Konbanwa :3 (taa, piszę to prawie o 2 w nocy, ale spoko) wstawiam tu to
I zwracam jeszcze uwagę, że pierwsza część opowiadania mi się nie podoba, nwm jak wam, nie miałam weny kiedy ją pisałam, potem myślę, że jest nawet ok.
***
Szedłem na przystanek autobusowy po cichu wyklinając, że znowu spóźnię się do szkoły. Cholerny budzik znowu nie zadzwonił, w końcu muszę załatwić sobie nowy. Sprawdziłem, o której jedzie kolejny autobus, bo mój właśnie uciekł mi 7 minut temu, super : 8:40, mam jeszcze 20 minut. Uśmiechało mi się jedynie to, że właśnie mi mija wf, za którym nie przepadam. Co ja będę robił tyle czasu? Nie śpiesząc się, powolnym krokiem poszedłem do kawiarni za rogiem. Zamówiłem sobie kawę i zająłem miejsce przy oknie, za którym co jakiś czas widziałem zabieganych ludzi. Kawiarnia była pusta, czy naprawdę w dzisiejszych czasach nikt nie ma czasu usiąść na chwilę i popatrzeć jakie życie jest piękne? Patrzyłem tępo na zgniłe łodygi pływające po wodzie, akurat teraz zebrało mi się na przemyślenia.. Wyjąłem z torebki kilka kartek i zapisałem na nich słowa piosenki, które wpadły mi do głowy.
,,fuhai shita ne ga nemuru yurasu yugamu you ni mawaru
haguruma kishimu naru ni o nage kidzuita sore to ni teiru koto ni kidzuita?"
Postanowiłem później dokończyć ten tekst, miałem na niego pewien pomysł. Za niedługo ma przyjechać autobus, zostawiłem pieniądze na stoliku i wyszedłem, przewiązując na szyi wcześniej zdjęty szalik.
W pobliżu wcześniej obserwowanego stawu zauważyłem dwie postacie, kiedy rozpoznałem wasze twarze podszedłem bliżej by posłuchać o co się kłócicie. Schowałem się za szarym budynkiem obserwując całą akcję. Cholera, ten dupek Cię zaraz udusi, wyszedłem za muru wtrącając się Naokiemu w słowo.
- Zostaw go - Powiedziałem, udając odwaznego. Chłopak puścił Cię jak mu kazałem - A Ty co tu robisz? Tak nisko upadłeś, że broni Cię ten wymalowany pedałek? - Zakpił.
Przełknąłem głośno ślinę obserwując Twoją reakcję. Nic nie powiedziałeś, masowałeś sobie gardło patrząc na Naokiego błagalnym wzrokiem. - Masz oddać kasę, nie będę długo czekał - Wycedził przez zęby i odszedł. Odprowadziłem go wzrokiem na bezpieczną odległość i szybko kucnąłem przy Tobie na ziemi - Nic Ci nie jest?
-Odejdź - Warknąłeś zrzucając moją dłoń z swojego ramienia - Mało mi kłopotów narobiłeś?
- Ja? - Oburzyłem się, ukazując swoją dumę - Gdyby nie ja, to by Cię udusił. Ratuję Ci dupę więc nie narzekaj Skończyłem wytykając Ci palec przed nosem - A teraz wstawaj! - Podałem Ci dłoń, byś wstał.
- Ta dzięki, a teraz mnie zostaw - Machnąłeś ręką i począłeś odchodzić w innym kierunku. - Poczekaj - Wyrównałem Ci kroku - O co się kłóciliście?
- Naprawdę Cię to interesuje? - Zapytałeś przystając w miejscu.
- Nie mam za co zapłacić swojej działki, Naoki nie da mi spokoju, jasne? - Westchnąłeś - A teraz daj mi spokój - Powiedziałeś niby obojętny i poszedłeś dalej. Stałem i patrzyłem jak odchodzisz, w sumie nie musisz nic płacić, bo Naoki będzie siedział w więzieniu, ale zrobiło mi się Cię żal, jak widziałem, jak się zamartwiasz. Musiałem Cię jakoś uspokoić.
