czwartek, 27 grudnia 2012

Dalekie zbliżenia. 2.

No cześć. :D
Trochę minęło od ostatniej części, ale wiecie, święta i tak dalej.
Zapraszam do lektury. :D


       Piiiik
Piiiik
Piiik
       Uciążliwe pikanie i hałas jakiś sprzętów wyrwało mnie z głębokiego snu. Od razu poczułem ten nieprzyjemny zapach, od którego zbierało mi się na wymioty- szpital. Zasłoniłem nos kołdrą, aby nie musieć tego wdychać i dobiegł mnie głos, a nawet dwa głosy, dobrze mi znany. Nie miałem siły otwierać oczu, więc tylko się wsłuchiwałem.
- Widzę, że dochodzi do siebie, więc j już będę szedł.
- Jeszcze raz, wielkie dzięki, że zadzwoniłeś od razu na pogotowie.
- Nie ma sprawy. Sayonara.
- Sayonara- usłyszałem dźwięk kroków i lekki trzask drzwi.
        Ostrożnie otworzyłem oczy, ale nie na długo, gdyż oślepił mnie biały blask. Zacząłem się powoli przyzwyczajać do światła mrugając oczami. W końcu wszystko nabrało wyrazistości. Po głowie kłębiło mi się wiele pytań typu: Co ja tu do jasnej kurwa anielki robię !? Obok mnie w fotelu siedział Kai. Twarz miał bladą, oczy podkrążone i sine, a policzki zapadnięte. Wyglądał jakby nie spał co najmniej od tygodni.
- Reita ! Dzięki Bogu ! - zerwał się z siedzenia i podbiegł do mnie.- Ale się martwiłem.- cmoknął moje czoło.
        Chciałem się podnieść, ale na marne. Moją głowę przeszył silny ból głowy. Odruchowo pomasowałem skronie i wykrzywiłem się z bólu.
- Nie nadwyrężaj się. Masz wstrząs mózgu i złamany nos.- Powędrowałem ręką do nosa. Był obwinięty bandażem, który był związany gdzieś z tyłu głowy.
        Rozległo się ciche pukanie do drzwi, które od razu delikatnie się uchyliły. Wyjrzała przez nie główką z brązowymi, nastroszonymi włosami.
- Zapomniałeś czegoś ?- odezwał się Yutaka. Gość wszedł do pokoju zamykając delikatnie za sobą drzwi.
- Tak. Nie wziąłem torby.- dopiero teraz zorientowałem się, że to był Ruki.- O... widzę, że nasz Śpiący Królewicz w końcu się obudził.- powiedział z uśmiechem na twarzy, ale zaraz jego twarz zalała troska.- Jak się czujesz?
- Em... całkiem dobrze. Pomijając to, że nie mogę się ruszać, a muszę pilnie do łazienki, a mój nos zapewne wygląda jak ziemniak.- zrobiłem naburmuszoną minę, a chłopcy delikatnie się zaśmiali.- Co w ogóle się stało? - przerwałem im tą jakże zabawną chwilę
- Wracałem dużo dłuższą drogą niż zwykle i usłyszałem krzyk, a potem huk. Odwróciłem się w stronę jakiegoś domu i w krzakach leżałeś ty, całkiem nieprzytomny. Nie czekając na nic zadzwoniłem na pogotowie. W ogóle nie mam pojęcia, co chciałeś zrobić.
- Rany... Jakie ze mnie idiota. Wielkie dzięki za pomoc, a o tym co zamierzałem zrobić wolałbym nie rozmawiać, za bardzo żenujące.
- Nie ma sprawy. Zdrowiej szybko.- wziął torbę z krzesła i wyszedł.
- Wiesz... Słodko wyglądasz w tym bandażu. Tak bezbronnie.- odezwał się mój chłopak, a ja zmierzyłem go wzrokiem.
***
         Tak właśnie narodził się mój image. O ile można to tak nazwać. Gdyby nie ty pewnie leżałbym już przysypany ziemią, bo przecież uratowałeś mi życie. Szkoda, że ja tego nie mogłem zrobić dla ciebie.
