Trochę minęło od ostatniej części, ale wiecie, święta i tak dalej.
Zapraszam do lektury. :D
Piiiik
Piiiik
Piiik
Uciążliwe pikanie i hałas jakiś
sprzętów wyrwało mnie z głębokiego snu. Od razu poczułem ten
nieprzyjemny zapach, od którego zbierało mi się na wymioty-
szpital. Zasłoniłem nos kołdrą, aby nie musieć tego wdychać i
dobiegł mnie głos, a nawet dwa głosy, dobrze mi znany. Nie miałem
siły otwierać oczu, więc tylko się wsłuchiwałem.
- Widzę, że dochodzi do siebie, więc
j już będę szedł.
- Jeszcze raz, wielkie dzięki, że
zadzwoniłeś od razu na pogotowie.
- Nie ma sprawy. Sayonara.
- Sayonara- usłyszałem dźwięk
kroków i lekki trzask drzwi.
Ostrożnie otworzyłem oczy, ale nie
na długo, gdyż oślepił mnie biały blask. Zacząłem się powoli
przyzwyczajać do światła mrugając oczami. W końcu wszystko
nabrało wyrazistości. Po głowie kłębiło mi się wiele pytań
typu: Co ja tu do jasnej kurwa anielki robię !? Obok mnie w fotelu
siedział Kai. Twarz miał bladą, oczy podkrążone i sine, a
policzki zapadnięte. Wyglądał jakby nie spał co najmniej od
tygodni.
- Reita ! Dzięki Bogu ! - zerwał się
z siedzenia i podbiegł do mnie.- Ale się martwiłem.- cmoknął
moje czoło.
Chciałem się podnieść, ale na
marne. Moją głowę przeszył silny ból głowy. Odruchowo
pomasowałem skronie i wykrzywiłem się z bólu.
- Nie nadwyrężaj się. Masz wstrząs
mózgu i złamany nos.- Powędrowałem ręką do nosa. Był obwinięty
bandażem, który był związany gdzieś z tyłu głowy.
Rozległo się ciche pukanie do drzwi,
które od razu delikatnie się uchyliły. Wyjrzała przez nie główką
z brązowymi, nastroszonymi włosami.
- Zapomniałeś czegoś ?- odezwał się
Yutaka. Gość wszedł do pokoju zamykając delikatnie za sobą
drzwi.
- Tak. Nie wziąłem torby.- dopiero
teraz zorientowałem się, że to był Ruki.- O... widzę, że nasz
Śpiący Królewicz w końcu się obudził.- powiedział z uśmiechem
na twarzy, ale zaraz jego twarz zalała troska.- Jak się czujesz?
- Em... całkiem dobrze. Pomijając to,
że nie mogę się ruszać, a muszę pilnie do łazienki, a mój nos
zapewne wygląda jak ziemniak.- zrobiłem naburmuszoną minę, a
chłopcy delikatnie się zaśmiali.- Co w ogóle się stało? -
przerwałem im tą jakże zabawną chwilę
- Wracałem dużo dłuższą drogą niż
zwykle i usłyszałem krzyk, a potem huk. Odwróciłem się w stronę
jakiegoś domu i w krzakach leżałeś ty, całkiem nieprzytomny. Nie
czekając na nic zadzwoniłem na pogotowie. W ogóle nie mam pojęcia,
co chciałeś zrobić.
- Rany... Jakie ze mnie idiota. Wielkie
dzięki za pomoc, a o tym co zamierzałem zrobić wolałbym nie
rozmawiać, za bardzo żenujące.
- Nie ma sprawy. Zdrowiej szybko.-
wziął torbę z krzesła i wyszedł.
- Wiesz... Słodko wyglądasz w tym
bandażu. Tak bezbronnie.- odezwał się mój chłopak, a ja
zmierzyłem go wzrokiem.
