wtorek, 15 stycznia 2013

Dalekie zbliżenia. 3.

Konnichiwa! :3
Przepraszam Was, że dopiero teraz, ale miałam brak weny i chęci. ;_; Ogólnie to już miałam ochotę zakończyć to pisanie i się z Wami pożegnać, nawet miałam już przygotowaną mowę pożegnalną, ale tak jakoś nie mogłam. Jednak chce pisać i nie ważne czy mi to wychodzi czy nie, czy Wam się podoba czy nie.;]
Nie wiem czy Wam się spodoba, ale zapraszam do czytania. :D     




        Stałem jak wryty.
        W głowie miałem totalną pustkę.
        Nogi zrobiły mi się jak z waty, a z dłoni wyleciała mi torba, która głośno uderzyła o podłogę. Dopiero po głośnym huku półnagi Kai oderwał się od jakiejś, również półnagiej, kobiety. Oby dwoje zerwali się z łóżka. Yutaka w samych bokserkach, a nieznajoma w samej bieliźnie. Przecież to była...
- Reita- powoli się do mnie zbliżał.
      Bez ruchu wpatrywałem się w podłogę.
- Nie wierzę- nie docierało to do mnie.
- Akira- położył mi delikatnie dłoń na moje ramię- zanim zaczniesz krzyczeć, pozwól...
- Kai, nie dotykaj mnie- odsunąłem się lekko, ale on nie ustąpił.
      Do oczu zaczęły zbierać mi się łzy.
      Dziwne, nie? Ktoś komu ufałem, kogo kochałem i komu oddałem się na dwa lata i mogłem na dłużej, ot tak mnie zdradził. Jeszcze zaledwie kilka dni temu skoczyłbym za nim w ogień, a teraz sam bym go do niego wepchnął i bym patrzył, bym się głośno śmiał, podczas gdy on paliłby się żywcem.
- Akira, proszę cię, wysłuchaj mnie
- Powiedziałem żebyś mnie zostawił!- wydarłem mu się prosto w twarz i gwałtownie zrzuciłem jego dłoń z mojego barku. Odsunąłem się.
- Aki, proszę cię, to nie tak jak myślisz- mówił cały czas tym spokojnym tonem, który niegdyś uznałbym za imponujący, a teraz po prostu przyprawia mnie o mdłości.
- Nie tak jak myślę, tak!? Czyli nie pieprzyłeś się z Ayane!?- przy wypowiadaniu tego imienia głos mi zadrżał.
      Spojrzałem w jej stronę żeby posłać jej gniewne spojrzenie, ale najwidoczniej poszła. Cały czas pamiętam, co mi zrobiła.
      Nijaka Ayane, całe 165 cm zła i chamstwa, jeszcze trzy lata temu- moja dziewczyna. Tak, dziewczyna. Nie wiedziałem wtedy, że czuję pociąg do chłopców, a raczej nie chciałem tego wiedzieć i nie dopuszczałem do siebie takiej opcji. Z Ayane byliśmy szczęśliwą parą... wróć! Ona była szczęśliwa ze mną, ale ja z nią nie. Pewnego dnia się pokłóciliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie przez kilka dni, aż postanowiłem, że z nią zerwę. Spotkaliśmy się. Przeprosiłem ją za moje zachowanie i powiedziałem, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Nie mogła tego pojąć, co zaowocowało nową kłótnią. Pod wpływem emocji gadam różne rzeczy i właśnie jej powiedziałem coś co miało zostać tylko dla mnie- to, że jestem gejem. Ayane mnie wyśmiała i uciekła. Na drugi dzień w szkole powiedziała o tym moim przyjaciołom. Odwrócili się ode mnie. Tylko Kai mnie wspierał i został ze mną.
       Tak zrujnowała moje życie. Mimo że chłopacy śmiali się ze mnie jestem im wdzięczny, że nie powiedzieli nikomu więcej.
- Dobra... Może to tak wyglądało, ale... - przerwał mi Tanabe.
- Widzisz, nawet nie masz racjonalnego wyjaśnienia!
- Ależ mam!
- Nie, kurwa, nie masz! Wiesz co mnie najbardziej boli!? Że zrobiłeś to z tą podłą szmatą!- teraz emocje wzięły górę i po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Wytarłem je szybko rękawem.
- Do niczego nie doszło! - również zaczął krzyczeć
