Konnichiwa! :3
Przepraszam Was, że dopiero teraz, ale miałam brak weny i chęci. ;_; Ogólnie to już miałam ochotę zakończyć to pisanie i się z Wami pożegnać, nawet miałam już przygotowaną mowę pożegnalną, ale tak jakoś nie mogłam. Jednak chce pisać i nie ważne czy mi to wychodzi czy nie, czy Wam się podoba czy nie.;]
Nie wiem czy Wam się spodoba, ale zapraszam do czytania. :D
Stałem jak wryty.
W głowie miałem totalną pustkę.
Nogi zrobiły mi się jak z waty, a z
dłoni wyleciała mi torba, która głośno uderzyła o podłogę.
Dopiero po głośnym huku półnagi Kai oderwał się od jakiejś,
również półnagiej, kobiety. Oby dwoje zerwali się z łóżka.
Yutaka w samych bokserkach, a nieznajoma w samej bieliźnie. Przecież
to była...
- Reita- powoli się do mnie zbliżał.
Bez ruchu wpatrywałem się w podłogę.
- Nie wierzę- nie docierało to do
mnie.
- Akira- położył mi delikatnie dłoń
na moje ramię- zanim zaczniesz krzyczeć, pozwól...
- Kai, nie dotykaj mnie- odsunąłem
się lekko, ale on nie ustąpił.
Do oczu zaczęły zbierać mi się
łzy.
Dziwne, nie? Ktoś komu ufałem, kogo
kochałem i komu oddałem się na dwa lata i mogłem na dłużej, ot
tak mnie zdradził. Jeszcze zaledwie kilka dni temu skoczyłbym za
nim w ogień, a teraz sam bym go do niego wepchnął i bym patrzył,
bym się głośno śmiał, podczas gdy on paliłby się żywcem.
- Akira, proszę cię, wysłuchaj mnie
- Powiedziałem żebyś mnie zostawił!-
wydarłem mu się prosto w twarz i gwałtownie zrzuciłem jego dłoń
z mojego barku. Odsunąłem się.
- Aki, proszę cię, to nie tak jak
myślisz- mówił cały czas tym spokojnym tonem, który niegdyś
uznałbym za imponujący, a teraz po prostu przyprawia mnie o
mdłości.
- Nie tak jak myślę, tak!? Czyli nie
pieprzyłeś się z Ayane!?- przy wypowiadaniu tego imienia głos mi
zadrżał.
Spojrzałem w jej stronę żeby posłać
jej gniewne spojrzenie, ale najwidoczniej poszła. Cały czas
pamiętam, co mi zrobiła.
Nijaka Ayane, całe 165 cm zła i
chamstwa, jeszcze trzy lata temu- moja dziewczyna. Tak, dziewczyna.
Nie wiedziałem wtedy, że czuję pociąg do chłopców, a raczej nie
chciałem tego wiedzieć i nie dopuszczałem do siebie takiej opcji.
Z Ayane byliśmy szczęśliwą parą... wróć! Ona była szczęśliwa
ze mną, ale ja z nią nie. Pewnego dnia się pokłóciliśmy. Nie
odzywaliśmy się do siebie przez kilka dni, aż postanowiłem, że z
nią zerwę. Spotkaliśmy się. Przeprosiłem ją za moje zachowanie
i powiedziałem, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Nie mogła
tego pojąć, co zaowocowało nową kłótnią. Pod wpływem emocji
gadam różne rzeczy i właśnie jej powiedziałem coś co miało
zostać tylko dla mnie- to, że jestem gejem. Ayane mnie wyśmiała
i uciekła. Na drugi dzień w szkole powiedziała o tym moim
przyjaciołom. Odwrócili się ode mnie. Tylko Kai mnie wspierał i
został ze mną.
Tak zrujnowała moje życie. Mimo że
chłopacy śmiali się ze mnie jestem im wdzięczny, że nie
powiedzieli nikomu więcej.
- Dobra... Może to tak wyglądało,
ale... - przerwał mi Tanabe.
- Widzisz, nawet nie masz racjonalnego
wyjaśnienia!
- Ależ mam!
- Nie, kurwa, nie masz! Wiesz co mnie
najbardziej boli!? Że zrobiłeś to z tą podłą szmatą!- teraz
emocje wzięły górę i po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
Wytarłem je szybko rękawem.