- Pomogę zapłacić Ci dług, jeśli chcesz - Zacisnąłem pięści nie wierząc, że Ci to zaproponowałem. Czy aż tak mi na Tobie zależało?
- Naprawdę? - Odwróciłeś się unosząc pytająco brew.
- Uhum - Skinąłem niepewnie głową i uciekłem wzrokiem gdzieś w bok.
- Dobra, ale oddajesz kasę i się nie znamy - Ostrzegłeś mnie.
- Bo co, boisz się Naokiego - Prychnąłem.
- To nie jest Twoja sprawa. Dla takich jak my jesteś tylko obiektem do wyśmiewania - Pchałeś mnie wskazującym palcem w tył, wygarniając wszystko - Więc lepiej daj tą kasę i wracaj do tego co umiesz robić najlepiej, czyli malowania paznokci, zanim się rozmyślę - Nim skończyłeś byłem przez Ciebie przyparty do drzewa, patrzyłeś na przemian w moje oczy, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Zrobiło mi się przykro, mimo że wiedziałem, że to prawda. Jestem im potrzebny tylko do rzucania na mnie wyzwisk, zorientowałem się, że nadal znajdujesz się tak blisko mnie, a ja tępo wpatruję się w Ciebie tymi zaszklonymi od łez, wyrażającymi pustkę oczyma. Przytłoczony Twoim wzrokiem skierowałem wzrok na jakiegoś przechodnia obok, starałem się nie pokazywać łez.
- Przepraszam, Takanori - Puściłeś mnie ukazując swoją bezsilność. Przeczesałeś swoje włosy, zaczesując niesforne kosmyki w tył, kucnąłeś wbijając wzrok w piach. Cóż, przynajmniej pamiętałeś jak mam na imię.
- Em no, w porządku - Wybąknąłem nie wiedząc jak się zachować. Przewróciłeś się lekko w tył, siadając na piasku z lekko zgiętymi nogami. Przykucnąłem lekko kładąc Ci rękę na ramię i patrząc niepewnie w oczy - Pomogę Ci - Powiedziałem pewny już swoich słów.
- Nie chcę od Ciebie żadnych pieniędzy - Postanowiłeś nadal przyglądając się ziarenkom piasku, spojrzałem przelotnie w punkt, w który się wpatrujesz znowu powracając do patrzenia Ci w oczy - To jak mogę Ci inaczej pomóc?
- Naucz mnie - Rzuciłeś szybko , patrząc na mnie zdecydowanym wzrokiem. Trochę mnie przerażałeś.
- Nauczyć czego? - Nie bardzo rozumiałem o co Ci chodzi.
- Naucz mnie być dobrym człowiekiem - Sprostowałeś.
- Dobrym człowiekiem - Szepnąłem do siebie - A..ale..
- Przemyśl to i zadzwoń. Mm, masz tu może telefon?
Wyjąłem z kieszeni mojego IPhona i niepewnie wysunąłem go w Twoją stronę, zabrałeś go uśmiechając się i zacząłeś wystukiwać swój numer. - Podejdź - Rzekłeś, zapatrzony w ekran.
- C-co? - Wyjąkałem przysuwając się do Ciebie w celu sprawdzenia co robisz w moim telefonie, sprawnym ruchem przysunąłeś się do mnie i w najmniej spodziewanym momencie pstryknąłeś fotkę. Następnych kilka kliknięć i - Proszę - Przysunąłeś mi komórkę, szczerząc się.
- Po co to? - Zapytałem niezwykle zaciekawiony, pokazując na zrobione przed chwilą zdjęcie w moim Iphone.
- Dodałem przy moim numerze, kiedy dzwonię, wyświetla się. - Wyjaśniłeś mi, na czym polegało zadanie tego żenującego, ale słodkiego zdjęcia. - Zadzwoń wieczorem - I zniknąłeś mi z pola widzenia.
Rozsiadłem się na zimnym piasku próbując zrozumieć co miałeś na myśli mówiąc ,,dobry człowiek" czy człowiek dobry ma określony sposób zachowania? I dlaczego ja mam Cię tego uczyć? Nigdy nie myślałem o sobie jako o człowieku dobrym.