***
Tak właśnie narodził się
mój image. O ile można to tak nazwać. Gdyby nie ty pewnie leżałbym
już przysypany ziemią, bo przecież uratowałeś mi życie. Szkoda,
że ja tego nie mogłem zrobić dla ciebie.
***
Po kilku dniach zostałem
wypisany ze szpitala na moją prośbę. Naprawdę od tamtego zapachu
mnie tak mdliło, że nie raz zwymiotowałem. Odebrał mnie Kai.
Przyjechał pod szpital swoją oczojebnie niebieską furgonetką.
Wziął ode mnie torbę, położył ją na tylnim siedzeniu a mnie
pomógł wsiąść do samochodu. Obiegł pojazd dookoła i usiadł
obok mnie. Włożył kluczyk w stacyjkę. Bacznie obserwowałem ruchy
jego ręki. Delikatnie przekręcił kluczyk i nic. Spróbował
ponownie i znowu nic. Jeszcze raz i otrzymał ten sam rezultat.
Westchnął z załamania i położył głowę na kierownicę. Nagle
się zerwał, zaczął krzyczeć i walić rękoma w kierownice. Tak
mnie wystraszył, ze mało co nie dostałem zawału. Próbowałem go
uspokoić masując jego ramię, lecz ten wyszedł z samochodu i
trzasnął drzwiami. Kopnął kilka razy wkoło furgonetki, ale po
chwili się uspokoił. Rozbawiło mnie to jego zachowanie. Przeczesał
włosy rękoma głośno wzdychając. Wyciągnął telefon z kieszeni,
oddalił się trochę i wykonał jakiś telefon. Odpiąłem pasy i
wyskoczyłem z auta. Przez moją głowę znowu przeszedł ten
przerażający ból, co w dzień gdy się obudziłem. Opadłem na
kolana łapiąc się za głowę. Nagle zrobiło mi się strasznie
słabo i kręciło mi się w głowie. Podbiegł do mnie Tanabe.
- Reita ! Nic ci nie jest
!?- powiedział z troską i przerażeniem równocześnie.
- Nie, w porządku.- świat
przestał wirować i znów poczułem się dobrze. Dźwignąłem się
z ziemi i chwiejnym krokiem podszedłem do samochodu aby się o niego
oprzeć. - Możemy już wracać? Źle się czuję, chciałbym
odpocząć trochę.
- No właśnie jest
problem.- podrapał się bezradnie z tyłu głowy.- Akumulator się
rozładował. Dzwoniłem do serwisu, ale dopiero przyjedzie za
godzinę.- odchyliłem głowę do tyłu i popatrzyłem na niebo bez
chmur.
- O to się tak denerwowałeś
?- wróciłem do niego spojrzeniem.
- Tak.- zasmucił się i
spuścił głowę- Nic nie mogę porządnie dla ciebie zrobić. Nawet
nie odwiozę cię do domu.
- Ważne, że jesteś.-
uśmiechnąłem się mimowolnie. On podniósł głowę i to
odwzajemnił. Zbliżył się do mnie, dotknął dłonią mój
policzek i opuszkiem kciuka go gładził. Trwaliśmy tak bez ruchu w
ciszy patrząc sobie w oczy. Po chwili złączył nasze usta w
pocałunku. Odsunąłem się delikatnie od niego.
- W torbie mam telefon.
Zadzwoń do mojego taty. Przyjedzie po nas. Pamiętaj, przy nim
jesteśmy tylko przyjaciółmi.- mrugnąłem do niego okiem a on
skinął. Ledwo o własnych siłach wdrapałem się do furgonetki.
Ciemnowłosy wyjął moją komórkę z torby i wykonał telefon.
Po jakiś 30 minutach
przyjechał mój tata i przyłączył pojazd Kai`a do naszego i
odjechaliśmy wszyscy razem. Całą drogę myślałem, że
zwymiotuję, a wtedy nie będzie tak zabawnie.
- Jak się czujesz, Akira ?