***
          Po kilku dniach zostałem wypisany ze szpitala na moją prośbę. Naprawdę od tamtego zapachu mnie tak mdliło, że nie raz zwymiotowałem. Odebrał mnie Kai. Przyjechał pod szpital swoją oczojebnie niebieską furgonetką. Wziął ode mnie torbę, położył ją na tylnim siedzeniu a mnie pomógł wsiąść do samochodu. Obiegł pojazd dookoła i usiadł obok mnie. Włożył kluczyk w stacyjkę. Bacznie obserwowałem ruchy jego ręki. Delikatnie przekręcił kluczyk i nic. Spróbował ponownie i znowu nic. Jeszcze raz i otrzymał ten sam rezultat. Westchnął z załamania i położył głowę na kierownicę. Nagle się zerwał, zaczął krzyczeć i walić rękoma w kierownice. Tak mnie wystraszył, ze mało co nie dostałem zawału. Próbowałem go uspokoić masując jego ramię, lecz ten wyszedł z samochodu i trzasnął drzwiami. Kopnął kilka razy wkoło furgonetki, ale po chwili się uspokoił. Rozbawiło mnie to jego zachowanie. Przeczesał włosy rękoma głośno wzdychając. Wyciągnął telefon z kieszeni, oddalił się trochę i wykonał jakiś telefon. Odpiąłem pasy i wyskoczyłem z auta. Przez moją głowę znowu przeszedł ten przerażający ból, co w dzień gdy się obudziłem. Opadłem na kolana łapiąc się za głowę. Nagle zrobiło mi się strasznie słabo i kręciło mi się w głowie. Podbiegł do mnie Tanabe.
- Reita ! Nic ci nie jest !?- powiedział z troską i przerażeniem równocześnie.
- Nie, w porządku.- świat przestał wirować i znów poczułem się dobrze. Dźwignąłem się z ziemi i chwiejnym krokiem podszedłem do samochodu aby się o niego oprzeć. - Możemy już wracać? Źle się czuję, chciałbym odpocząć trochę.
- No właśnie jest problem.- podrapał się bezradnie z tyłu głowy.- Akumulator się rozładował. Dzwoniłem do serwisu, ale dopiero przyjedzie za godzinę.- odchyliłem głowę do tyłu i popatrzyłem na niebo bez chmur.
- O to się tak denerwowałeś ?- wróciłem do niego spojrzeniem.
- Tak.- zasmucił się i spuścił głowę- Nic nie mogę porządnie dla ciebie zrobić. Nawet nie odwiozę cię do domu.
- Ważne, że jesteś.- uśmiechnąłem się mimowolnie. On podniósł głowę i to odwzajemnił. Zbliżył się do mnie, dotknął dłonią mój policzek i opuszkiem kciuka go gładził. Trwaliśmy tak bez ruchu w ciszy patrząc sobie w oczy. Po chwili złączył nasze usta w pocałunku. Odsunąłem się delikatnie od niego.
- W torbie mam telefon. Zadzwoń do mojego taty. Przyjedzie po nas. Pamiętaj, przy nim jesteśmy tylko przyjaciółmi.- mrugnąłem do niego okiem a on skinął. Ledwo o własnych siłach wdrapałem się do furgonetki. Ciemnowłosy wyjął moją komórkę z torby i wykonał telefon.
         Po jakiś 30 minutach przyjechał mój tata i przyłączył pojazd Kai`a do naszego i odjechaliśmy wszyscy razem. Całą drogę myślałem, że zwymiotuję, a wtedy nie będzie tak zabawnie.
- Jak się czujesz, Akira ? Dowiedziałem się co chciałeś zrobić.- w końcu zapytał mnie ojciec. O jak miło. Przypomniał sobie o mnie.
- W porządku.- odpowiedziałem mu oschło. Nie chciałem zaczynać z nim tego tematu, bo wiedziałem, że będzie o to akcja. Moje przewidywania się sprawdziły.
- Akira Suzuki! Co ty sobie …
- Proszę pana, to tutaj. - przerwał mu Yutaka. Całe szczęście.
         Ojciec zatrzymał samochód i pomógł chłopakowi odłączyć samochód od naszego. Wyjąłem komórkę, włożyłem słuchawki do uszu puszczając muzykę na fulla. Widziałem jak wymieniają jeszcze kilka zdań, a na koniec uścisk dłoni. Mój tata w końcu wrócił do auta. Całą drogę przebyliśmy w ciszy. Mimo jego wołania, szturchania i ciągłego wyciągania mi słuchawek z uszu, nie wiedzieć czemu, ale nie miałem ochoty z nim rozmawiać, w ogóle z nikim. Taka mała depresja.