Nie widziało mi się teraz pójście do szkoły, więc postanowiłem zrobić sobie któreś z kolei wagary, taa idealny przykład człowieka dobrego, nie było to w sumie w moim stylu, gdyż jeszcze w pierwszej klasie byłem najlepszym uczniem i nie opuściłem ani jednego dnia szkoły, Tokio niszczy ludzi. Teraz nie widziałem innego wyjścia i tak nie mógłbym się skupić na nauce, musiałem odwiedzić Yutakę w szpitalu. Mimo, że mam tam całkowity zakaz wchodzenia nie wyobrażałem sobie nie odwiedzenia go.
Poszedłem pod szpital i pchając szklane drzwi wszedłem do korytarza, w którym znajdował się pokój Tanabe. Korzystając z sytuacji, w której nikt nie patrzył nielegalnie wślizgnąłem się do jednego z pomieszczeń, numer 13. Nie całe 4 na 4 metry był niechętnie odwiedzanym przeze mnie miejscem, mimo że znajdował się tu on, w powietrzu stale unosił się zapach śmierci, jak w całym szpitalu. Dlatego nigdy ich nie lubiłem. Do tego Ci lekarze z udawanym spokojem wypisanym na twarzy, kiedy przekazują Ci tą wiadomość, że ktoś kto jest dla nas bliski.. umiera. Zapach był tu tylko dodatkiem do tej sztucznie odgrywanej farsy i beznadziejnie udawanej atmosfery. (Toszi i jej niezwykle mądry zasób słów, nie śmiać się! XD) Zamknąłem za sobą drzwi, machając chłopakowi na przywitanie. Usiadłem na kraju łóżka tworząc z ust wąską linijkę, gdyż byłem negatywnie zaskoczony Twoim zmarnowanym wglądem.
- No jak się czujesz? - Banalne pytanie, wiadomo, jak można się czuć będąc blisko śmierci. Jeździłem moją dłonią po jego. Różnica była taka, że jego dłoń była zimna, blada, a skóra cienka i zmarnowana podobnie jak jego twarz i reszta ciała.
- Teraz lepiej, a co u ciebie? - Zapytał uśmiechając się blado. - Widzę, że jesteś cały. Naoki dał Ci spokój?
- Ta, wydałem go policji, więc szykanowanie i sprzedaż narkotyków mu nie umkną - Odwzajemniłem uśmiech podpierając się łokciami na udach.
- To dobrze, a co z Akirą? - Jego wychudzona dłoń wylądowała na moim kolanie , ująłem ją w swoje dłonie przypatrując się wyniszczonej cerze i bawiąc się jego palcami, tak by nie zrobić mu krzywdy.
- Poprosił mnie o pomoc - Wbiłem wzrok w okno, z którego z trudnością przedostawało się kilka promieni słońca, dalej bawiąc się opuszkami twoich delikatnych palców - Mam mu pomóc w staniu się ,,dobrym człowiekiem" - Wyolbrzymiłem głosem ostatnie dwa słowa.
- Czyżby nagła zmiana? - Zaśmiał się pod nosem.
- Ta, no chyba - Westchnąłem kładąc ,,nogę na nogę".
Chwila ciszy, w której przypatrywałem się Twoim nieobecnym oczom, było w nich widać to czego nie zauważyłem nigdy wcześniej. Kolor śmierci, wyblakły. Odbierał Ci cały Twój urok, pozostawała tylko nieudana karykatura człowieka, którego znałem jeszcze kilka dni temu.
- Takanori, ja umrę, prawda? - Padło pytanie z jego sinych ust pozbawionych koloru. Zapytał tak jakby chciał tylko utwierdzić się w tym fakcie. Nie chcę go martwić, mimo, że uniknięcie śmierci w takim stanie, byłoby niemal cudem.
- Nie umrzesz - Skłamałem z uśmiechem, licząc na to, że mi uwierzy. Objąłem jego wychudzone ciało, tak by nie zrobić mu krzywdy. Potrzebowałem jego bliskości, zawsze mnie uspokajała, nawet gdy wiedziałem, że rzeczywistość jest trudna. Zamknąłem powieki napawając się tą chwilą.