Dowiedziałem się co chciałeś zrobić.- w końcu zapytał mnie
ojciec. O jak miło. Przypomniał sobie o mnie.
- W porządku.-
odpowiedziałem mu oschło. Nie chciałem zaczynać z nim tego
tematu, bo wiedziałem, że będzie o to akcja. Moje przewidywania
się sprawdziły.
- Akira Suzuki! Co ty sobie
…
- Proszę pana, to tutaj. -
przerwał mu Yutaka. Całe szczęście.
Ojciec zatrzymał samochód
i pomógł chłopakowi odłączyć samochód od naszego. Wyjąłem
komórkę, włożyłem słuchawki do uszu puszczając muzykę na
fulla. Widziałem jak wymieniają jeszcze kilka zdań, a na koniec
uścisk dłoni. Mój tata w końcu wrócił do auta. Całą drogę
przebyliśmy w ciszy. Mimo jego wołania, szturchania i ciągłego
wyciągania mi słuchawek z uszu, nie wiedzieć czemu, ale nie miałem
ochoty z nim rozmawiać, w ogóle z nikim. Taka mała depresja.
Dojechaliśmy do domu.
Zabrałem swoją torbę i do niego wszedłem. Już w samych drzwiach
napadła mnie matka. Mocno przytuliła i zaczęła mi się wypytywać
o mój stan zdrowia i samopoczucie. Odpowiedziałem tylko, że jest
OK, żeby jej nie martwić tym, że kilka razy wymioty miałem w
gardle, ale udało mi się je powstrzymać. Poszedłem do pokoju.
Panował w nim mrok pomimo słońca na zewnątrz. Rzuciłem torbę na
środek pomieszczenia i odsłoniłem rolety. Teraz można było
zauważyć jaki tu bałagan. Będzie trzeba kiedyś tu posprzątać,
bo dobroć matki najwyraźniej już się skończyła. Wziąłem
gorącą kąpiel i ubrałem świeże ciuchy. Wyszedłem z łazienki i
usłyszałem głos mamy:
- Akira! Telefon!- zbiegłem
na dół po schodach i odebrałem słuchawkę od mamy.
- Moshi, moshi.
- Cześć, Skarbie.- odezwał
się ciepły głos Tanabe w słuchawce.
- Cześć.
- Czemu nie odbierałeś
telefonu?
- Oh... Gomen, gomen. Brałem
kąpiel i nic nie słyszałem.
- Dobra, dobra. Nie ma
sprawy. Wyjdziemy gdzieś dzisiaj?
- Em... No możemy.- już
pominąłem fakt jak fatalnie się czułem. Najchętniej resztę dnia
przeleżałbym w łóżku nie wychodząc z niego nawet po jedzenie
czy do ubikacji.
- To przyjdę po ciebie za
10 minut. Ja ne.
- Mata ne.- i się
rozłączył.
Poszedłem z powrotem do
swojego pokoju po telefon. Faktycznie, były dwa nieodebrane
połączenia i cztery sms-y. Zszedłem na dół i wparowałem do
kuchni gdzie siedziała mama i coś gotowała. Na pewno coś
przepysznego.
- Mamo, wychodzę. Kocham
cię. Pa.- dałem jej buziaka w policzek.
- Tylko nie wróć za późno.
- Wiem. - wziąłem jabłko
w rękę i poszedłem ubierać się do wyjścia. Założyłem kurtkę
, szalik i wsunąłem buty, Byłem gotowy do wyjścia, ale zatrzymała
mnie rodzicielka
- Akira, zapomniałabym ci
powiedzieć. Był tu nijaki Matsumoto. Znasz go?
- Tak. Poznaliśmy się na
koncercie, a potem zadzwonił na pogotowie jak spadłem z balkonu. A
co?