- Dzisiaj nie, ale pewnie wczoraj tak! Te twoje „ sprawy rodzinne” tak wyglądały?!- trafiłem w samo sedno. Nie odezwał się ani słowem. Patrzył się na mnie tylko z tą paniką i zmartwieniem jakby myślał, że mu wybaczę. - Wiesz, co … kochałem cię, zaufałem ci...- głos zaczął mi się łamać- … a ty tak po prostu mnie wykorzystywałeś. Wiem, że nie mogłeś wyżyć się na mnie seksualnie, ale żeby zaraz pieprzyć się z tą suką !? Przecież wiedziałeś, co ona mi zrobiła! Jak bardzo mnie zraniła! Teraz przez nią nie mam już nikogo! Nawet ciebie! Jesteś podły, chamski... - palcem wskazującym zacząłem dźgać jego nagą klatkę piersiową nie przestając patrzyć mu w oczu i rzucać wyzwisk- egoistyczny, samolubny...- złapał mnie za dłoń, która go szturchała i przyciągnął mnie bliżej. Czułem jego równe i spokojne oddechy. Serce waliło mi niemiłosiernie. Patrzyłem na niego z nienawiścią, mógłbym go teraz zabić. Wtem złączył swoje wargi z moimi. Całował mnie namiętnie, ale to nie działało tak jak po każdej innej kłótni, wręcz przeciwnie. Odepchnąłem go od siebie i cofnąłem się kilka kroków tak, że za plecami miałem niebieską ścianę.
- Nie zbliżaj się do mnie!- ryknąłem a on zaskoczony zrobił krok w tył. Dzieliły nas teraz może jakieś dwa metry.- Nienawidzę cię! Słyszysz!? Mam cię w dupie! I te twoje „ przeprosiny” też!- na słowo „ przeprosiny” zrobiłem charakterystyczny znak palcami, który oznaczał cudzysłów- Niszczysz mnie i moje życie! Najpierw...- na moim prawym policzku znowu doznałem tego bólu, co wtedy w domu, a głowa wykonała ten sam ruch.
- Uspokój się!- fuknął widocznie wkurzony moim zachowaniem- Pogadajmy na spokojnie.- dodał opanowanym tonem
        Nie odwróciłem głowy żeby na niego spojrzeć. Zacisnąłem ręce w pięści.
- Nie. Będziesz. Mi. Mówił. Co. Mam. ROBIĆ!- wszystko mówiłem spokojnie a ostatnie słowo wykrzyczałem i rzuciłem się na niego. Obaj wylądowaliśmy na podłodze. Był mocno zaskoczony moją reakcją. Siedziałem na nim okrakiem. Szarpałem go z całej siły, a moje łzy spływały po moim policzku i spadały na twarz Kai'a.
        Nie bronił się. W końcu dostał z pięści w twarz. Nie oddał mi. Zachowywał się tak jakby wiedział, że mu się należy. Było mi mało. Chciałem mu pokazać jak mnie to boli. Nie musi tego odczuwać psychicznie, wystarczy fizycznie. Niech cierpi. Moje ręce automatycznie powędrowały na jego szyję. Dłonie się na niej zacisnęły. Co ja wyprawiam!? Zareagowałem dość szybko niż cokolwiek mu się stało. Puściłem jego szyję. Spojrzałem to na moje drżące dłonie, to na Tanabe i z powrotem. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Trzęsło się całe moja cało, a on patrzył na mnie z tą pieprzoną troską i „miłością”
- Ja... przepraszam- szepnąłem i od razu zszedłem z niego. Zabrałem torbę i z płaczem wybiegłem. 
         Kręciło mi się w głowie.
         Tanabe biegł za mną, cały czas mnie wołał, ale ja nie zwracałem uwagi i pędziłem przed siebie. Zbiegłem po schodach. Przede mną ukazały się drzwi wyjściowe. Co za ulga. Marzyłem żeby stąd jak najszybciej wyjść i już nie wrócić. Biegłem chodnikiem przed siebie, a on za mną. Po pewnym czasie jego krzyków nie było już słychać. Przestał także za mną biec- poddał się.
         Zatrzymałem się gdzieś w ślepej uliczce. Była przerażająca. Pod ścianą znajdowały się kontenery z resztami jedzenia z pobliskiej restauracji. Obok były wielkie plamy starego oleju. Leżały tam butelki po wódce, puszki po piwie oraz dużo zużytych papierosów. Zawiał wiatr. W powietrzu zawirowały papiery, które wydostały się ze śmietnika. Wyglądało to jak scena z jakiegoś taniego horroru typu „ jest ciemno i widzę ślepą uliczkę, więc tam wejdę całkiem sam i prześpię się tam, aż mnie coś tam napadnie”. W sumie lepsze to niż spotykanie codziennie Yutaki w szkole czy chociażby słuchania drwin na temat zapłakanego licealisty.
          Usiadłem sobie pod ceglaną ścianą niedużej kamieniczki. Zgiąłem nogi, podsunąłem je mocno pod klatkę, oplotłem kolana rękoma i schowałem twarz.
