środa, 12 grudnia 2012

Prezent. ReitaxRuki

Wszedłem rano do studia. W wejściu oblała mnie fala ciepła. Nie zdążyłem zamknąć drzwi, a już dobiegły mnie krzyki chłopaków:
- Reita ! Teraz ty !- Kai podbiegł do mnie z czapką w ręce i wyciągnął w moją stronę. Od razu wiedziałem o co chodzi. Nasza tradycja. Yutaka zawsze był nakręcona na tego typu sprawy. To on wymyślił żebyśmy losowali imiona osób z zespołu, a następnie kupowali mu prezent.
- No losuj ! - wydarł się na mnie. Teatralnie westchnąłem i niechętnie wyjąłem małą karteczkę : Ruki. No pięknie.
- Kogo wylosowałeś ?
- Tanabe – odezwał się Takanori, który stał oddalony od reszty zespołu opierając się o ścianę z rękoma w kieszeni. - To ma być niespodzianka, a poza tym moglibyśmy zacząć już próbę zamiast tracić czas na jakieś zbędne sprawy.- widać, że Matsumoto nie wykazuje większego zainteresowania święta.
Racja. Lepiej już zaczynajmy. - odezwał się Uruha.
                                Nie mogę przestać na niego patrzeć. Gdy tylko się na mnie spojrzy od razu się
denerwuje. I te jego ruchy. Co jest ze mną !? To mi nie pomaga w wymyśleniu prezentu dla niego. Przecież mu się nie zapytam , bo to ma być niespodzianka...
- Reita ! Debilu ! - wraz z tymi słowami dorwał mnie haust lodowatej wody.
- Co wy robicie !? Moja gitara ! - pochyliłem się i szybko zacząłem odłączać sprzęt.
- Raczej , co ty robisz !? - wykrzyczał Ruki. - grasz w ogóle inną piosenkę niż my ! Skup się człowieku Schowałem twarz w dłonie i westchnąłem.
- Przepraszam – wstałem i wytarłem mokre ręce o spodnie – możemy zrobić przerwę ?
- Jestem za ! - wyrwał się Aoi. On zawsze był chętny do odpoczywania.
- Dobra, chwila nam nie zaszkodzi. - poparł go Kouyou.
- Takanori cisnął butelką na ziemię i wyszedł. Wszyscy ze zdziwieniem odprowadziliśmy go wzrokiem.
- Okres ma ? Ostatnio jakoś dziwnie się zachowuje. Wszystko go denerwuje i na wszystkich krzyczy bez powodu. Nie zdziwiłbym się jakby skoczył któremuś do gardła.- wyrwało się Takashimie.
- Faktycznie, myślałem, że … - Shiroyama nie zdołał dokończyć, bo wszedł Matsumoto.
- Wytrzyj się – powiedział sucho, bez żadnych uczuć i rzucił mi ręcznik. Wytarłem oklapnięte od wody włosy. - Idę do domu. Źle się czuję. Cześć. - odezwał się tym samym tonem i wyszedł trzaskając głośno drzwiami. Nikt go nawet nie próbował zatrzymać. Wyglądał na zmęczonego i potrzebował odpoczynku.
- No to na dziś koniec. - oznajmił Kai zirytowanym głosem.
                                Chłopacy zebrali się i poszli, a ja zostałem żeby wszystko posprzątać. Wyszedłem ze
studia. Zakluczyłem drzwi, a gdy się odwróciłem przy samochodzie stał Taka- chan, ale gdy mnie zobaczył wsiadł do auta i najzwyczajniej w świecie odjechał. Jakby mnie unikał. Od tamtej pory go nie widziałem. Nie odbierał telefonu, a nawet nie odpisywał na sms-y.
Zostały dwa dni do świąt, Cały przez ten czas myślałem nad prezentem dla niego. Z powodu braku kontaktu nie mogłem się nawet niczego dowiedzieć. Nagle mnie oświeciło !
                                Była 2:00 w nocy. Mknąłem przez Tokio w stroju św. Mikołaja. Naprawdę idiotycznie się czułem. Dotarłem pod wieżowiec Matsumoto. Wsiadłem do windy i wybrałem najwyższe 15 piętro. Odnalazłem jego mieszkanie i delikatnie nadusiłem klamkę. Tak jak myślałem. Drzwi były otwarte. Odkąd rozstał się trzy miesiące temu z Miyavim ciągle zapomina o ich zamykaniu. Cicho wślizgnąłem się do mieszkania, telewizor cichutko grał, zapaliłem światło. Było czysto, jak zawsze, tylko na ławie obok sofy, która była ustawiona tyłem do drzwi, leżało pełno śmieci. Od papierków po chipsach przez opakowania po lodach do puszek po piwie. Nie pasowało to do niego. Gdy podszedłem bliżej na sofie leżał Taka- chan z książką na piersi i luźno zwisającą ręką. Wyglądał naprawdę słodko. Na drugim końcu pokoju leżał koc. Ruszyłem więc po niego żeby przykryć wokalistę. Nagle uderzyłem o mały stoliczek z lampą i filiżankami po kawie i herbacie. Wszystko runęło na ziemię i roztrzaskało się z hukiem. Ruki szybko zerwał się z sofy i nim się zorientowałem byłam przyduszony przez niego do ściany. Kto by pomyślał, że takie małe ciałko będzie miało taką siłę.
- Boże ! Reita ! - odetchnął z ulgą i położył głowę no moim ramieniu – wystraszyłeś mnie. Co tutaj robisz ? - jego ton zrobił się groźny i zimny.
- No bo … ten … miałem sprawę, ale to już nie ważne – ruszyłem w stronę drzwi, ale on zagrodził mi drogę ręką.
- Czemu włamujesz się do mojego mieszkania ? Oszalałeś do końca !?
- Bo chciałem się dowiedzieć, co ci kupić na święta ! Jasne !? - zarumieniłem się i spuściłem głowę.
- Nie mogłeś zapytać !?
- Nie chciałem żebyś wiedział, że to ja cię wylosowałem.
- Akira ! Ty idioto !
- Gomenasai.
- Ale dlaczego jesteś w stroju św. Mikołaja ? - spojrzał na mnie jak na osobę, która postradała wszystkie zmysły. Zaśmiałem się bez krzty wesołości.
- Na to nie ma racjonalnego … - odpowiedź przerwał mi pocałunek Matsumoto. Z początku wydawał się jakby nie chciał tego zrobić, ale potem jego wargi się rozluźniły i przywarły do moich. Jego usta były ciepłe i delikatne. Odwzajemniłem pocałunek. Oderwał się ode mnie i stanął na palcach. Przybliżył twarz do mojego ucha. Czułem jego oddech.
- To co pragnę stoi właśnie tu.
- W takim razie, już to dostałeś. - zetknąłem nasze usta w namiętnym pocałunku. Taka- chan zaprowadził mnie do sypialni.
                                                                         ***
Jest 6:00. Obudziłem się w nie swoim mieszkaniu całkiem nagi, a we mnie wtula się Rukiś. Co się wydarzyło zeszłej nocy !? Nie mam zielonego pojęcia. Nic nie pamiętam. Ale to naprawdę musiało być coś niesamowitego.
Misaki- chan. ^-^

1 komentarz:

  1. Ojoooj ;____; Czemu takie słodkie sceny zdarzają się tylko w opo x.x No i się rozkleiłam. Baka baka baka.

    OdpowiedzUsuń