- Nie kłam, proszę Cię, nie kłam - Szepnął przyciągając moje drobne ciało. Zamurowało mnie, skąd wiedział, że...
- Wszystko słyszałem. Wczoraj gdy tu byłeś, nie spałem.
Podniosłem się patrząc w jego blaknące tęczówki jakby szukając w nich potwierdzenia tych słów - Oszust - Znów wtuliłem głowę w jego szyję, leżeliśmy tak kilka minut nic nie mówiąc. Wystarczyło, że byliśmy blisko siebie by zrozumieć się bez zbędnych słów.
- Pójdę już - Oznajmiłem z niechęcią odklejając się od chudego ciała bruneta. - Widzimy się jutro - Złożyłem na jego policzku krótkiego całusa. Wstałem, gdy złapał mnie za dłoń zmuszając tym samym bym na niego patrzył.
- Takanori, nie okłamuj mnie więcej. Mam tyle odwagi by przyjąć do wiadomości, że zostało mi kilka dni życia. Nie patrzyłem mu w oczy, delikatnie wyjąłem dłoń z jego objęć i otworzyłem drzwi - Prześpij się, jutro wrócę - Zapewniłem zamykając za sobą drzwi, by nie narobić szumu. Wystarczyło mi, nie chciałem zostać jeszcze wyrzucony ze szpitala przez jakichś ochroniarzy, pod nakazem lekarza Imada.- Mojego życiowego wroga. Grzecznie sam udałem się do wyjścia. Po raz kolejny wyciągnąłem Iphona patrząc na zdjęcie z Akirą, na którym on szczerzy się jak psychopata, a ja mam minę a'la "wtf?!" Polubiłem to zdjęcie, w pewnym sensie było urocze. Zasiedziałem się u Yutaki, więc spokojnie mogłem wracać już do domu tłumacząc się, że tak, byłem w szkole.
Wszedłem do domu, zamykając za sobą drzwi.. zacząłem zdejmować buty.
- Takanori, ile razy Ci mówiłam! Nie trzaskaj drzwiami! - Usłyszałem głos starszej kobiety dochodzący z kuchni. Wywróciłem oczami, kierując się po schodach do swojego pokoju. Rzuciłem torbę w jakiś kąt i zmęczony położyłem się na łóżko. Przypomniało mi sie, ze miałem uczyć Cię bycia dobrym człowiekiem, ale żeby czegoś Cię nauczyć, muszę chyba wiedzieć czego. Zabrałem z biurka jakieś kartki i długopis i począłem zastanawiać się nad czym moglibyśmy popracować, hm..
1. Być dobrym, pomocnym i miłym wobec ludzi?
Tak, to chyba będzie pasować, żeby być dobrym to chyba co najważniejsze - wobec innych. Pierwszy punkt mam za sobą.
Jak widać, to nie jest takie trudne.
2. Poprawić oceny w szkole - To Ci się przyda, z tym nie będzie problemu, gdy będę Cię uczył ja.
Zapisałem całą kartkę punktów, podpunktów i zadań, może faktycznie coś z tego wyjdzie.
Przypomniało mi się, że miałem do Ciebie zadzwonić.
- Halo?! - Warknął czyiś głos w moim Iphonie, odsunąłem lekko telefon od ucha, tak by nie uszkodzić słuchu, na wszelki wypadek.
- Mm, tak. To ten sam Akira, który chce być dobrym człowiekiem - Prychnąłem do słuchawki.
- Czyli jednak się zdecydowałeś?
- Tak, no wiesz.. Szkoda gdyby taki dar do nauczania jak mój się zmarnował - Powiedziałem ironicznie.
- Ta, strata na skalę światową. To zaczynamy od dzisiaj?
- Dzisiaj? Jest już późno..
- Takanori, jest 17.
- Dobra, to gdzie?
- Mm, bądź obok szkoły o 17:30
- Okej, to cześć
- No narazie. - Czułem przez telefon jak się uśmiechasz.
Miałem się przygotować w 20 minut? (10 minut zostawiam na dojście, żeby nie biec i nie zepsuć fryzury) makijaż w sumie miałem, przebrałem się tylko, założyłem czapkę i okulary przeciwsłoneczne.