- Myślał, że już jesteś
w domu, lecz się zdziwił gdy byleś jeszcze w szpitalu i kazał mi
przekazać ci jakąś kartkę. - z kieszeni w fartuszku wyjęła
poskładany kawałek papieru. Wręczyła mi go. Zacząłem czytać co
była na nim napisane
Twoja mama to naprawdę
świetna kobieta. =^o^=
Uśmiechnąłem
się do siebie i czytałem dalej.
Chciałbym
poznać się z Tobą trochę bliżej, bo na koncercie nie było
takiej okazji. :( Spotkajmy się w piątek o 17 w parku.
Czyli
jutro idę na spotkanie. Spoko. Schowałem papierek do kieszeni od
spodni i wyszedłem. Yutaki jeszcze nie było, więc usiadłem na
krawężniku przed domem i pojadałem sobie owoc. Czekałem.
Czekałem. Czekałem i nic. Siedziałem tak jak ostatni idiota jakieś
40 minut, aż w końcu w oddali dojrzałem biegnącego w moją stronę
Kai`a. Wstałem, otrzepałem pośladki i wolnym tempem poszedłem w
jego stronę.
-
Rany!- stanął przede mną zdyszany i próbował złapać oddech.-
Przepraszam cię za spóźnienie. Sprawy rodzinne.- zbliżył się
żeby mnie pocałować, ale ja szybko wyjąłem dłoń w jego stronę,
aby przywitać się jak na „przyjaciół” przystało.
-
Nie przed domem. Rodzice jeszcze nie wiedzą.- szepnąłem do niego.
-
Kiedy zamierzasz im powiedzieć? - zaczęliśmy oddalać się od
mojego domu.
-
Najpóźniej jak się da.- spojrzałem na niego, a on tylko się
uśmiechnął i pokiwał głową.- To gdzie idziemy?
-
Sam nie wiem. Myślałem może o kinie. Wiesz, sam na sam, w ciemnym
pomieszczeniu...
-
Zboczeniec. - skomentowałem krótko jego fantazje erotyczne.
Gdy
weszliśmy do kina przez jakiś czas kłóciliśmy się na jaki film
pójść. On chciał since fiction, a ja komedię. W końcu uległem
jego ciągłemu proszeniu i niechętnie zgodziłem się na jakąś
tanią fantastykę. Kupiliśmy popcorn. Weszliśmy do sali, w której
były może ze trzy osoby. Usiedliśmy w ostatnim rzędzie żeby nie
było nas widać. Nim zaczął się seans zdążyliśmy zjeść pół
kartoniku naszej przekąski. Kiedy puszczono projekcję tego
tandetnego filmu, o ile tak można to nazwać, Kai objął mnie
ramieniem i siedzieliśmy tak aż do napisów końcowych. Szczerze
powiedziawszy nie znam sensu i fabuły tego... czegoś, bo przespałem
chyba połowę
Wyszliśmy
z kina i przez jakiś czas kierowaliśmy się w stronę mojego domu w
ciszy. Tanabe zagadał jako pierwszy.
-
Podobał ci się film ?
-
Taaak. - zmusiłem się na szczery ton, ale coś mi nie wyszło. Od
razu zorientował się, że kłamię. Za długo mnie zna żeby tego
nie wyczuć. W końcu dwa lata wspólnie spędzone to dużo, nie?
-
Jasne, jasne. Widziałem jak spałeś !- kontynuował
-
J- j- ja !?- zrobiłem oburzoną minę i zacząłem się tłumaczyć.-
Ja w ogóle nie spałem, a film bardzo mi się podobał. Zwłaszcza
ten moment oni tam szli i... i zrobili to wiesz co … no … ten …
a potem spotkali tego wiesz kogo … i przydarzyło im się … ee...
wiesz co.- zaśmiał się głośno i rozczochrał mi włosy. Zrobiłem
ogromnego bulwersa i resztę drogi szliśmy w ciszy.