- Do niczego nie doszło! - również
zaczął krzyczeć
- Dzisiaj nie, ale pewnie wczoraj tak!
Te twoje „ sprawy rodzinne” tak wyglądały?!- trafiłem w samo
sedno. Nie odezwał się ani słowem. Patrzył się na mnie tylko z
tą paniką i zmartwieniem jakby myślał, że mu wybaczę. - Wiesz,
co … kochałem cię, zaufałem ci...- głos zaczął mi się łamać-
… a ty tak po prostu mnie wykorzystywałeś. Wiem, że nie mogłeś
wyżyć się na mnie seksualnie, ale żeby zaraz pieprzyć się z tą
suką !? Przecież wiedziałeś, co ona mi zrobiła! Jak bardzo mnie
zraniła! Teraz przez nią nie mam już nikogo! Nawet ciebie! Jesteś
podły, chamski... - palcem wskazującym zacząłem dźgać jego nagą
klatkę piersiową nie przestając patrzyć mu w oczu i rzucać
wyzwisk- egoistyczny, samolubny...- złapał mnie za dłoń, która
go szturchała i przyciągnął mnie bliżej. Czułem jego równe i
spokojne oddechy. Serce waliło mi niemiłosiernie. Patrzyłem na
niego z nienawiścią, mógłbym go teraz zabić. Wtem złączył
swoje wargi z moimi. Całował mnie namiętnie, ale to nie działało
tak jak po każdej innej kłótni, wręcz przeciwnie. Odepchnąłem
go od siebie i cofnąłem się kilka kroków tak, że za plecami
miałem niebieską ścianę.
- Nie zbliżaj się do mnie!- ryknąłem
a on zaskoczony zrobił krok w tył. Dzieliły nas teraz może jakieś
dwa metry.- Nienawidzę cię! Słyszysz!? Mam cię w dupie! I te
twoje „ przeprosiny” też!- na słowo „ przeprosiny” zrobiłem
charakterystyczny znak palcami, który oznaczał cudzysłów-
Niszczysz mnie i moje życie! Najpierw...- na moim prawym policzku
znowu doznałem tego bólu, co wtedy w domu, a głowa wykonała ten
sam ruch.
- Uspokój się!- fuknął widocznie
wkurzony moim zachowaniem- Pogadajmy na spokojnie.- dodał opanowanym
tonem
Nie odwróciłem głowy żeby na niego
spojrzeć. Zacisnąłem ręce w pięści.
- Nie. Będziesz. Mi. Mówił. Co. Mam.
ROBIĆ!- wszystko mówiłem spokojnie a ostatnie słowo wykrzyczałem
i rzuciłem się na niego. Obaj wylądowaliśmy na podłodze. Był
mocno zaskoczony moją reakcją. Siedziałem na nim okrakiem.
Szarpałem go z całej siły, a moje łzy spływały po moim policzku
i spadały na twarz Kai'a.
Nie bronił się. W końcu dostał z
pięści w twarz. Nie oddał mi. Zachowywał się tak jakby wiedział,
że mu się należy. Było mi mało. Chciałem mu pokazać jak mnie
to boli. Nie musi tego odczuwać psychicznie, wystarczy fizycznie.
Niech cierpi. Moje ręce automatycznie powędrowały na jego szyję.
Dłonie się na niej zacisnęły. Co ja wyprawiam!? Zareagowałem
dość szybko niż cokolwiek mu się stało. Puściłem jego szyję.
Spojrzałem to na moje drżące dłonie, to na Tanabe i z powrotem.
Nie wiem co we mnie wstąpiło. Trzęsło się całe moja cało, a on
patrzył na mnie z tą pieprzoną troską i „miłością”
- Ja... przepraszam- szepnąłem i od
razu zszedłem z niego. Zabrałem torbę i z płaczem wybiegłem.
Kręciło mi się w głowie.
Tanabe biegł za mną, cały czas mnie
wołał, ale ja nie zwracałem uwagi i pędziłem przed siebie.
Zbiegłem po schodach. Przede mną ukazały się drzwi wyjściowe. Co
za ulga. Marzyłem żeby stąd jak najszybciej wyjść i już nie
wrócić. Biegłem chodnikiem przed siebie, a on za mną. Po pewnym
czasie jego krzyków nie było już słychać. Przestał także za
mną biec- poddał się.