          Głupia Ayane. Zniszczyła wszystko. Prawie udało mi się o niej zapomnieć a tu BOM! Pojawia się znikąd i pieprzy się z moim byłym chłopakiem. Jak ja w ogóle mogłem być z takim dupkiem!? Przecież to było do przewidzenia, że prędzej czy później mnie zdradzi, bo przecież najseksowniejszy chłopak w szkole. Z tego ci usłyszałem od dziewczyn, które mijałem na korytarzu, to tak właśnie mówiły na Kai'a, nie zainteresowałby się jakimś gejem, tym bardziej, ze doskonale wiedział kim jestem. No, ale cóż, taka kolej rzeczy. Umrę samotnie z trzydziestoma kotami. Spoko. Mi to pasuje.
- No patrzcie, chłopaki, kogo my tu mamy.- usłyszałem męski, niski głos i natychmiast odwróciłem głowę w stronę, z której dobiegał. W moją stronę zmierzało trzech kolesi. Byli całkiem przystojni. Mieli czarne, skórzane kurtki, białe T- shirty, czarne spodnie, glany i ciemne, poczochrane włosy. Wyglądali dość strasznie. Wstałem i zebrałem torbę.- To nasz teren.- warknął zbliżając się. W końcu wszyscy mnie otoczyli przy ścianie tak, że nie miałem jak uciec.
- J- ja... p-przepraszam.- jąkałem się- nie wiedziałem, że...
- Zamilcz- przyłożył mi palec do ust. Fajnie. Znowu oberwę w ten sam policzek? A może całkowicie mnie skatują?- Dawaj kasę!
- Ale ja nic przy sobie nie mam.- próbowałem skłamać.
- Nas nie oszukasz, złotko. - Przybliżył swoją twarz do swojej i odgarnął mi włosy za ucho- Tacy jak ty zawsze mają- lekko musnął swoją wargą o moją. Aż poczułem ten obrzydliwy zapach piwa zmieszany z dymem tytoniowym. Musiał być nieźle pijany. Przydusił mnie jeszcze mocniej do ściany. Swoim kolanem nadusił na moje krocze, tak mocno, że aż nie powstrzymałem się od cichego jęknięcia.- Oddaj nam te pieniądze, albo twoja buźka nie będzie już taka piękna.- znowu mnie pocałował. To było obleśne. Może ze względu na to, że był o osiem lat starszy? Albo może ze względu na ten smród?
- Jak tak bardzo chcesz się całować, to możesz chociaż umyć zęby?- powiedziałem przez zęby.
- Tak chcesz się bawić księżniczko?- odsunął się ode mnie i wziął kolano z mojego krocza, ale bez wahania uderzył mnie pięścią w policzek. Jest sukces! Tym razem w lewy! Odwrócił mnie do siebie tyłem. Oplótł jedną ręką przez ramiona żebym nie mógł się ruszać, a drugą zaczął macać mnie po kieszeniach, oczywiście kilka razy niby przez przypadek otarł ręką o moje jądra. Nic nie znalazł. Oczywiście mądry Akira wszystko przemyślał i schował go głęboko w torbie.- Gadaj gdzie go schowałeś!- warknął tak, że aż się wystraszyłem.
- Mówiłem wam, że nic nie mam. Mogę już iść?
- Nie! Przeszukamy jeszcze torbę. Nie ruszaj się!- niby jak miałem się ruszyć przy tak żelaznym uścisku!? Poczułem zimne ostrze na szyi. Nie tak sobie wyobrażałem moją śmierć. Teraz mój strach sięgał granic.
         Pozostali przeszukiwali mi torbę, a ja myślałem jak by się tu uwolnić. Przychodził mi do głowy tylko jakiś song, który rzekomo ma mi pomóc. Szaleństwo! Kto normalny myśli o takich sprawach gdy jego śmierć jest tak blisko!?
         Song, song, song...- kłębiło mi się po głowie. SONG ! Właśnie! Teraz sobie przypomniałem! SONG to jest skrót nazwy samoobrony, a nie jakaś piosenka! Mieliśmy to w podstawówce na kursie samoobrony! S jak Splot słoneczny, O jak Ogromny, czyli duży, palec u nogi, N jak Nos i G jak Genitalia. Idioto ! Nie czas na literowanie!
         Zrobiłem zamach łokciem i celnie trafiłem go między żebra. Nóż wymsknął mu się z ręki poprzednio muskając moją szyję. Pozostawił długą, ale na szczęście płytką ciętą ranę. Mężczyzna skulił się delikatnie z bólu. Nadepnąłem piętą na jego palec od nogi i błyskawicznie odwróciłem się do niego przodem. Następnie z całej siły dostał z pięści w nos, a na sam koniec wymierzyłem kolanem w jego jądra. Zwijał się i syczał z bólu. Gniewnym wzrokiem spojrzałem na przerażonych mężczyzn, którzy grzebali mi w torbie.