          Dojechaliśmy do domu. Zabrałem swoją torbę i do niego wszedłem. Już w samych drzwiach napadła mnie matka. Mocno przytuliła i zaczęła mi się wypytywać o mój stan zdrowia i samopoczucie. Odpowiedziałem tylko, że jest OK, żeby jej nie martwić tym, że kilka razy wymioty miałem w gardle, ale udało mi się je powstrzymać. Poszedłem do pokoju. Panował w nim mrok pomimo słońca na zewnątrz. Rzuciłem torbę na środek pomieszczenia i odsłoniłem rolety. Teraz można było zauważyć jaki tu bałagan. Będzie trzeba kiedyś tu posprzątać, bo dobroć matki najwyraźniej już się skończyła. Wziąłem gorącą kąpiel i ubrałem świeże ciuchy. Wyszedłem z łazienki i usłyszałem głos mamy:
- Akira! Telefon!- zbiegłem na dół po schodach i odebrałem słuchawkę od mamy.
- Moshi, moshi.
- Cześć, Skarbie.- odezwał się ciepły głos Tanabe w słuchawce.
- Cześć.
- Czemu nie odbierałeś telefonu?
- Oh... Gomen, gomen. Brałem kąpiel i nic nie słyszałem.
- Dobra, dobra. Nie ma sprawy. Wyjdziemy gdzieś dzisiaj?
- Em... No możemy.- już pominąłem fakt jak fatalnie się czułem. Najchętniej resztę dnia przeleżałbym w łóżku nie wychodząc z niego nawet po jedzenie czy do ubikacji.
- To przyjdę po ciebie za 10 minut. Ja ne.
- Mata ne.- i się rozłączył.
         Poszedłem z powrotem do swojego pokoju po telefon. Faktycznie, były dwa nieodebrane połączenia i cztery sms-y. Zszedłem na dół i wparowałem do kuchni gdzie siedziała mama i coś gotowała. Na pewno coś przepysznego.
- Mamo, wychodzę. Kocham cię. Pa.- dałem jej buziaka w policzek.
- Tylko nie wróć za późno.
- Wiem. - wziąłem jabłko w rękę i poszedłem ubierać się do wyjścia. Założyłem kurtkę , szalik i wsunąłem buty, Byłem gotowy do wyjścia, ale zatrzymała mnie rodzicielka
- Akira, zapomniałabym ci powiedzieć. Był tu nijaki Matsumoto. Znasz go?
- Tak. Poznaliśmy się na koncercie, a potem zadzwonił na pogotowie jak spadłem z balkonu. A co?
- Myślał, że już jesteś w domu, lecz się zdziwił gdy byleś jeszcze w szpitalu i kazał mi przekazać ci jakąś kartkę. - z kieszeni w fartuszku wyjęła poskładany kawałek papieru. Wręczyła mi go. Zacząłem czytać co była na nim napisane

    Twoja mama to naprawdę świetna kobieta. =^o^=
Uśmiechnąłem się do siebie i czytałem dalej.
             Chciałbym poznać się z Tobą trochę bliżej, bo na koncercie nie było takiej okazji. :( Spotkajmy się w piątek o 17 w parku.

       Czyli jutro idę na spotkanie. Spoko. Schowałem papierek do kieszeni od spodni i wyszedłem. Yutaki jeszcze nie było, więc usiadłem na krawężniku przed domem i pojadałem sobie owoc. Czekałem. Czekałem. Czekałem i nic. Siedziałem tak jak ostatni idiota jakieś 40 minut, aż w końcu w oddali dojrzałem biegnącego w moją stronę Kai`a. Wstałem, otrzepałem pośladki i wolnym tempem poszedłem w jego stronę.
- Rany!- stanął przede mną zdyszany i próbował złapać oddech.- Przepraszam cię za spóźnienie. Sprawy rodzinne.- zbliżył się żeby mnie pocałować, ale ja szybko wyjąłem dłoń w jego stronę, aby przywitać się jak na „przyjaciół” przystało.
- Nie przed domem. Rodzice jeszcze nie wiedzą.- szepnąłem do niego.
- Kiedy zamierzasz im powiedzieć? - zaczęliśmy oddalać się od mojego domu.
- Najpóźniej jak się da.- spojrzałem na niego, a on tylko się uśmiechnął i pokiwał głową.- To gdzie idziemy?
- Sam nie wiem. Myślałem może o kinie. Wiesz, sam na sam, w ciemnym pomieszczeniu...
- Zboczeniec. - skomentowałem krótko jego fantazje erotyczne.