Czekałem na Ciebie przed szkołą, nie było Cię. Spojrzałem na zegarek, spóźniałeś się dobre 20 minut.Siedziałem i czekałem nie tracąc nadziei, że się jeszcze pojawisz. Podbiegłeś od tylu strącając mnie z zimnego krawężnika, wyraźnie byłeś zdyszany.
- Takanori! Zamknęli Naokiego! - Złapałeś mnie przekazując mi tę wiadomość, zmęczony drogą, którą przebiegłeś. Uspokoiłeś się biorąc kilka głębszych wdechów.
- No to chyba dobrze, prawda? - Zagadnąłem , widząc Twoje uradowanie tą wiadomością.
- Tak, ale to dzięki Tobie. Dziękuję. - Przytuliłeś mnie jak przyjaciela. Wtuliłem się w Ciebie zaciągając się Twoimi perfumami. Chciałbym móc przytulać się tak do Ciebie kiedy tylko chcę. Wiedziałem jednak, że dla Ciebie jestem tylko kolegą. Zaprzestałem temu obejmowaniu bym przypadkiem się nie zagalopował.
- Tak w ogóle to gdzie idziemy? - Zapytałeś po kilku minutach drogi.
- Do sklepu - Powiedziałem z uśmiechem, ciesząc się, że jednak zgodziłem się ciebie uczyć
- Jej, a co trzymasz w ręce? - Próbowałeś zajrzeć w kartki, gdy ja szybko je zakryłem.
- Rozpisek. Od dzisiaj jestem Twoim nauczycielem - Wchodziliśmy własnie do zwykłego sklepu spożywczego.
- A -ale właściwie to po co tu przyszliśmy, jesteś głodny? Jeśli tak, to.. - Już postawiłeś krok w kierunku wejścia między półki z jedzeniem, pewnie chciałeś wybrać coś czym moglibyśmy zabić głód, kiedy Ci przerwałem.
- Nie, przyszliśmy tu, gdyż naszą pierwszą lekcją jest nauczenie Cię szacunku, pomocy, dobroci i tak dalej.. wobec ludzi - Wyszczerzyłem się czekając na Twoje skargi jaki to beznadziejny pomysł. Przeszyłeś mnie wzrokiem jakbyś chciał spytać czy jestem poważny.
- Ale czemu akurat tu? - Próbowałeś rozgryźć co kombinuję.
- Zobaczysz. Szybki sprawdzian - Skomplementuj dobrze wyglądającą rzecz w moim wyglądzie - Zadałem Ci podchwytliwe pytanie, przecież wszyscy wiemy, że we mnie wszystko jest idealne.
Popatrzyłeś na mnie zrezygnowany - No dalej, to nie takie trudne - Powiedziałem by jakoś Cię zachęcić.
- Hmm, masz bardzo ładne skarpetki. Świetnie współgrają z - Zmierzyłeś mnie wzrokiem od stóp do głowy, zatrzymując się przy twarzy. Czekałem pełen nadziei, że jednak coś wymyślisz. Równie szybko tego pożałowałem - Z Twoimi idealnie wydepilowanymi brwiami? - Bardziej zapytałeś niż stwierdziłeś, strzelając na koniec smajla, myśląc, że w ten sposób pójdę na ugodę i powiem "yay! udało ci się!" Palnąłem się otwartą ręką w głowę.
- Popracujemy nad tym. Słuchaj..- Przybliżyłem się do Twojego ucha ujawniając swój plan.
- Pójdziesz teraz do tej pani - Wskazałem palcem na starszą kobietę pakującą produkty do jednorazówek - i pomożesz spakować jej zakupy. Ja będę czekał i obserwował. Idź - Pchnąłem Cię w jej kierunku pokazując, że trzymam za ciebie kciuki.Faktycznie to musiało być dla Ciebie nie lada wyzwanie. Spojrzałeś na mnie wzrokiem czy naprawdę musisz to zrobić, mimo wszystko podszedłeś do kobiety i zaproponowałeś jej pomoc. Ta przystała na propozycję i z uśmiechem podała Ci kolejną torbę byś mógł razem z nią pakować. Wszystko szło nieźle dopóki nie szarpnąłeś torbą i cała jej zawartość wysypała się na kafelki. Wybuchnąłem śmiechem, ale widząc babcię, która prawie pobiła Cię torebką, postanowiłem Ci pomóc. Podbiegłem i przepraszając za Twoje zachowanie pomogłem kobiecie z zakupami
- Jeszcze raz przepraszam za kolegę. Tak, tak, do widzenia. - Uśmiechnąłem się do staruszki, która nieźle była na nas wkurzona.
- Cóż, przykro mi. W ciężkich przypadkach takich jak Twój nie da się już niczego nauczyć. Obawiam się, że taki już zostaniesz. - Zaśmiałem się kreśląc kolejne pomysły z moich notatek.
- Niczego nie da się zrobić? - Westchnąłeś zrezygnowany.
- Daję Ci jeszcze jedną szansę na jakiś komplement mojego wyglądu. Postaraj się powiedzieć coś normalnego, ale żeby było prawdą - Dałem Ci jeszcze jedną szansę, czekając na kolejny głupi tekst z Twojej strony.
- Hmmm, no więc.. em, masz.. piękne oczy. Takanori. A ten makijaż to wszystko dopełnia. - Uśmiechnąłeś się skromnie, ale od serca. Patrzyłem na Ciebie jak ostatni idiota, jakby odebrało mi głos. Widząc, że długo nie daję znaku życia postanowiłeś przerwać tą przytłaczającą dla Ciebie ciszę - Zdejmij te okulary, bo zasłaniasz połowę twarzy. - Zdjąłeś je za mnie. Odchrząknąłem ,,budząc się" i zdając sobie tą sprawę, że.. wyglądałem jak idiota. Musiałem wyjść z tego z twarzą - Ym, no. Jakoś Ci to tam wyszło. Może coś z tego będzie. - Udawałem, że wcale mnie tym nie poruszyłeś, ale było ok. Zmarszczyłem brwi i schowałem okulary do torebki.
- Wyjdźmy już na zewnątrz - Poprosiłem, kierując się w stronę wyjścia. Szczerze to miałem ochotę stamtąd zwiać. Wyszliśmy. Na dworze było już bardzo ciemno.
- To widzimy się jutro? - Zapytałeś chowając dłonie do kieszeni. Było zimno. - Chyba zdałem sprawdzian.
- T- Tak.. Możemy u mnie, jeśli masz ochotę. - Zaproponowałem - Czekaj na mnie po szkole, zaprowadzę nas do mojego domu.
- To jesteśmy umówieni - Zaśmiałeś się w ten swój uroczy sposób. Stojąc tak już kilka minut na chłodzie, zatrząsłem się z zimna. - Zimno Ci? - Zapytałeś, ściągając swoją za dużą bluzę ciemnego koloru i kładąc mi ją na ramiona.
- Nie, daj spokój - Próbowałem zwrócić Ci bluzę, ale nalegałeś bym ją założył, nie chcąc się kłócić. Włożyłem ją podwijając za długie rękawy. Wręcz się w niej topiłem.
- Czekaj, poprawię Ci tu..- Złapałeś za kaptur pod pretekstem poprawienia jego wyglądu, na moje oko nic nie trzeba było poprawiać, spojrzałem przez ramie na kaptur, który był ułożony normalnie, obróciłem się napotykając Twoją twarz, tak blisko mojej. Przyciągnąłeś mnie jeszcze bliżej siebie, łącząc nasze usta w krótkim, delikatnym muśnięciu. Oderwałeś się na chwilę,czekając na moją reakcję, nasze spojrzenia zetknęły się, a twarze były tak blisko siebie, już przysunąłem się by znów złączyć nasze usta, kiedy.. Nie. Nie mogliśmy. W ostatnim momencie odwróciłem twarz w bok odchrząkując i dając Ci tym samym do zrozumienia, że masz przestać. Zdjąłeś ręce z moich ramion.
- Przepraszam Taka, ja..
- Nie! Nie przepraszaj - Przerwałem Ci - Am.. Robi się późno, pójdę już.- Uśmiechnąłem się przelotnie i wyminąłem Cię bez większych tłumaczeń. Zachowywaliśmy się tak, jakby to się nie wydarzyło. Czemu to przerwałem?