W końcu
zatrzymaliśmy się przed zakrętem, bo za nim kilka metrów dalej
był mój dom, więc to było jedyne miejsce gdzie mogliśmy się
czule pożegnać. Tak jak robią to pary. Co prawda nie męsko-
męskie, ale pary. Yutaka stanął naprzeciwko mnie, bardzoooo
blisko, aż czułem jego unoszącą się klatkę i oddech na mojej
twarzy. Chwycił mnie subtelnie za policzki i patrzył chwilę w moje
oczy, gładząc palcami moją twarz. Jedną ręką odgarnął
grzywkę, które spadła mi na oczy i przyczepił swoje usta do
moich. Z początku był to kojący, delikatny pocałunek, dopiero po
krótkim momencie stał się bardziej namiętny. Ten smak był tak
cudowny i tak bardzo znajomy, ale nigdy nie moglem go zapamiętać.
Mimo tego jak bardzo czule mnie całował, w tym wszystkim było
dzisiaj coś … coś nieszczerego, ale to „olałem”. Zarzuciłem
ręce na jego głowę i nagle z romantycznej chwili wyrwał nas krzyk
mojego ojca. Szybko odskoczyłem od chłopaka. Cholera ! Więc to ta
chwila żeby im to powiedzieć.
- Akira!
Ty gówniarzu!- podbiegł do mnie i zaczął pchać, a raczej szarpać
mnie do samochodu.
-
Ojciec! Puść mnie!- zacząłem się tłumaczyć i motać żeby mnie
puścił!
- Proszę
pana! Niech pan go zostawi! Wszystko panu wytłumaczymy!- wstawił
się za mnie Kai.
-
Słuchaj- wymierzył w niego palcem- Nie będziesz mi tu syna
obmacywał, skurwisynie!
- Tato !
To jest mój chłopak! - wybuchłem pod wpływem emocji. Chyba trochę
się zapędziłem. Nastała cisza, a ich wzroki spoczęły na mnie.
-
Wsiadaj do samochodu! Pogadamy w domu!- wepchnął mnie do auta i
zatrzasnął drzwi.- A z tobą- zwrócił się do zmieszanego Yutaki
– Porozmawia twoja matka. Ja już tego dopilnuje!- wsiadł do
srebrnego Forda i odjechał. Patrzyłem przez łzy na Tanabe, który
stal jak wryty.
Przez
te kilka sekund drogi nawet nie spojrzałem na ojca. Emocje we mnie
wrzały. Miałem ochotę mu przywalić. Zatrzymał się na
podjeździe, a ja wyleciałem z samochodu jak poparzony. Wszedłem do
domu i jak zawsze w drzwiach czekała na mnie matka. Zaraz za mną
wbiegł stary.
- Do
salonu, gówniarzu !- nakazał. Poszedłem tam z obojętnością i
usiadłem niechlujnie na skórzanej sofie. Skrzyżowałem ręce na
piersi. - Co to do jasnej cholery miało znaczyć !?- nie
odpowiedziałem. Błądziłem wzrokiem po salonie i stwierdziłem, że
coś się w nim zmieniło. No nie wiem. Może ta rodzinna atmosfera,
która zawsze tu panowała?
- Ale co
się stało?- zapytała całkiem niepoinformowana matka.
- Nie
wiesz co się stało!? Czyli nasz kochany synuś ci nie powiedział,
że migdali się na ulicy z tym całym Tanabe i jeszcze krzyczy, ze
to jego chłopak!?
- Akira,
czy to prawda?- mówiła spokojnie, ale stanowczo, nie to co ojciec.
Cały czas milczałem.
- Nie
masz nic nam do powiedzenia !?- cały czas wydzierał się na mnie,
aż w końcu nie wytrzymałem i gwałtownie się podniosłem
- Co mam
wam kurwa powiedzieć, co!? To, że jestem gejem i możecie się mnie
wstydzić, bo jestem inny niż wy!? To mam wam powiedzieć!? Więc
kurwa słuchajcie, bo powiem to do cholery tylko raz! Jestem gejem!