- Chce któryś !? - warknąłem. Pokręcili głowami ze strachem, schowali moje rzeczy z powrotem do torby, zapięli ją i uciekli.
- Tchórze!- krzyknął za nimi ich szef.- A z tobą, piękny, się jeszcze policzę!
- Dobrze, dobrze. Dowidzenia!- Odpowiedziałem lekceważąco i sobie poszedłem.
         Szedłem tak przez miasto zmierzając do nikąd. Twarz miałem strasznie spuchniętą od płaczu i tych wszystkich ciosów, a kurtka i T- shirt były całe od krwi, która spływała po mojej szyi z rany. Gdy przechodziłem obok wystawy sklepowej i spojrzałem w szybę omal nie krzyknąłem jak zobaczyłem moje odbicie.
          Doszedłem do parku. Co prawda do spotkania z Matsumoto została mi jeszcze prawie godzina. Usiadłem sobie na ławce przy wejściu. Podkuliłem nogi i objąłem kolana rękoma i tradycyjnie schowałem w nich głowę. Lubię tak siedzieć od dziecka. Zawsze gdy byłem smutny siadałem tak na parapecie i gapiłem się na ulicę.
          Przez ten czas myślałem gdzie mam pójść na noc. Przyjaciół nie mam, Kai'a nie mam, rodzice nie chcą mnie widzieć, rodziny w pobliżu nie mam, a gdybym poszedł do jakiegoś schroniska pewnie zadzwoniliby na komisariat, że nieletni uciekł z domu.
          Przez myśl przeszło mi również kilka miłych wspomnień z Tanabe, od których zebrało mi się na płacz. Podła świnia. Nie mam pojęcia, co mu zrobiłem. Mógł od razu ze mną zerwać i byłby spokój, albo najlepiej było tego nawet nie zaczynać.
- Akira, rany co ci się stało!?- to był Ruki. Szybko minęła ta godzina. Spojrzałem w jego stronę. Zmierzył mnie wzrokiem, w sumie tylko twarz. Pewnie się mnie wystraszył. Czyli jednak wyglądałem aż tak źle jak myślałem.
- Nic. - burknąłem. Odwróciłem głowę i zamierzałem ukryć ją jakoś w zakrwawioną kurtkę, ale się nie udało. Takanori usiadł obok mnie podwijając jedną nogę tak, że siedział przodem do mnie. Objął mnie przyjacielsko ramieniem. Chwycił mnie za podbródek i odwrócił twarz w swoją stronę. Wciągnął powietrze przez zęby i gwizdnął ze zdumienia.
- Kto ci to zrobił?- ręką , którą mnie obejmował zaczął delikatnie dotykać mojej spuchniętej twarzy. - A te spuchnięte i podkrążone oczy to od czego?- nie odpowiedziałem. Odwróciłem wzrok żeby na niego nie patrzeć- Płakałeś?- ciągnął dalej.- Co się stało? Mi możesz wszystko powiedzieć.- wszystko tak? Czyli mam mu powiedzieć, że jestem gejem i chłopak właśnie mnie zdradził z moją byłą? To brzmi jak jakaś paranoja. Gdy przed oczy rzuciły mi się ich sylwetki i w dodatku prawie nagie mimowolnie zacząłem płakać. Łzy same ze mnie wypływały jak strumień. Odchrząknął stanowczo, co zmusiło mnie żebym na niego spojrzał- Akira, proszę- zrobił te psie oczka, które zawsze mnie przekonują. Nie ważne kto by je zrobił. W końcu się zdecydowałem, że mu powiem.
- Pamiętasz Kai'a, nie? - kiwnął głową. Co ja wyprawiam!?- to tak właściwie … mój chłopak... znaczy... były. Właśnie mnie zdradził z moją... eks. - nie uciekł, nie odskoczył, nie zaśmiał się, nawet nie drgnął. Dopiero po chwili mi odpowiedział.
- Reita... Tak mi przykro.
- A mi nie. Ta spuchnięta twarz jest wynikiem tego, że zostałem dwa razy spoliczkowany i raz dostałem z pięści.
- Jak to?- dopytywał się.
       Opowiedziałem mu wszystko. Zaczynając od pójścia do kina z Tanabe, przez: nakrycie nas na całowaniu, akcji w domu, mojej ucieczce, nakryciu Yutaki na zdradzie, kolejnej akcji, ale tym razem z byłym; kończąc na napadzie, w którym zostałem ranny w szyję.
- Co zamierzasz teraz zrobić? Może przyjdziesz do mnie do domu? Moja mama jest pielęgniarką, więc cię opatrzy, a potem coś się wymyśli.
- Przepraszam, ale nie mogę.
- No chodź, nalegam.- wstał pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do jego domu.