Zatrzymałem się gdzieś w ślepej
uliczce. Była przerażająca. Pod ścianą znajdowały się
kontenery z resztami jedzenia z pobliskiej restauracji. Obok były
wielkie plamy starego oleju. Leżały tam butelki po wódce, puszki
po piwie oraz dużo zużytych papierosów. Zawiał wiatr. W powietrzu
zawirowały papiery, które wydostały się ze śmietnika. Wyglądało
to jak scena z jakiegoś taniego horroru typu „ jest ciemno i widzę
ślepą uliczkę, więc tam wejdę całkiem sam i prześpię się
tam, aż mnie coś tam napadnie”. W sumie lepsze to niż spotykanie
codziennie Yutaki w szkole czy chociażby słuchania drwin na temat
zapłakanego licealisty.
Usiadłem sobie pod ceglaną ścianą
niedużej kamieniczki. Zgiąłem nogi, podsunąłem je mocno pod
klatkę, oplotłem kolana rękoma i schowałem twarz.
Głupia Ayane. Zniszczyła wszystko.
Prawie udało mi się o niej zapomnieć a tu BOM! Pojawia się znikąd
i pieprzy się z moim byłym chłopakiem. Jak ja w ogóle mogłem być
z takim dupkiem!? Przecież to było do przewidzenia, że prędzej
czy później mnie zdradzi, bo przecież najseksowniejszy chłopak w
szkole. Z tego ci usłyszałem od dziewczyn, które mijałem na
korytarzu, to tak właśnie mówiły na Kai'a, nie zainteresowałby
się jakimś gejem, tym bardziej, ze doskonale wiedział kim jestem.
No, ale cóż, taka kolej rzeczy. Umrę samotnie z trzydziestoma
kotami. Spoko. Mi to pasuje.
- No patrzcie, chłopaki, kogo my tu
mamy.- usłyszałem męski, niski głos i natychmiast odwróciłem
głowę w stronę, z której dobiegał. W moją stronę zmierzało
trzech kolesi. Byli całkiem przystojni. Mieli czarne, skórzane
kurtki, białe T- shirty, czarne spodnie, glany i ciemne, poczochrane
włosy. Wyglądali dość strasznie. Wstałem i zebrałem torbę.-
To nasz teren.- warknął zbliżając się. W końcu wszyscy mnie
otoczyli przy ścianie tak, że nie miałem jak uciec.
- J- ja... p-przepraszam.- jąkałem
się- nie wiedziałem, że...
- Zamilcz- przyłożył mi palec do
ust. Fajnie. Znowu oberwę w ten sam policzek? A może całkowicie
mnie skatują?- Dawaj kasę!
- Ale ja nic przy sobie nie mam.-
próbowałem skłamać.
- Nas nie oszukasz, złotko. -
Przybliżył swoją twarz do swojej i odgarnął mi włosy za ucho-
Tacy jak ty zawsze mają- lekko musnął swoją wargą o moją. Aż
poczułem ten obrzydliwy zapach piwa zmieszany z dymem tytoniowym.
Musiał być nieźle pijany. Przydusił mnie jeszcze mocniej do
ściany. Swoim kolanem nadusił na moje krocze, tak mocno, że aż
nie powstrzymałem się od cichego jęknięcia.- Oddaj nam te
pieniądze, albo twoja buźka nie będzie już taka piękna.- znowu
mnie pocałował. To było obleśne. Może ze względu na to, że był
o osiem lat starszy? Albo może ze względu na ten smród?
- Jak tak bardzo chcesz się całować,
to możesz chociaż umyć zęby?- powiedziałem przez zęby.
- Tak chcesz się bawić księżniczko?-
odsunął się ode mnie i wziął kolano z mojego krocza, ale bez
wahania uderzył mnie pięścią w policzek. Jest sukces! Tym razem w
lewy! Odwrócił mnie do siebie tyłem. Oplótł jedną ręką przez
ramiona żebym nie mógł się ruszać, a drugą zaczął macać mnie
po kieszeniach, oczywiście kilka razy niby przez przypadek otarł
ręką o moje jądra. Nic nie znalazł. Oczywiście mądry Akira
wszystko przemyślał i schował go głęboko w torbie.- Gadaj gdzie
go schowałeś!- warknął tak, że aż się wystraszyłem.