Nie pociągają mnie kobiety i ich piersi! Rozumiecie!? Nie
interesuje mnie to! Teraz możecie na mnie splunąć z pogardą i
wyrzucić z tego domu! Proszę bardzo! Nie będę tęsknić!- nikt
nic nie powiedział. Może z tym ostatnim posunąłem się za daleko?
Mama ciężko opadał z niedowierzaniem na fotel i zapytała cicho:
-
Dlaczego... dlaczego nam nie powiedziałeś?- nie spojrzała nawet na
mnie, patrzyła pustym wzrokiem gdzieś w przestrzeń.
-
Dlaczego!? Ty mi się jeszcze pytasz dlaczego!? Dlatego, że chciałem
uniknąć takiej właśnie sytuacji! Chciałem to ukrywać przed wami
najdłużej jakby się dało! A to dlatego, że nie byłbym wtedy
waszym super-pięknym-idealnym-grzecznym-najlepszym synkiem o jakim
zawsze marzyliście! Zawsze mówiliście mi jak mam żyć, jaki mam
być i jak mam się zachowywać! Nigdy nie mogłem się wam
sprzeciwić! Nigdy nie mogłem być sobą! Zawsze musiałem się
podpasować pod wasze „widzimisię”! Ale z tym koniec! Jestem już
prawie dorosły i sam będę decydował o tym kim będę i sam będę
podejmować decyzję! Mam dość tego, że wy mną sterujecie! Więc
oznajmiam wam, że jestem kurwa gejem i kocham Kai'a! A ty ojciec
właśnie go obraziłeś! Nigdy ci tego nie wybaczę! Nigdy!-
wybiegłem z pokoju ze łzami w oczach. Nie reagowałem na ich
wołanie. Wbiegłem po schodach, następnie do swojego pokoju i
trzasnąłem drzwiami żeby podkreślić jak bardzo ich w tym
momencie nienawidzę. Nie mieściło mi się w głowie, Musiałem
wszystko sobie poukładać na spokojnie. Co ich obchodzi kim jestem!?
Rozumiem, jestem ich jedynym synem, ale bez przesady. Nie będą mi
mówić jak mam żyć.
Zdjąłem
spodnie, bluzę, T- shirt i rzuciłem wszystko na podłogę. W samych
bokserkach położyłem się na łóżku przed tym zamknąłem drzwi
żeby nikt mi nie wszedł. Wgapiałem się bezczynnie w biały sufit.
Zaczęły mnie boleć plecy, więc odwróciłem się na bok. Na
podłodze zauważyłem karteczkę od szatyna, musiała mi wypaść z
kieszeni. Zsunąłem się z łóżka i ją podniosłem. Położyłem
ją na stoliczku nocnym obok żeby nie zapomnieć o spotkaniu.
Rano
obudził mnie wrzask ojca, który wyraźnie darł się na matkę.
-
Mówiłem żeby przeprowadzić aborcję! Prawdopodobnie nie
mielibyśmy syna pedała! Nie mielibyśmy takich problemów i nie
musielibyśmy się za niego wstydzić! Mielibyśmy spokojne życie!-
Zrzuciłem kołdrę na podłogę i w samych bokserkach poleciałem na
dół. Omal się nie zabiłem na schodach gdy nie wyrobiłem na
zakręcie. Wbiegłem do kuchni gdzie siedzieli rodzice. Żal mi było
matki. Oczy miała czerwone i spuchnięte od płaczu. To wszystko
przeze mnie. Nawet mnie nie zauważyli.
-
Jak tak bardzo mnie nie kochacie to może sobie pójdę, co!?-
przerwałem im kłótnię i dopiero teraz zauważyli mnie, że jestem
w pomieszczeniu- Będzie wam lepiej! Widzę jak wam zależy!