        Gdy weszliśmy do kina przez jakiś czas kłóciliśmy się na jaki film pójść. On chciał since fiction, a ja komedię. W końcu uległem jego ciągłemu proszeniu i niechętnie zgodziłem się na jakąś tanią fantastykę. Kupiliśmy popcorn. Weszliśmy do sali, w której były może ze trzy osoby. Usiedliśmy w ostatnim rzędzie żeby nie było nas widać. Nim zaczął się seans zdążyliśmy zjeść pół kartoniku naszej przekąski. Kiedy puszczono projekcję tego tandetnego filmu, o ile tak można to nazwać, Kai objął mnie ramieniem i siedzieliśmy tak aż do napisów końcowych. Szczerze powiedziawszy nie znam sensu i fabuły tego... czegoś, bo przespałem chyba połowę
       Wyszliśmy z kina i przez jakiś czas kierowaliśmy się w stronę mojego domu w ciszy. Tanabe zagadał jako pierwszy.
- Podobał ci się film ?
- Taaak. - zmusiłem się na szczery ton, ale coś mi nie wyszło. Od razu zorientował się, że kłamię. Za długo mnie zna żeby tego nie wyczuć. W końcu dwa lata wspólnie spędzone to dużo, nie?
- Jasne, jasne. Widziałem jak spałeś !- kontynuował
- J- j- ja !?- zrobiłem oburzoną minę i zacząłem się tłumaczyć.- Ja w ogóle nie spałem, a film bardzo mi się podobał. Zwłaszcza ten moment oni tam szli i... i zrobili to wiesz co … no … ten … a potem spotkali tego wiesz kogo … i przydarzyło im się … ee... wiesz co.- zaśmiał się głośno i rozczochrał mi włosy. Zrobiłem ogromnego bulwersa i resztę drogi szliśmy w ciszy.
        W końcu zatrzymaliśmy się przed zakrętem, bo za nim kilka metrów dalej był mój dom, więc to było jedyne miejsce gdzie mogliśmy się czule pożegnać. Tak jak robią to pary. Co prawda nie męsko- męskie, ale pary. Yutaka stanął naprzeciwko mnie, bardzoooo blisko, aż czułem jego unoszącą się klatkę i oddech na mojej twarzy. Chwycił mnie subtelnie za policzki i patrzył chwilę w moje oczy, gładząc palcami moją twarz. Jedną ręką odgarnął grzywkę, które spadła mi na oczy i przyczepił swoje usta do moich. Z początku był to kojący, delikatny pocałunek, dopiero po krótkim momencie stał się bardziej namiętny. Ten smak był tak cudowny i tak bardzo znajomy, ale nigdy nie moglem go zapamiętać. Mimo tego jak bardzo czule mnie całował, w tym wszystkim było dzisiaj coś … coś nieszczerego, ale to „olałem”. Zarzuciłem ręce na jego głowę i nagle z romantycznej chwili wyrwał nas krzyk mojego ojca. Szybko odskoczyłem od chłopaka. Cholera ! Więc to ta chwila żeby im to powiedzieć.
- Akira! Ty gówniarzu!- podbiegł do mnie i zaczął pchać, a raczej szarpać mnie do samochodu.
- Ojciec! Puść mnie!- zacząłem się tłumaczyć i motać żeby mnie puścił!
- Proszę pana! Niech pan go zostawi! Wszystko panu wytłumaczymy!- wstawił się za mnie Kai.
- Słuchaj- wymierzył w niego palcem- Nie będziesz mi tu syna obmacywał, skurwisynie!
- Tato ! To jest mój chłopak! - wybuchłem pod wpływem emocji. Chyba trochę się zapędziłem. Nastała cisza, a ich wzroki spoczęły na mnie.
- Wsiadaj do samochodu! Pogadamy w domu!- wepchnął mnie do auta i zatrzasnął drzwi.- A z tobą- zwrócił się do zmieszanego Yutaki – Porozmawia twoja matka. Ja już tego dopilnuje!- wsiadł do srebrnego Forda i odjechał. Patrzyłem przez łzy na Tanabe, który stal jak wryty.
        Przez te kilka sekund drogi nawet nie spojrzałem na ojca. Emocje we mnie wrzały. Miałem ochotę mu przywalić. Zatrzymał się na podjeździe, a ja wyleciałem z samochodu jak poparzony. Wszedłem do domu i jak zawsze w drzwiach czekała na mnie matka. Zaraz za mną wbiegł stary.