- Mówiłem wam, że nic nie mam. Mogę
już iść?
- Nie! Przeszukamy jeszcze torbę. Nie
ruszaj się!- niby jak miałem się ruszyć przy tak żelaznym
uścisku!? Poczułem zimne ostrze na szyi. Nie tak sobie wyobrażałem
moją śmierć. Teraz mój strach sięgał granic.
Pozostali przeszukiwali mi torbę, a
ja myślałem jak by się tu uwolnić. Przychodził mi do głowy
tylko jakiś song, który rzekomo ma mi pomóc. Szaleństwo! Kto
normalny myśli o takich sprawach gdy jego śmierć jest tak blisko!?
Song, song, song...- kłębiło mi się
po głowie. SONG ! Właśnie! Teraz sobie przypomniałem! SONG to
jest skrót nazwy samoobrony, a nie jakaś piosenka! Mieliśmy to w
podstawówce na kursie samoobrony! S jak Splot słoneczny, O jak
Ogromny, czyli duży, palec u nogi, N jak Nos i G jak Genitalia.
Idioto ! Nie czas na literowanie!
Zrobiłem zamach łokciem i celnie
trafiłem go między żebra. Nóż wymsknął mu się z ręki
poprzednio muskając moją szyję. Pozostawił długą, ale na
szczęście płytką ciętą ranę. Mężczyzna skulił się
delikatnie z bólu. Nadepnąłem piętą na jego palec od nogi i
błyskawicznie odwróciłem się do niego przodem. Następnie z całej
siły dostał z pięści w nos, a na sam koniec wymierzyłem kolanem
w jego jądra. Zwijał się i syczał z bólu. Gniewnym wzrokiem
spojrzałem na przerażonych mężczyzn, którzy grzebali mi w
torbie.
- Chce któryś !? - warknąłem.
Pokręcili głowami ze strachem, schowali moje rzeczy z powrotem do
torby, zapięli ją i uciekli.
- Tchórze!- krzyknął za nimi ich
szef.- A z tobą, piękny, się jeszcze policzę!
- Dobrze, dobrze. Dowidzenia!-
Odpowiedziałem lekceważąco i sobie poszedłem.
Szedłem tak przez miasto zmierzając
do nikąd. Twarz miałem strasznie spuchniętą od płaczu i tych
wszystkich ciosów, a kurtka i T- shirt były całe od krwi, która
spływała po mojej szyi z rany. Gdy przechodziłem obok wystawy
sklepowej i spojrzałem w szybę omal nie krzyknąłem jak zobaczyłem
moje odbicie.
Doszedłem do parku. Co prawda do
spotkania z Matsumoto została mi jeszcze prawie godzina. Usiadłem
sobie na ławce przy wejściu. Podkuliłem nogi i objąłem kolana
rękoma i tradycyjnie schowałem w nich głowę. Lubię tak siedzieć
od dziecka. Zawsze gdy byłem smutny siadałem tak na parapecie i
gapiłem się na ulicę.
Przez ten czas myślałem gdzie mam
pójść na noc. Przyjaciół nie mam, Kai'a nie mam, rodzice nie
chcą mnie widzieć, rodziny w pobliżu nie mam, a gdybym poszedł do
jakiegoś schroniska pewnie zadzwoniliby na komisariat, że nieletni
uciekł z domu.
Przez myśl przeszło mi również
kilka miłych wspomnień z Tanabe, od których zebrało mi się na
płacz. Podła świnia. Nie mam pojęcia, co mu zrobiłem. Mógł od
razu ze mną zerwać i byłby spokój, albo najlepiej było tego
nawet nie zaczynać.
- Akira, rany co ci się stało!?- to
był Ruki. Szybko minęła ta godzina. Spojrzałem w jego stronę.
Zmierzył mnie wzrokiem, w sumie tylko twarz. Pewnie się mnie
wystraszył. Czyli jednak wyglądałem aż tak źle jak myślałem.