***
- Akira, skup się! - Warknąłem nieźle wkurzony, kiedy nie robiłeś sobie nic z tego, że od jakichś 10 minut czytam tekst, na podstawie którego mieliśmy mieć sprawdzian. Miałeś dostać dobrą ocenę.
- Jak wyglądam? - Zaprezentowałeś niczym modelka moje okulary na swoim nosie. Po kolei przymierzałeś każde okulary z mojej kolekcji przeciwsłonecznej, przeglądając się w dużym lustrze, które stało w rogu mojego pokoju.
- A pierdol się. - Rzuciłem w Ciebie książką, z której wcześniej czytałem. Od razu potem wstałem z łóżka i wróciłem po nią. Jakimś dziwnym cudem znalazła się na drugim końcu pomieszczenia. Dobra, nigdy nie byłem dobry w celowaniu.
- Oj daj spokój, rozchmurz się ;_; - Objąłeś mnie w pasie i tyłem wycelowałeś moim ciałem na łóżko, popychając mnie na nie i siadając obok.
- Nie! Masz. Poprawić. O-C-E-N-Y! - Przeliterowałem, by dotarła ta wiadomość do Twoich szarych komórek. Nie rozumiałeś, że się martwię.
- Jeszcze raz to powtórzysz, to zobaczysz co Ci zrobię! - Zagroziłeś, trzymając mnie po obu stronach głowy.
- Co? To, że masz POPRAWIĆ OCENY? - Zapytałem prowokując Cię do dalszych działań, wystawiłem Ci język. Wdreptałeś się na moje drobne ciało siadając mi na podbrzuszu. Uniosłem pytająco brew, przyglądając się co kombinujesz.
Wiłem się, nie wytrzymując tego uczucia, które mi sprawiałeś. Łaskotałeś mnie, powodując u mnie napady śmiechu tak głośne, że nie usłyszałem, że ktoś puka do drzwi i najzwyczajniej wchodzi.
- T-Takan.. - Kobieta zająkała, gdy widziała nas w takich pozycjach. - Przyniosłam wam ciastka.. - Skończyła zawstydzona. Nie wiadomo co sobie ubzdurała, jak to babcia. Chociaż nie był to codzienny widok. Momentalnie przestałem się śmiać, poprawiając włosy i bluzkę, by wyglądać normalniej. Posłałem Ci spojrzenie, ściągając brwi, byś zszedł ze mnie.
- Dzięki babciu - Podziękowałem i pokazałem jej, że może już sobie pójść. Wywróciłem oczyma,gdy totalnie mnie zignorowała i zaczęła proponować Ci zostanie na obiedzie. W sumie nie dziwiłem się jej radością, że w końcu przyszedłem do domu z jakimś kolegą. Zawsze chwaliłem się, że tyle ich mam, a nigdy specjalnie nie zapraszałem ich do nas. Cóż, przynajmniej zdawało jej się, że istnieją.
***
Za błędy przepraszam, naprawdę nie mam siły już tego poprawiać. Napracowałam się! (śmiech), więc komentujcie, proszę. Nawet zmieniłam wygląd bloga. Podoba się?
Biedna babcia........ XD
OdpowiedzUsuńJezu. Było na stronie głównej kilka postów, a ja myślałam że taki rozdział długi będzie T___________T Ale się zawiodłam DDDD:
Reituki! :3
Takie słodkie : D
Tak, wygląd jest fajny :3
No piszcie szybciej, bo rozdziały są tak rzadko że muszę przeczytać wszystko od początku żeby wiedzieć o co chodzi :c
G-E-N-I-A-L-N-E!!
OdpowiedzUsuńTen moment z siatkami starszej pani którą pakował Akira wymiata!!
Jesteś genialna:*
Czekam na nexta.
Buziaczki
Szybko pisz kolejną część :D To było super :D Ale Taka nie zapomni odwiedzić Kaia prawda?? niech nie zapomina i niech Kai magicznie wyzdrowieje!!
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do The Versatile Blogger na http://keep-on-smiling-yaoi.blogspot.com
OdpowiedzUsuń