OdpowiedzUsuń