Witam~
Etto... Nawet nie wiem co mam powiedzieć ._.
Przepraszam, ze nie było mnie ponad 3 miesiące i nic nie powiedziałam. Mam
nadzieje, ze ktokolwiek tu jeszcze zagląda. Nie chce zawiesić bloga, po prostu
potrzebowałam przerwy, za nic nie mogłam się zabrać. Ale... Wracam!~
I mam zamiar znowu pisać tak często jak się da! Przynajmniej tego nie zawalić. Zdaje sobie
sprawę, ze pewnie pozapominaliście o czym były opowiadania, wiec wkleję urywki poprzednich rozdziałów.
Cóż, może uda mi się wrócić do tego, co było tu kiedyś.
Milej lektury.
- Nie - odparłem. Pociągnąłem Cię na miejsce obok i wkradłem Ci się na kolana. - Kochaj mnie.
Patrzyłeś na mnie przez chwilę, próbując doszukać się prawdy w moich oczach, po czym przytuliłeś pewny już naszych uczuć.
Patrzyłeś na mnie przez chwilę, próbując doszukać się prawdy w moich oczach, po czym przytuliłeś pewny już naszych uczuć.
Schowałem głowę w Twoje zagłębienie, a Ty jeszcze mocniej objąłeś mnie ramionami, tak jakbyś chciał przez to pokazać, że nie dasz mnie już nikomu skrzywdzić. Po głowie cały czas chodziły mi Twoje słowa. Jaka różnica jest między butami a moim sercem, skoro nie będę go używać? Wyrosnę z mojego serca? Odłożę go na półkę i będzie mną władać jedynie strach przed utratą? Przecież nie korzystać z serca to to samo co je utracić, prawda? Może to czas by zapomnieć o przeszłości i zająć się teraźniejszością. Nie miałem głowy do tego by teraz o tym wszystkim myśleć. Zebrało się we mnie tyle emocji, że nie wiedziałem już co mam zrobić. Czułem się przy Tobie tak cholernie bezpieczny, a mimo to cząstka mnie nadal starała się to zniszczyć. Tak czy inaczej, nie chciałem zawracać Ci teraz głowy, bo uznałem, że za niedługo ta niepewność sama zniknie. Z moich oczu zaczęły cieknąć łzy. Dlaczego ostatnio tak łatwo doprowadzić mnie do płaczu? Pojedyncze łzy zaczęły znaczyć moje policzki, kończąc swoją wędrówkę, roztrzaskując się na twojej szyi.
- Dlaczego płaczesz? - Powiedziawszy to, odsunąłeś mnie od siebie na kilka centymetrów i tak bezwstydnie spojrzałeś mi prosto w oczy. Zamilkłem, w sumie sam nie wiedziałem dlaczego tak reaguję.
- Sam nie wiem - wzruszyłem ramionami - Może dlatego.. - Udałem zamyślonego - Dlatego, że po raz pierwszy poczułem się przy kimś naprawdę bezpieczny? - Niepewnie spojrzałem w Twoje ciemne tęczówki, aby moje wyznanie było jak najszczersze. Bo w sumie takie było - nigdy wcześniej nie doznałem takiego uczucia. Pierwszy raz byłem komuś.. potrzebny?
- Boże, Takanori - Tylko na tyle się zdobyłeś, wiedziałem jak ciężko patrzy Ci się na moje łzy, wiedziałem, że też chętnie byś się rozpłakał i wiedziałem, że i tak nigdy tego nie zrobisz. Twoim celem było bronienie mnie, pocieszanie, przecież nie mogłeś pozwolić sobie na okazanie słabości. Cały Ty, jedna z cech, która od początku naszej znajomości się nie zmieniła.
Nachyliłeś się nade mną. Wiedziałem, co chcesz zrobić, więc szybko zareagowałem.
- Unn, Aki.. lekcje już dawno się zaczęły - Przerwałem ci czynność - Możemy stąd już iść? Proszę.
Skinąłeś niepewnie głową na znak, ze jednak powinniśmy udać się na lekcje. Ostatnio strasznie zaniedbałem szkołę, ale chyba najważniejsze dla mnie było to, że mogłem pomóc w nauce również Tobie. Pomogłeś mi wstać i razem udaliśmy się do sali, gdzie aktualnie odbywała się lekcja.. W sumie to nawet nie wiem. Posłałem ci lekki uśmiech i razem weszliśmy do sali, gdzie od progu zauważyliśmy pana Iwakura. Czyli mamy historię.
- A panowie to co? Wakacje się jeszcze nie zaczęły - Zauważył. Założył ręce na klatkę piersiową i widocznie czekał na wyjaśnienia. Już chciałem się odezwać, gdy ten znowu zaczął - A Ty, Matsumoto? Zamierzasz powtarzać klasę, jak Twój inteligenty kolega? Coś Ci powiem - Przybliżył się do mnie - To nie jest towarzystwo dla Ciebie. Lepiej od razu zerwij z nim kontakty nim będzie za późno. - To co powiedział strasznie mnie zezłościło.
- Przecież pan go nawet nie zna. - Oburzyłem się i prawie krzyknąłem, na co Iwakura się zaśmiał i wrócił do biurka.
- Męczę się z nim 3 rok, a ty ile go znasz? Jesteś tu od pół roku i o ile sobie przypominam to nie pałaliście do siebie wielką sympatią.
Znowu chciałem coś odpyskować, ale złapałeś mnie za nadgarstek i odsunąłeś do tylu - W moje życie pan ingerować nie musi, pan jest tu tylko nauczycielem - powiedziałeś z, o dziwo, stoickim spokojem, a ja patrzyłem tylko raz na ciebie, raz na Iwakurę. Co z tego, że wszystko słyszała cala klasa, chociaż widać niezbyt ja to interesowało, bo każdy zajmował się sobą lub rozmawiał z kolega obok.
- Masz rację Akira - przyznał i żeby dodać sobie powagi lekko poprawił okulary - Jestem nauczycielem. I jako nauczyciel każę ci zostać po lekcjach - Oparł się na tym swoim fotelu i uśmiechnął się widocznie zadowolony.
Zacisnąłeś dłonie w pięści i lekko zagryzłeś usta - Dobra! - warknąłeś i szybko skierowałeś się w stronę swojej ławki. Rzuciłeś torba w kąt i zdenerwowany usiadłeś na miejsce. Przelotnie zerknąłem jeszcze na Iwakure i odszedłem w stronę - jako, że Naoki siedział w poprawczaku, a Kai w szpitalu - Twojej ławki i usiadłem na krześle obok. Niepewnie jeszcze wyciągnąłem dłoń i lekko pogłaskałem nią po powierzchni Twojej, co miało być pocieszeniem wyrażającym ,,wszystko będzie w porządku". Nauczyciel w szczególnie dobrym nastroju przeszedł do tematu lekcji. Podczas, gdy my, znaczy się Ty siedziałeś przez całą lekcje jakby wyłączony.
- Co jest? - Szepnąłem i szturchnąłem Cię lekko łokciem. Odburknąłeś coś w stylu ,,nic" i zacząłeś pisać coś w zeszycie. Wiedziałem, ze musimy o czymś porozmawiać. Lekcja minęła szybko i tak większość spędziliśmy na rozmowie. Wyszliśmy z klasy po ostatnim dzwonku.
- Akira no! - Krzyknąłem i podbiegłem w Twoim kierunku - Czemu w ogóle ze mną nie rozmawiasz? Jesteś na mnie wściekły o coś? - Lekko ściszyłem głos.
- Nie jestem wściekły na Ciebie, tylko tak ogólnie - westchnąłeś przystając w miejscu.
- Coś się stało? - Spytałem i pociągnąłem Cię na ławkę obok sali. Nie wiedziałem o co ci chodzi, chociaż powoli zaczynałem się domyślać - Chodzi o to, ze musisz zostać po lekcjach? - Zaryzykowałem.
- Nie, nie o to - Bąknąłeś - Chociaż tak, czemu nawet kiedy nic nie robię, jestem ten zły!? - Zapytałeś zirytowanym głosem.
Chciało mi się śmiać, ze z takiego powodu cały dzień chodziłeś naburmuszony, mimo tego nie chciałem urazić twoich uczuć - Wiesz, Aki, nauczyciele już wyrobili sobie o Tobie zdanie, nie przejmuj się nimi, skąd maja wiedzieć, ze się zmieniłeś - Delikatnie odgarnąłem ci grzywkę z twarzy, próbując Cię uspokoić. - A tak poza tym to powinieneś wziąć się za naukę, chyba nie zamierzasz znowu powtarzać klasy.
W sumie to dopiero teraz dowiedziałem się, że musiałeś powtarzać klasę. Źle się uczyłeś, ale żeby aż tak? Chociaż nie chciałem się w to mieszać, więc nic więcej nie powiedziałem. Ale to znaczyło, ze byleś rok starszy ode mnie. Czyli chodziłbyś z Kai'em do klasy.
- Masz racje, będę miał dużo czasu na naukę jak będę siedział po lekcjach - Syknąłeś nieźle wkurzony. Mimowolnie się zaśmiałem, chociaż nie z tego, ze z mojej winy będziesz siedział dłużej w szkole, lecz z tego, ze śmieszyło mnie gdy się tak wkurzałeś.
- Przecież wiesz, ze poszedłbym z Tobą, ale muszę odwiedzić Kaia...
- Jakoś tak mam to w dupie - Zabrałeś głos - Rób co chcesz - Rzuciłeś i poprawiając torbę na ramieniu pospiesznie odszedłeś. Westchnąłem cichutko i udałem się do wyjścia z szkoły. Powolnym krokiem poszedłem w stronę parku. Przez cały dzień nie mogłem zapomnieć o naszej porannej rozmowie. Zastanawiałem się o co chodziło z ta opowieścią o twoich butach. Czy faktycznie wiesz jak czuje się każdego ranka, gdy wstaję? Z jakim wstrętem patrze każdego wieczoru w lustro i po prostu mam ochotę je stłuc? Jak codziennie udaje, ze jest ok, a gdy nikt nie widzi po prostu płaczę? Nie jestem twardy. Nigdy nie miałem silnej psychiki. Zawsze, gdy miałem problem od razu od niego uciekałem. To śmieszne, a mimo to jeszcze żyje. Nie poddawałem się, chociaż tak cholernie chciałem przestać istnieć.
Usiadłem na pobliskiej ławce, gdy zaczęło robić mi się słabo.
- Czy wszystko w porządku? - Spytał jakiś przechodzeń, na oko już po dawno po pięćdziesiątce.
Spojrzałem na niego i aż pożałowałem, bo łza zleciała po moim policzku - nic nie jest w porządku. nigdy nie było. - powiedziałem głosem wypranym z jakichkolwiek uczuć, na co staruszek widocznie się przestraszył, bo ulotnił się w trybie natychmiastowym.
Przypomniałem sobie, co obiecałem sobie rano, zapomnieć o przeszłości. Zabawne. Wręcz śmieszne. Wstałem z ławki pospiesznie wycierając łzy do rękawa bluzy. Przypomniałem sobie, ze za niedługo powinieneś kończyć odsiadkę, wiec skierowałem się w stronę szkoły. Z parku było blisko, bo były to tak jakby skróty, więc przed szkołą stałem jakieś 10 minut później. Podszedłem pod najniższe okno skierowane do pomieszczenia w piwnicy, gdzie najczęściej siedzieli uczniowie za karę i po rozejrzeniu się stwierdziłem, ze nauczyciel wyszedł, wiec zapukałem w nie. Podbiegłeś przykładając palec do ust bym był ciszej.
- Takanori, co ty tu robisz!? - Zaatakowałeś od razu po otworzeniu okna.
- Długo jeszczee? - Przeciągnąłem znudzony.
- Nie wiem - Skwitowałeś. - Poczekaj.. - Powiedziałeś znikając na chwile w pomieszczeniu. Po chwili zacząłeś wracać z torbą powieszoną na jednym ramieniu.
- Aa, Sugito - Zatrzymałeś się w półkroku pokazując na chłopaka w ostatniej ławce - Nic nie widziałeś.
Chłopak nie odwracając wzroku od jakiegoś pisemka na ławce, wyciągnął w górę kciuk, co jak mniemam, znaczyło, ze się zgodził. Okej... To było dziwne~ Ku mojemu zdziwieniu podparłeś się rękoma parapetu i wyskoczyłeś przez niewielkie okienko. - Próbujesz uciec!? - Krzyknąłem gorączkowo - A co z nauczycielem, będziesz miał znowu kłopoty Ak.. - przerwałem, gdy poczułem twoja dłoń splatającą się z moimi palcami. Zacząłeś biec, a ja za Tobą. Gdyby nie to, ze bylem przez Ciebie trzymany..
- Teraz możemy już iść - Powiedziałeś jak gdyby nigdy nic kilkanaście metrów od szkoły. Westchnąłem tylko i szedłem obok.
Było coś około 16:00, a mimo to przez zbliżająca się zimę było już całkiem ciemno. Szliśmy dosyć szybkim krokiem w nieustannej ciszy - Akira, zatrzymaj się - Powiedziałem w końcu na co odwróciłeś się lekko w tył zerkając na mnie - Obiecałem Tanabe, ze jak już będziemy.. no wiesz, jak już będziemy razem - Ostatnie słowo lekko ściszyłem - To go odwiedzimy..
- Nie możemy zrobić tego jutro?
- Może być już za późno! Lekarze mówili, ze to jego ostatnie dni, muszę z nim porozmawiać.. - Posmutniałem na samą myśl o tym.
- Kilka dni daje sobie rade i akurat dzisiaj.. - Przerwałeś, by nie powiedzieć tego słowa, którego jakoś oboje unikaliśmy - Po prostu przyjdziemy do niego jutro od razu po szkole..
- Ale.- szepnąłem.
- Żadne ,,ale'' skończ ciągle się tym zamartwiać, dzisiaj jesteśmy tylko my, dobrze?
- Dobrze - wydusiłem, czego nawet nie było słychać. Może masz racje. Chyba na tym to polegało powolne zapominanie o problemach - nie myślenie o nich.. Nie wiedziałem nawet gdzie idziemy. Cały czas szliśmy w ciszy, która była tak piękna, ze żaden z nas nie odważył się jej przerwać. Poczułem twój delikatny dotyk na mojej talii i aż zadrżałem. Nadal było to dla mnie czymś, czego nienawidziłem. Czego nie potrafiłem nawet czuć, bo łzy napływały do moich oczu. Do tego te sny, urywki niemiłych zdarzeń, gwałt, poczucie, ze nie ma się dokąd uciec i najgorsze - twarz przerażająco podobna do ojca. Ale to niemożliwe, matka zawsze upierała się, ze to był cudowny człowiek i opłakiwała jego śmierć. Do tego babcia tłumaczyła, ze mama umarła by być bliżej niego. Nie mogliby tak po prostu mnie okłamać. Za dużo horrorów. Głowa pewnie płata mi figle. Przeszłość mam za sobą, rodzice nie zmartwychwstają, trzeba nauczyć się żyć, Takanori.
Usłyszałem Twój głos, coś jak ,,Tadaaam" otrząsnąłem się i zauważyłem, ze stoimy na jakimś przydrożnym mostku bez poręczy.
- To piękne.. - Zauważyłem. Usiedliśmy na betonie postawionym przed przepaścią tak, ze nogi nam zwisały w dół.
- Przychodzę tu zawsze, gdy mam jakiś problem. - Powiedziałeś, pociągając z zimna nosem.
Przyglądałem Ci się, dokładnie ilustrując każdy ruch, każdy kamyk wrzucony do rzeki, każde działanie Twoich ust. - Co? - Zareagowałeś na moje obserwacje lekko się uśmiechając. Od razu spojrzałem w innym kierunku, akurat padło na nasze dłonie, tak blisko siebie. Powędrowałeś za mną wzrokiem na nasze dłonie. Powoli sunąłeś swoja w moim kierunku, by na końcu splątać nasze palce. Szarpnąłem się by ułożyć je w poprzedniej pozycji.
- Czemu to robisz? - Spytałeś podniesionym głosem.
- J-ja.. Nie rozumiesz..
- A powinienem? Mówisz, że zapomnisz, ale ciągle jesteś taki sam, Takanori..
Miałeś rację, ciągle jestem taki sam....
- Masz rację.. - Przyznałem i modliłem się by w tym momencie się nie rozpłakać, ale nic takiego nie miało nawet miejsca. Chyba nie miałem już łez..
- Co byś zrobił, gdybym chciał Cię teraz pocałować?
Zaskoczony chciałem odwrócić głowę w Twoją stronę, ale kiedy to zrobiłem Twoja była już blisko mnie. - Nie rób tego - Ostrzegłem.
- Zaufaj mi - Szepnąłeś. Chciałem sie wyrwać, uciec, zniknąć, mimo tego nie zdążyłem powiedzieć ani słowa. Chwilę później poczułem ciepło na swoich ustach. Poczułem Ciebie. Nie takiego jak wiele razy przedtem. Smakowałeś moich ust, a do mnie znowu dotarły wspomnienia. Zacząłem je przełamywać. W tym momencie chciałem je po prostu zniszczyć, zacząłem oddawać pocałunki coraz bardziej ochoczo,za każdym razem niszcząc po kolei to, co w mojej głowie. Zarzuciłem ręce na twoją szyję, coraz bardziej zmniejszając odległość miedzy nami. Dosłownie wbijałem się w Twoje wargi, czując ze wygrywam sam ze sobą. Nic nie miało znaczenia do czasu, aż brakło nam tchu. Poluźniłem uścisk, przez chwilę patrząc w dół. Zdjąłem dłonie z Twojego karku i bezwładnie opuściłem je po bokach mojego ciała. Odwróciłem głowę w innym kierunku, by nie patrzeć Ci w oczy.