- Do salonu, gówniarzu !- nakazał. Poszedłem tam z obojętnością i usiadłem niechlujnie na skórzanej sofie. Skrzyżowałem ręce na piersi. - Co to do jasnej cholery miało znaczyć !?- nie odpowiedziałem. Błądziłem wzrokiem po salonie i stwierdziłem, że coś się w nim zmieniło. No nie wiem. Może ta rodzinna atmosfera, która zawsze tu panowała?
- Ale co się stało?- zapytała całkiem niepoinformowana matka.
- Nie wiesz co się stało!? Czyli nasz kochany synuś ci nie powiedział, że migdali się na ulicy z tym całym Tanabe i jeszcze krzyczy, ze to jego chłopak!?
- Akira, czy to prawda?- mówiła spokojnie, ale stanowczo, nie to co ojciec. Cały czas milczałem.
- Nie masz nic nam do powiedzenia !?- cały czas wydzierał się na mnie, aż w końcu nie wytrzymałem i gwałtownie się podniosłem
- Co mam wam kurwa powiedzieć, co!? To, że jestem gejem i możecie się mnie wstydzić, bo jestem inny niż wy!? To mam wam powiedzieć!? Więc kurwa słuchajcie, bo powiem to do cholery tylko raz! Jestem gejem! Nie pociągają mnie kobiety i ich piersi! Rozumiecie!? Nie interesuje mnie to! Teraz możecie na mnie splunąć z pogardą i wyrzucić z tego domu! Proszę bardzo! Nie będę tęsknić!- nikt nic nie powiedział. Może z tym ostatnim posunąłem się za daleko? Mama ciężko opadał z niedowierzaniem na fotel i zapytała cicho:
- Dlaczego... dlaczego nam nie powiedziałeś?- nie spojrzała nawet na mnie, patrzyła pustym wzrokiem gdzieś w przestrzeń.
- Dlaczego!? Ty mi się jeszcze pytasz dlaczego!? Dlatego, że chciałem uniknąć takiej właśnie sytuacji! Chciałem to ukrywać przed wami najdłużej jakby się dało! A to dlatego, że nie byłbym wtedy waszym super-pięknym-idealnym-grzecznym-najlepszym synkiem o jakim zawsze marzyliście! Zawsze mówiliście mi jak mam żyć, jaki mam być i jak mam się zachowywać! Nigdy nie mogłem się wam sprzeciwić! Nigdy nie mogłem być sobą! Zawsze musiałem się podpasować pod wasze „widzimisię”! Ale z tym koniec! Jestem już prawie dorosły i sam będę decydował o tym kim będę i sam będę podejmować decyzję! Mam dość tego, że wy mną sterujecie! Więc oznajmiam wam, że jestem kurwa gejem i kocham Kai'a! A ty ojciec właśnie go obraziłeś! Nigdy ci tego nie wybaczę! Nigdy!- wybiegłem z pokoju ze łzami w oczach. Nie reagowałem na ich wołanie. Wbiegłem po schodach, następnie do swojego pokoju i trzasnąłem drzwiami żeby podkreślić jak bardzo ich w tym momencie nienawidzę. Nie mieściło mi się w głowie, Musiałem wszystko sobie poukładać na spokojnie. Co ich obchodzi kim jestem!? Rozumiem, jestem ich jedynym synem, ale bez przesady. Nie będą mi mówić jak mam żyć.
        Zdjąłem spodnie, bluzę, T- shirt i rzuciłem wszystko na podłogę. W samych bokserkach położyłem się na łóżku przed tym zamknąłem drzwi żeby nikt mi nie wszedł. Wgapiałem się bezczynnie w biały sufit. Zaczęły mnie boleć plecy, więc odwróciłem się na bok. Na podłodze zauważyłem karteczkę od szatyna, musiała mi wypaść z kieszeni. Zsunąłem się z łóżka i ją podniosłem. Położyłem ją na stoliczku nocnym obok żeby nie zapomnieć o spotkaniu.
        Rano obudził mnie wrzask ojca, który wyraźnie darł się na matkę.
- Mówiłem żeby przeprowadzić aborcję! Prawdopodobnie nie mielibyśmy syna pedała! Nie mielibyśmy takich problemów i nie musielibyśmy się za niego wstydzić! Mielibyśmy spokojne życie!- Zrzuciłem kołdrę na podłogę i w samych bokserkach poleciałem na dół. Omal się nie zabiłem na schodach gdy nie wyrobiłem na zakręcie. Wbiegłem do kuchni gdzie siedzieli rodzice. Żal mi było matki. Oczy miała czerwone i spuchnięte od płaczu. To wszystko przeze mnie. Nawet mnie nie zauważyli.