Mogliście oddać mnie do domu dziecka, a nie udawać, że mnie
kochacie!- mimo tego jak bardzo chciałem powstrzymać łzy one
spadały mi jedna z drugą, a głos stawał się coraz bardziej
łamliwy.- Dam wam już spokój i sobie pójdę! Zróbcie sobie nowe
dziecko, które będziecie kochać i nie będzie gejem!- ojciec mnie
spoliczkował tak mocno, że głowa odwróciła się o 90 stopni w
lewo. Chwyciłem się za bolące miejsce i nie patrząc na nich
rzuciłem przez zęby tylko- Nienawidzę was.- wróciłem do swojego
pokoju.
Wyjąłem
jakąś dużą torbę i zacząłem się pakować. Nie zwracałem
uwagi na to jak rodzice darli się do zamkniętych drzwi i w nie
walili. Wziąłem kilka ubrań, ładowarkę, MP3, laptopa, ze
skarbonki wyjąłem wszystkie moje oszczędności. Trochę ich było,
więc powinno wystarczyć na długi czas jeżeli będę oszczędzał,
no i oczywiście telefon. Otworzyłem drzwi i rodzice się uspokoili.
Spojrzałem na nich przez łzy i z torbą w ręce wyminąłem ich i
skierowałem się w stronę wyjścia. Biegli za mną, ale się nie
odwróciłem. Wsunąłem byle jak buty, kurtkę chwyciłem w rękę i
wybiegłem z domu. Biegłem tak długo aż przestali kierować się
za mną. Pewnie pomyśleli, że wrócę tak jak zawsze, ale nie tym
razem.
Teraz
musiałem się komuś wyżalić i z kimś porozmawiać- od razu
pomyślałem o Kai`u. Przeproszę go przy okazji w imieniu ojca. Po
drodze kupiłem sobie hamburgera i cole. Byłem tak mocno głodny, że
zjadłbym jeszcze co najmniej cztery. Kierując się do domu Tanabe
nie przestałem nawet na chwilę płakać. Emocje mną rządziły.
W
mgnieniu oka znalazłem się pod jego domem. Dzwoniłem, ale nikt nie
otwierał. Nadusiłem klamkę i wszedłem do mieszkania. Zrobię mu
małą niespodziankę. Wskrobałem się cichutko po schodach i
stanąłem przed jego drzwiami. Otworzyłem je delikatnie i... nie
mogłem uwierzyć w to co właśnie zobaczyłem. Zacząłem jeszcze
bardziej płakać. Nie mieściło mi się to po prostu w głowię...
Jak... ?
~~~
~Przepraszam was jeżeli są jakieś błędy, ale po prostu przepisywałam to jakieś 2 lub 3 godzinki, więc już mi się nie chciało sprawdzać. Literki na klawiaturze to tak mi się mylą, że lepiej nie będę mówiła jakie błędy robiłam podczas przepisywania, bo byście mnie wyśmiali. :D:D
To jak, 4 komentarze i następny rozdział? :D
Misaki-chan. =^o^=
Oho, zdrada. To było widać po '' było coś nieszczerego '' . Gdzie się podzieje Reiii? U RUKSAAAAAA C: *happy yuuriko*
OdpowiedzUsuńRei nie płakusiaj. Idź do Rukusia, a nie do Kai'a. Ruki cię looofciaaaa i ty jego też, ale jeszcze o tym nie wiesz, A JA TAK, więc rusz tyłek, bo ja ci pomogę
OdpowiedzUsuńA później zamieszkacie u mnie pod łóżkiem i wszyscy będą hepi ^^
Zbyt wiele sobie wyobrażam??? Możliwe
Czekam na nexta
Chizuru
Super Reita do Super Ruksia! XD Drużyna RR w końcu razem!
OdpowiedzUsuńA ty Kai ,jak możesz robić ,to cokolwiek robisz?! XD
Zaliczysz mi podwójny komentarz ,prawda? Prawda..?
No i kolejny... Zalicz jako czwarty! XD
OdpowiedzUsuń