- Nic. - burknąłem. Odwróciłem
głowę i zamierzałem ukryć ją jakoś w zakrwawioną kurtkę, ale
się nie udało. Takanori usiadł obok mnie podwijając jedną nogę
tak, że siedział przodem do mnie. Objął mnie przyjacielsko
ramieniem. Chwycił mnie za podbródek i odwrócił twarz w swoją
stronę. Wciągnął powietrze przez zęby i gwizdnął ze zdumienia.
- Kto ci to zrobił?- ręką , którą
mnie obejmował zaczął delikatnie dotykać mojej spuchniętej
twarzy. - A te spuchnięte i podkrążone oczy to od czego?- nie
odpowiedziałem. Odwróciłem wzrok żeby na niego nie patrzeć-
Płakałeś?- ciągnął dalej.- Co się stało? Mi możesz wszystko
powiedzieć.- wszystko tak? Czyli mam mu powiedzieć, że jestem
gejem i chłopak właśnie mnie zdradził z moją byłą? To brzmi
jak jakaś paranoja. Gdy przed oczy rzuciły mi się ich sylwetki i w
dodatku prawie nagie mimowolnie zacząłem płakać. Łzy same ze
mnie wypływały jak strumień. Odchrząknął stanowczo, co zmusiło
mnie żebym na niego spojrzał- Akira, proszę- zrobił te psie
oczka, które zawsze mnie przekonują. Nie ważne kto by je zrobił.
W końcu się zdecydowałem, że mu powiem.
- Pamiętasz Kai'a, nie? - kiwnął
głową. Co ja wyprawiam!?- to tak właściwie … mój chłopak...
znaczy... były. Właśnie mnie zdradził z moją... eks. - nie
uciekł, nie odskoczył, nie zaśmiał się, nawet nie drgnął.
Dopiero po chwili mi odpowiedział.
- Reita... Tak mi przykro.
- A mi nie. Ta spuchnięta twarz jest
wynikiem tego, że zostałem dwa razy spoliczkowany i raz dostałem z
pięści.
- Jak to?- dopytywał się.
Opowiedziałem mu wszystko. Zaczynając
od pójścia do kina z Tanabe, przez: nakrycie nas na całowaniu,
akcji w domu, mojej ucieczce, nakryciu Yutaki na zdradzie, kolejnej
akcji, ale tym razem z byłym; kończąc na napadzie, w którym
zostałem ranny w szyję.
- Co zamierzasz teraz zrobić? Może
przyjdziesz do mnie do domu? Moja mama jest pielęgniarką, więc cię
opatrzy, a potem coś się wymyśli.
- Przepraszam, ale nie mogę.
- No chodź, nalegam.- wstał pociągnął
mnie za rękę i poszliśmy do jego domu.
Dobra. To na tyle. c:
Nie wiem kiedy znowu coś tu wstawię. :D
Sayonara. XD
Króóótkooo, ZA krótko.... I to już nie mówię ze względu, że jestem maniakiem i wszystko jest dla mnie krótkie... to było na prawdę krótkie... Takie nic. Ok, dowiedziałam się o tej byłej i z kim zdradzał go Kai. Potem tradycyjnie - ciemna uliczka, pobicie - czyli znowu się nic nie zmienia. No i przewidywalnie - superbohater maleństwo na ratunek ♥
OdpowiedzUsuńDobra, ale podobało mi się. :)
Nie każcie mi czekać tak długo na następny rozdział T_T
Miało być dłuższe, ale pisać mi się już nie chciało. T_T
OdpowiedzUsuńW przyszłym tygodniu postaram się coś dodać. c:
Przepraszam, że to było aż tak do przewidzenia. ;_;
Ale dziękuję, że Ci się spodobało. =^o^=
Pozdrawiam. XD
Jak dla mnie Ru mógłby robić za pielęgniareczke c:
OdpowiedzUsuńRei byłby zachwycony... Jeszcze pewnie by udawał, że go coś boli, a Ruks cmokałby bolące miejsca.
Kai? A temu panu już podziękujemy! ^^
Jakoś go nie lubię. Bez obrazy, ne? A tutaj to taka bicza z niego, że...
Czekam,czekam,czekam,czekam,czekam
Pozdrawiam
Chizuru
Oh, no ... Pisz dalej!!!
OdpowiedzUsuńRozdział plisss
OdpowiedzUsuń