- Jak tak bardzo mnie nie kochacie to może sobie pójdę, co!?- przerwałem im kłótnię i dopiero teraz zauważyli mnie, że jestem w pomieszczeniu- Będzie wam lepiej! Widzę jak wam zależy! Mogliście oddać mnie do domu dziecka, a nie udawać, że mnie kochacie!- mimo tego jak bardzo chciałem powstrzymać łzy one spadały mi jedna z drugą, a głos stawał się coraz bardziej łamliwy.- Dam wam już spokój i sobie pójdę! Zróbcie sobie nowe dziecko, które będziecie kochać i nie będzie gejem!- ojciec mnie spoliczkował tak mocno, że głowa odwróciła się o 90 stopni w lewo. Chwyciłem się za bolące miejsce i nie patrząc na nich rzuciłem przez zęby tylko- Nienawidzę was.- wróciłem do swojego pokoju.
       Wyjąłem jakąś dużą torbę i zacząłem się pakować. Nie zwracałem uwagi na to jak rodzice darli się do zamkniętych drzwi i w nie walili. Wziąłem kilka ubrań, ładowarkę, MP3, laptopa, ze skarbonki wyjąłem wszystkie moje oszczędności. Trochę ich było, więc powinno wystarczyć na długi czas jeżeli będę oszczędzał, no i oczywiście telefon. Otworzyłem drzwi i rodzice się uspokoili. Spojrzałem na nich przez łzy i z torbą w ręce wyminąłem ich i skierowałem się w stronę wyjścia. Biegli za mną, ale się nie odwróciłem. Wsunąłem byle jak buty, kurtkę chwyciłem w rękę i wybiegłem z domu. Biegłem tak długo aż przestali kierować się za mną. Pewnie pomyśleli, że wrócę tak jak zawsze, ale nie tym razem.
       Teraz musiałem się komuś wyżalić i z kimś porozmawiać- od razu pomyślałem o Kai`u. Przeproszę go przy okazji w imieniu ojca. Po drodze kupiłem sobie hamburgera i cole. Byłem tak mocno głodny, że zjadłbym jeszcze co najmniej cztery. Kierując się do domu Tanabe nie przestałem nawet na chwilę płakać. Emocje mną rządziły.
       W mgnieniu oka znalazłem się pod jego domem. Dzwoniłem, ale nikt nie otwierał. Nadusiłem klamkę i wszedłem do mieszkania. Zrobię mu małą niespodziankę. Wskrobałem się cichutko po schodach i stanąłem przed jego drzwiami. Otworzyłem je delikatnie i... nie mogłem uwierzyć w to co właśnie zobaczyłem. Zacząłem jeszcze bardziej płakać. Nie mieściło mi się to po prostu w głowię... Jak... ?

~~~
~Przepraszam was jeżeli są jakieś błędy, ale po prostu przepisywałam to jakieś 2 lub 3 godzinki, więc już mi się nie chciało sprawdzać. Literki na klawiaturze to tak mi się mylą, że lepiej nie będę mówiła jakie błędy robiłam podczas przepisywania, bo byście mnie wyśmiali. :D:D
To jak, 4 komentarze i następny rozdział? :D
Misaki-chan. =^o^=

 

4 komentarze:

  1. Oho, zdrada. To było widać po '' było coś nieszczerego '' . Gdzie się podzieje Reiii? U RUKSAAAAAA C: *happy yuuriko*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rei nie płakusiaj. Idź do Rukusia, a nie do Kai'a. Ruki cię looofciaaaa i ty jego też, ale jeszcze o tym nie wiesz, A JA TAK, więc rusz tyłek, bo ja ci pomogę
    A później zamieszkacie u mnie pod łóżkiem i wszyscy będą hepi ^^
    Zbyt wiele sobie wyobrażam??? Możliwe
    Czekam na nexta
    Chizuru

    OdpowiedzUsuń
  3. Super Reita do Super Ruksia! XD Drużyna RR w końcu razem!
    A ty Kai ,jak możesz robić ,to cokolwiek robisz?! XD
    Zaliczysz mi podwójny komentarz ,prawda? Prawda..?

    OdpowiedzUsuń
  4. No i kolejny... Zalicz jako czwarty! XD

    OdpowiedzUsuń