Wszedłem rano do studia. W wejściu
oblała mnie fala ciepła. Nie zdążyłem zamknąć drzwi, a już
dobiegły mnie krzyki chłopaków:
- Reita ! Teraz ty !- Kai podbiegł
do mnie z czapką w ręce i wyciągnął w moją stronę. Od razu
wiedziałem o co chodzi. Nasza tradycja. Yutaka zawsze był
nakręcona na tego typu sprawy. To on wymyślił żebyśmy losowali
imiona osób z zespołu, a następnie kupowali mu prezent.
- No losuj ! - wydarł się na mnie.
Teatralnie westchnąłem i niechętnie wyjąłem małą karteczkę :
Ruki. No pięknie.
- Kogo wylosowałeś ?
- Tanabe – odezwał się Takanori,
który stał oddalony od reszty zespołu opierając się o ścianę
z rękoma w kieszeni. - To ma być niespodzianka, a poza tym
moglibyśmy zacząć już próbę zamiast tracić czas na jakieś
zbędne sprawy.- widać, że Matsumoto nie wykazuje większego
zainteresowania święta.
Racja. Lepiej już zaczynajmy. -
odezwał się Uruha.
Nie mogę przestać na niego
patrzeć. Gdy tylko się na mnie spojrzy od razu się
denerwuje. I te jego ruchy. Co jest ze
mną !? To mi nie pomaga w wymyśleniu prezentu dla niego. Przecież
mu się nie zapytam , bo to ma być niespodzianka...
- Reita ! Debilu ! - wraz z tymi
słowami dorwał mnie haust lodowatej wody.
- Co wy robicie !? Moja gitara ! -
pochyliłem się i szybko zacząłem odłączać sprzęt.
- Raczej , co ty robisz !? -
wykrzyczał Ruki. - grasz w ogóle inną piosenkę niż my ! Skup
się człowieku Schowałem twarz w dłonie i
westchnąłem.
- Przepraszam – wstałem i
wytarłem mokre ręce o spodnie – możemy zrobić przerwę ?- Jestem za ! - wyrwał się Aoi. On zawsze był chętny do odpoczywania.
- Dobra, chwila nam nie zaszkodzi. - poparł go Kouyou.
- Takanori cisnął butelką na ziemię i wyszedł. Wszyscy ze zdziwieniem odprowadziliśmy go wzrokiem.
- Okres ma ? Ostatnio jakoś dziwnie się zachowuje. Wszystko go denerwuje i na wszystkich krzyczy bez powodu. Nie zdziwiłbym się jakby skoczył któremuś do gardła.- wyrwało się Takashimie.
- Faktycznie, myślałem, że … -
Shiroyama nie zdołał dokończyć, bo wszedł Matsumoto.
- Wytrzyj się – powiedział
sucho, bez żadnych uczuć i rzucił mi ręcznik. Wytarłem
oklapnięte od wody włosy. - Idę do domu. Źle się czuję. Cześć.
- odezwał się tym samym tonem i wyszedł trzaskając głośno
drzwiami. Nikt go nawet nie próbował zatrzymać. Wyglądał na
zmęczonego i potrzebował odpoczynku.
- No to na dziś koniec. - oznajmił
Kai zirytowanym głosem.
Chłopacy zebrali się i poszli, a ja
zostałem żeby wszystko posprzątać. Wyszedłem ze
studia. Zakluczyłem drzwi, a gdy się
odwróciłem przy samochodzie stał Taka- chan, ale gdy mnie zobaczył
wsiadł do auta i najzwyczajniej w świecie odjechał. Jakby mnie
unikał. Od tamtej pory go nie widziałem. Nie odbierał telefonu, a
nawet nie odpisywał na sms-y.
Zostały dwa dni do świąt,
Cały przez ten czas myślałem nad prezentem dla niego. Z powodu
braku kontaktu nie mogłem się nawet niczego dowiedzieć. Nagle mnie
oświeciło !
Była 2:00 w nocy. Mknąłem
przez Tokio w stroju św. Mikołaja. Naprawdę idiotycznie się
czułem. Dotarłem pod wieżowiec Matsumoto. Wsiadłem do windy i
wybrałem najwyższe 15 piętro. Odnalazłem jego mieszkanie i
delikatnie nadusiłem klamkę. Tak jak myślałem. Drzwi były
otwarte. Odkąd rozstał się trzy miesiące temu z Miyavim ciągle
zapomina o ich zamykaniu. Cicho wślizgnąłem się do mieszkania,
telewizor cichutko grał, zapaliłem światło. Było czysto, jak
zawsze, tylko na ławie obok sofy, która była ustawiona tyłem do
drzwi, leżało pełno śmieci. Od papierków po chipsach przez
opakowania po lodach do puszek po piwie. Nie pasowało to do niego.
Gdy podszedłem bliżej na sofie leżał Taka- chan z książką na
piersi i luźno zwisającą ręką. Wyglądał naprawdę słodko. Na
drugim końcu pokoju leżał koc. Ruszyłem więc po niego żeby
przykryć wokalistę. Nagle uderzyłem o mały stoliczek z lampą i
filiżankami po kawie i herbacie. Wszystko runęło na ziemię i
roztrzaskało się z hukiem. Ruki szybko zerwał się z sofy i nim
się zorientowałem byłam przyduszony przez niego do ściany. Kto by
pomyślał, że takie małe ciałko będzie miało taką siłę.
- Boże ! Reita ! - odetchnął z
ulgą i położył głowę no moim ramieniu – wystraszyłeś mnie.
Co tutaj robisz ? - jego ton zrobił się groźny i zimny.
- No bo … ten … miałem sprawę,
ale to już nie ważne – ruszyłem w stronę drzwi, ale on
zagrodził mi drogę ręką.- Czemu włamujesz się do mojego mieszkania ? Oszalałeś do końca !?
- Bo chciałem się dowiedzieć, co ci kupić na święta ! Jasne !? - zarumieniłem się i spuściłem głowę.
- Nie mogłeś zapytać !?
- Nie chciałem żebyś wiedział, że to ja cię wylosowałem.
- Akira ! Ty idioto !
- Gomenasai.
- Ale dlaczego jesteś w stroju św.
Mikołaja ? - spojrzał na mnie jak na osobę, która postradała
wszystkie zmysły. Zaśmiałem się bez krzty wesołości.- Na to nie ma racjonalnego … - odpowiedź przerwał mi pocałunek Matsumoto. Z początku wydawał się jakby nie chciał tego zrobić, ale potem jego wargi się rozluźniły i przywarły do moich. Jego usta były ciepłe i delikatne. Odwzajemniłem pocałunek. Oderwał się ode mnie i stanął na palcach. Przybliżył twarz do mojego ucha. Czułem jego oddech.
- To co pragnę stoi właśnie tu.
- W takim razie, już to dostałeś.
- zetknąłem nasze usta w namiętnym pocałunku. Taka- chan
zaprowadził mnie do sypialni.
***
Jest 6:00. Obudziłem się w nie
swoim mieszkaniu całkiem nagi, a we mnie wtula się Rukiś. Co się
wydarzyło zeszłej nocy !? Nie mam zielonego pojęcia. Nic nie
pamiętam. Ale to naprawdę musiało być coś niesamowitego.
Misaki- chan. ^-^
Ojoooj ;____; Czemu takie słodkie sceny zdarzają się tylko w opo x.x No i się rozkleiłam. Baka baka baka.
OdpowiedzUsuń