Dobra. To na tyle. c:
Nie wiem kiedy znowu coś tu wstawię. :D
Sayonara. XD 

5 komentarzy:

  1. Króóótkooo, ZA krótko.... I to już nie mówię ze względu, że jestem maniakiem i wszystko jest dla mnie krótkie... to było na prawdę krótkie... Takie nic. Ok, dowiedziałam się o tej byłej i z kim zdradzał go Kai. Potem tradycyjnie - ciemna uliczka, pobicie - czyli znowu się nic nie zmienia. No i przewidywalnie - superbohater maleństwo na ratunek ♥

    Dobra, ale podobało mi się. :)
    Nie każcie mi czekać tak długo na następny rozdział T_T

    OdpowiedzUsuń
  2. Miało być dłuższe, ale pisać mi się już nie chciało. T_T
    W przyszłym tygodniu postaram się coś dodać. c:
    Przepraszam, że to było aż tak do przewidzenia. ;_;
    Ale dziękuję, że Ci się spodobało. =^o^=
    Pozdrawiam. XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie Ru mógłby robić za pielęgniareczke c:
    Rei byłby zachwycony... Jeszcze pewnie by udawał, że go coś boli, a Ruks cmokałby bolące miejsca.

    Kai? A temu panu już podziękujemy! ^^
    Jakoś go nie lubię. Bez obrazy, ne? A tutaj to taka bicza z niego, że...

    Czekam,czekam,czekam,czekam,czekam
    Pozdrawiam
    Chizuru

    OdpowiedzUsuń