- Takanori.. - Powiedziałeś stanowczo - Takanori.. - Powtórzyłeś. - Spójrz na mnie, do cholery! - Warknąłeś i ujmując moją twarz zwróciłeś ku sobie - Jestem tu, wiesz?
- Wiem, ze jesteś. Ale ważniejsze jest to czy zostaniesz.. - Szepnąłem cichutko. Tego balem się najbardziej. Ze kiedyś odejdziesz. Jak mama, jak ojciec, jak Hisato, jak.. jak Kai. To jest najgorsze. Wiesz, ze i tak odejdzie, nie z własnej woli. Bóg od tak Ci go odbierze. Nie wiesz kiedy, gdzie, ale masz tą świadomość. I nie pozostaje Ci nic... Oprócz czekania.
- Zostanę, uwierz mi. Zaufaj komuś ten ostatni raz, pragnę, żebym to był ja.
Twoje słowa były takie piękne. Co mi szkodzi? Bardziej sobie życia i tak nie można zniszczyć.
- Aki.. Zaufam Ci. Ale wiedz, ze ufam ostatni raz. - Powiedziałem najszczerzej jak tylko potrafiłem i w tym samym czasie zadzwonił mój telefon. Przeprosiłem Cię na chwilkę i oddaliłem się odbierając telefon.
- Tak, babciu? - Odezwałem się wesoło do słuchawki. Bylem szczęśliwy chyba jak nigdy dotąd, ze mam Ciebie. Mimo wszystko.
Naiwne głupie dziecko.
- Biegnij szybko do domu, muszę Ci coś powiedzieć. - Kiedy usłyszałem jej ton mina mi zrzedła, szybko się rozłączyłem i podbiegłem do mostku.
- Przepraszam, ale pilnie muszę wracać do domu. - Mruknąłem w miedzy czasie, gdy pakowałem do rąk torebkę i drugą bluzę.
- Poczekaj, jest już ciemno, odprowadzę Cię.. - zacząłeś się zbierać. - Nie nie, poradzę sobie. Spieszę się. Do jutra - Uśmiechnąłem się i zdziwiłem sam siebie kiedy podszedłem i pocałowałem Cie w policzek od razu potem znikając.
Szedłem dość szybko przez jakiś las, było już tak ciemno, ze prawie nic nie widziałem, ale jakoś próbowałem nie zwracać na to uwagi. Bylem cholernie ciekaw, co babcia chce mi powiedzieć. Tak ciekaw, ze w jakieś 20 minut bylem już w domu. Tak, to mało, zważywszy na to, ze nawet nie znalem drogi powrotnej do domu, bo zaprowadziłeś mnie kto wie gdzie. Mimo to i tak bylem ucieszony jak nigdy, ze w końcu tak oficjalnie.. Bo chyba oficjalnie, prawda? Jesteśmy para. Wparowałem do domu trzaskając drzwiami i osunąłem się po nich, ucieszony z dzisiejszego wieczoru.
- Takanori, kochanie, chodź tu, w kuchni jestem - Usłyszałem wołanie babci. Prawie bym zapomniał. Zdjąłem buty i poszedłem do kuchni - Co jest? - Rzuciłem na powitanie, ale kiedy zobaczyłem minę babci wiedziałem, ze zaraz moje życie pewnie znowu się zawali. - Co się stało? - Spytałem.
- Taka, kotku... Dzwonili ze szpitala..
Wmurowało mnie. Wiedziałem co to oznacza, ale nic do mnie nie dochodziło. Nie bylem w stanie nic powiedzieć. Pomyślałem sobie ,,nie kończ tego zdania, proszę", ale stałem i milczałem. Czułem, ze zaraz zemdleje.
- On.. Zmarł kilka minut temu. Przykro m..
Nie dosłyszałem, nie widziałem już nic.
Chciałem tylko, żeby tak zostało już na zawsze.
____________________
Boże, tęskniłam za LCT, to ulubione opko, które uwielbiam pisać.
Jesteście tu jeszcze? <3
Kocham cię *.* przez Kaia ryczę ;(
OdpowiedzUsuńJesteśmy!
OdpowiedzUsuńAle po tak długgiej przerwie nie wiem co napisać.
Piękne.
Dlaczego uśmierciłaś Kaia?! On powinien cudownie ozdrowieć, teraz mi smutno ;(
OdpowiedzUsuńPs. proszę cię, wyłącz kod z obrazka
Ryczę,ryczę i będę ryczeć do przyszłego stulecia :(
OdpowiedzUsuń